Chód

Chodzi z nim już lat dwanaście.
Nagle łapie ją znużenie.
O co chodzi? Ogień gaśnie…
Trzeba zrobić dochodzenie.

Idzie zatem, marszcząc czoło,
a on za nią wzrokiem wodzi.
Choć obeszła go wokoło,
on jej dalej nie obchodzi.

Stoją sztywno, jak nieżywi.
Potem idą w swoje strony.
Związek przestał być chodliwy
i zamienił się w schodzony.