Co to jest dehumanizacja człowieka? Historia, przykłady
Spis treści
- Wstęp
- Co oznacza dehumanizacja?
- Dehumanizacja a niewolnictwo
- Dehumanizacja a kolonializm
- Dehumanizacja a antysemityzm
- Dehumanizacja a wojna
- Dehumanizacja a rasizm
- Dehumanizacja a choroby psychiczne i niepełnosprawność
- Podsumowanie
Wstęp
W ciągnącym się wiekami średniowieczu człowieka uważano za niewiele znaczącego, poddanego Bogu i grzesznego. Jednak już epokę później – w renesansie – pojawiły się takie pojęcia, jak antropocentryzm i humanizm, kładące nacisk na ludzką jednostkę, podkreślające ogromne znaczenie jej rozumu, a także stawiające człowieka w centrum świata; zgodnie z tymi poglądami interpretowano wszystko wokół wyłącznie z punktu widzenia ludzkiego doświadczenia. Człowiek stał się więc panem rzeczywistości, natury i przestrzeni.
Mimo to największym wrogiem człowieka był i jest właśnie sam człowiek. Ludzie od zarania dziejów dopuszczali się okrutnych czynów, a inni śmiało nazywali ich nieludzkimi. Podobnie było z niewolnikami czy Żydami – uznawano ich za nieludzi, choć przecież należeli do gatunku Homo sapiens. Co zatem decyduje o tym, kogo uważano za jednostki lub grupy będące na granicy człowieczeństwa i kogo poddawano procesowi dehumanizacji?
Co oznacza dehumanizacja?
Dehumanizacja to „powodowanie zaniku cech charakteryzujących człowieka kulturalnego; utrata, zanikanie, pozbawienie elementów humanistycznych, ludzkich”(1). Kulturalny człowiek panuje nas swoimi popędami, trzyma też emocje na wodzy i żyje określonym trybem życia. Tym, co odbiera mu tę kulturę, jest niehumanitarne traktowanie, brutalność i ekstremalne warunki życia. Przykładowo strach przed śmiercią prowadzi do zwierzęcej agresywności, dzikości i gwałtowności. Również oprawcy, którzy zadają ból, często zachowują się niczym zwierzęta, kiedy bezkarność pozwala im na niepohamowaną przemoc.
Dehumanizacja często polega na przedstawianiu innych jako mniej ludzkich, co może prowadzić do usprawiedliwienia traktowania ich w okrutny lub nieludzki sposób. Komu zatem w historii odebrano status człowieka? I jakie są granice człowieczeństwa?
Dehumanizacja – przykłady w historii i literaturze
Dehumanizacja a niewolnictwo
Niewolnictwo wykształciło się już w starożytności i polegało na tym, że pewna grupa społeczna była własnością drugiej, która dowolnie nią rozporządzała. Według Hammurabiego, „(…) ludzie dzielą się na pełnoprawnych obywateli, niepełnoprawnych obywateli i niewolników”(1), zaś Arystoteles „(…) twierdził, że niewolnicy mają «niewolniczą naturę»”(1). Nie jest to podział w żaden sposób naturalny, a jedynie stworzony na potrzeby danego imperium, bez którego niegdyś władza prawdopodobnie nie mogłaby funkcjonować.
Jak tłumaczy Michał Kubicz w swoim artykule o niewolnictwie w Rzymie (2), niewolnicy mieli status rzeczy, czyjejś własności, a zakres uprawnień właściciela rzymskiego obejmował: prawo posiadania rzeczy, używania jej, pobierania z niej pożytków, a nawet jej zużycia i zniszczenia. Z niewolnikami można zatem było robić wszystko i nie miało znaczenia, że też byli ludźmi znajdującymi się po prostu w gorszej pozycji. Brak jakichkolwiek przywilejów, jak choćby posiadanie swojej własności, założenie rodziny czy prawo do własnego dziecka narodzonego ze stosunku z właścicielem – dziecko automatycznie stawało się niewolnikiem – sprawiało, że życie niewolnika kręciło się jedynie wokół spełniania zachcianek swojego właściciela, i to pod ciągłą presją kary cielesnej. Byli raczej rzeczą niż jednostką ludzką, w związku z czym odbierano im prawa człowieka i jednocześnie poddawano procesowi dehumanizacji.
Przykładem dehumanizacji niewolników w literaturze jest klasyka, czyli Quo Vadis Henryka Sienkiewicza – w znacznej części powieści można czytać o przedmiotowym traktowaniu niewolników, w tym całych mas chrześcijan, których wysyłano na rzeź ku rozrywce Rzymian. Już w zachowaniu Petroniusza widać zupełne zobojętnienie co do swoich niewolników, oczywiście gdy zachowywali się jak powinni; w innych przypadkach na porządku dziennym były kary cielesne.

Dehumanizacja a kolonializm
Niewolnictwo często wiązało się z kolonializmem, czyli zjawiskiem polegającym na opanowywaniu innego kraju i dominacji nad nim w celu eksploatacji danego obszaru. Kolonializm zmuszał do niewolniczej pracy rdzenną ludność, która jednak nie brała zazwyczaj udziału w wojnie, a po prostu stała na drodze powiększaniu imperium przez kolonialistów. Pogromy tubylczych Amerykanów czy Afrykańczyków na stałe zapisały się na kartach historii. W mniemaniu kolonialistów rdzenni mieszkańcy byli dzicy, zacofani, niemal przedhistoryczni, biła od nich zwierzęcość. Mieli na sobie zazwyczaj skąpe ubrania bądź byli nadzy, a ich naturalność stanowiła zaprzeczenie wychowania „ludzi kultury”, którzy swoje życie opierają na oszustwie, kryjąc swoje niedoskonałości pod modnymi strojami czy makijażem. Oczywiście zakrywanie intymnych części ciała wiąże się z emocją wstydu, jednak można przypuszczać, że żyjący od zawsze w zamkniętej społeczności, blisko związani z naturą tubylcy nie odczuwali przed sobą skrępowania. Owa „dzikość” była tak obca Europejczykom mającym swoją zwierzęcość stale na wodzy, że nie potrafili oni uznać tubylców jak równych sobie.
Wyprawy kolonialistów miały na celu m.in. powiększyć wiedzę botaniczną, zoologiczną, geograficzną czy medyczną; dzięki nim rozwinęło się wiele gałęzi nauki. Lecz rdzenna ludność również stanowiła okaz dla kolonialistów. Y.N. Harari podaje przykład Tasmańczyków (1), którzy żyli w izolacji na wyspie przez dziesięć tysięcy lat, zaś przybycie europejskich osiedleńców doprowadziło do ich całkowitego wybicia. Zapędzano ich do obozów koncentracyjnych i próbowano uczyć nie tylko życia w cywilizowanym świecie, lecz także różnych przydatnych – dla ich własnej korzyści – umiejętności. Tasmańczycy nie potrafili jednak przyjmować takiej wiedzy i popadali w otępienie, często też popełniali samobójstwo. Nawet po śmierci przeprowadzano badania na ich ciałach i wystawiano ich szkielety na pokaz w muzeach. Potrzeba poznawania nowych terenów przez kolonialistów zamieniała się w chęć podporządkowania ich sobie na własnych zasadach; „zbawianie” zacofanej rdzennej ludności poprzez edukację i naukę kultury europejskiej kończyło się zmuszaniem do niewolniczej pracy lub mordem. Tubylcy byli zatem dehumanizowani – traktowani jak okazy lub zwierzęta, nie jak ludzie.
Przykładem dehumanizacji rdzennej ludności w literaturze jest kolejna klasyczna pozycja, czyli Jądro ciemności Josepha Condara, w której widać odczłowieczenie rdzennych mieszkańców Konga. Leżący gdzieś na ziemi, poskręcani z bólu i zrozpaczeni tubylcy w oczach przybyłego kapitana Marlowa byli już nie ludźmi, tylko „czarnymi cieniami choroby i głodu”. Co więcej, bohater, widząc tubylców jako nieokrzesanych, wrzeszczących dzikusów, wręcz bał się dostrzegać w nich ludzi, oznaczałoby to bowiem, że należy wraz z nimi do tego samego gatunku.

Dehumanizacja a antysemityzm
Gdyby stworzyć listę niewybaczalnych zbrodni na skalę światową w historii ludzkości, na czele z pewnością znalazłby się pogrom Żydów, odczłowieczonych i postawionych z dala od pojęcia człowieczeństwa. Postawy przejawiające antysemityzm miały miejsce już w starożytności i z biegiem wieków przybierały różne formy, pogłębiając niesprawiedliwe stereotypy, jednak nasiliły się zwłaszcza w momencie rodzenia się nacjonalizmu w XIX wieku. Dyskryminacja, wyśmiewanie, upokarzanie, różne zakazy i ograniczenia wynikające tylko z faktu, że ktoś należał do narodowości żydowskiej – wszystko to było na porządku dziennym. Apogeum antysemityzm osiągnął w latach trzydziestych dwudziestego wieku, kiedy stał się trzonem polityki Adolfa Hitlera.
O tym, jak wódz Trzeciej Rzeszy postrzegał Żydów, opowiada w Imieniu i liczbie, czyli eseju zawartym w tomie szóstym serii Moja walka (4), norweski pisarz Karl Knausgard. Zaznacza, że Żydów „usunięto” z języka, mówiąc nie „o nich”, ale „o tym”; odebrano im imię, które świadczy o tożsamości i człowieczeństwie. Hitler, tuż po dołączeniu do niemieckiej partii, w swojej wypowiedzi odnoszącej się do kwestii żydowskiej napisał, że „(…) Żydzi to rasa, a nie religia, oraz że antysemityzmu nie należy opierać na uczuciach, lecz na faktach. Reakcja emocjonalna może doprowadzić do pogromów, natomiast reakcja racjonalna powinna prowadzić do systematycznego likwidowania praw przysługujących Żydom”(4). Traktował ich jako wrogów narodu, brud, zarazę, źródło wszelkiego zła. Odczłowieczał ich wizerunek, przypisując im wszystko, co najgorsze. Noszona pod przymusem na ramieniu żółta gwiazda Dawida tym bardziej ich izolowała, piętnowała i oddzielała od innych ludzi, dawała do zrozumienia, że są inni.
Knausgard, analizując Mein Kampf, przytacza też fragment, w którym Hitler opisuje swoją nienawiść do Żydów, która jednocześnie zwiększała jego miłość do własnego narodu i dała mu do zrozumienia, że to właśnie Trzecia Rzesza musi dać kres tym „diabelskim, szczwanym uwodzicielom” i zapanować nad „kłamliwymi sztuczkami tej rasy”. Została zatem stworzona swego rodzaju mitologia żydowska, pełna kłamstw, niesprawiedliwości i stereotypów, która powtarzana latami i hiperbolizowana nie tylko przez Niemców, wpłynęła na pomyślunek milionów ludzi.
Przykładem dehumanizacji Żydów w literaturze może być powieść Czerń i purpura Wojciecha Dutki, gdzie przedstawiona została sytuacja Żydów najpierw na Słowacji, a później w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Już w samym słownictwie można zauważyć odczłowieczanie Żydów, padają bowiem takie określenia, jak: „żydowska nora” , „brudna Żydówka” , „z gruntu źli” czy „Żyd to po prostu jest Żyd”. Wszystkie te słowa ukazują pomyślunek ludzi, którzy traktowali Żydów jak odrębny gatunek człowieka, odrażający i grzeszny z zasady.

Dehumanizacja a wojna
Pokarmem dla dehumanizacji jest wojna. Proces ten występuje zarówno po stronie oprawców, jak i ofiar, choć zgoła w inny sposób. Ci, którzy wyrządzają krzywdę, mają ogromną władzę nad swoją ofiarą. Wiąże się to z opisywanym wcześniej niewolnictwem, lecz w przypadku wojny jest, zdaje się, jeszcze gorzej. Niewolnicy bowiem są o tyle cenni, że często trzeba sobie za nich zapłacić, a jeśli coś im się stanie, właściciel traci darmową siłę roboczą, co jest nieopłacalne. W przypadku obozu koncentracyjnego życie nie ma znaczenia – skazanych na śmierć było tysiące ludzi, którzy nie należeli do konkretnej osoby, a jedynie mieli wykonywać swoje zadanie, oczywiście o ile nie zostali od razu skazani na śmierć. Ci zaś, którzy ich pilnowali, mieli szerokie pole do popisu. Nie traktowali ich jak ludzi, tylko masy, odpadki, siła robocza, której życie nie ma znaczenia. Tacy właśnie byli esesmani podczas II wojny światowej – niezastanawiający się nad tym, jak i kogo zabijają. A zabijali masowo, bez mrugnięcia okiem. Zazwyczaj nie uważali nawet swych ofiar za ludzi, podobne jak zwierzę nie zastanawia się nad tym, że poluje i maltretuje innego przedstawiciela swojego gatunku. Liczy się to, że ma nad nim władzę, że życie ofiary jest w jego rękach. Dehumanizacji ulegały też ofiary obozu koncentracyjnego. Nieludzkie warunki, w jakich przyszło żyć więźniom, sprawiały, że z ludzi zamieniali się w wygłodzone, pobite zwierzęta, próbujące przetrwać za wszelką cenę.
Wojna żywi się lękiem i pierwotnymi instynktami, które odbierają cechy ludzkie, przyprawiając ludzi raczej o cechy zwierzęce. Żołnierze po obu stronach frontu, pomni na to, że w każdej chwili mogą zginąć, walczą dziko i agresywnie, próbując ratować swoje życie. Uniewrażliwienie na cudzą śmierć przekłada się na brak zahamowań i jeszcze większe okrucieństwo. Nie ma tutaj zasad – przetrwa lepiej wyszkolony i wytrwalszy.
Przykładem dehumanizacji człowieka podczas wojny są opowiadania Tadeusza Borowskiego z tomu Pożegnanie z Marią i inne opowiadania, czyli opowieści z obozu koncentracyjnego, w których na każdym kroku widać przejawy odczłowieczenia i zezwierzęcenia. W książce pada m.in. dobitne stwierdzenie, że głód jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jak na obiekt do zjedzenia.

Dehumanizacja a rasizm
Rasizm to „zespół poglądów oparty na pseudonaukowych, irracjonalnych przesłankach o rzekomej nierównowartości biologicznej, społecznej i intelektualnej ras ludzkich (…)”(1), zaś rasa to „grupa ludzi wyróżniających się określonym zespołem cech przekazywanych dziedzicznie – morfologicznych, np. barwa skóry, oczu i włosów, kształt twarzy (…)”(1). Dyskryminacja pełniła ogromną, negatywną funkcję w historii ludzkości. Dominacja białoskórych Europejczyków miała swoje ujście w pogromach rdzennych ludności czy też w zdobywaniu niewolników, zwłaszcza czarnoskórych. Trudno ocenić, jak wiele szkód przyniosło (i przynosi) uznawanie swojej rasy za lepszą przy jednoczesnym nierównym (czyli gorszym) traktowaniu kogoś spoza danej społeczności.
O rasizmie w Ameryce opowiada Yuval N. Harari (2), wspominając, że między XVI a XVIII wiekiem sprowadzano do kraju ogromne grupy niewolników do pracy właśnie z Afryki. Wiązało się z tańszymi kosztami (bliskość kontynentu), z faktem, że w Afryce było już rozwinięte niewolnictwo i łatwiej było pozyskać stamtąd ludzi do przymusowej pracy, a także z tym, że Afrykanie nabyli przez wieki odporność genetyczną na różne choroby, które nękały Amerykanów na plantacjach – przewaga zdrowotna czarnoskórych stała się zatem ich zgubą. By usprawiedliwiać niewolnictwo, biali Europejczycy mieszkający na terenach Ameryki opierali się to na słowach lekarzy, zapewniających, że czarni są brudni oraz roznoszą choroby, to na dowodach biologów, którzy twierdzili, że są oni mniej inteligentni oraz mają gorzej rozwinięty zmysł moralny. Prócz tego lata zacofania oraz życia w ubóstwie wielu afrykańskich rodzin spowodowały, że trudniej im było znaleźć odpowiednie wykształcenie czy dobrą pracę, to zaś przekształciło się w stereotyp, że czarnoskórzy są głupsi, a zatem i gorsi. Harari mówi tu o zaklętym kręgu, czyli o przypadkowej sytuacji historycznej, która przełożyła się na twardy system społeczny; odczłowieczanie czarnoskórych ludzi przez setki lat stało się mitem Zachodu, podłożem tak głęboko zakorzenionym w umysłach, że nawet po zabronieniu niewolnictwa trudno było odejść od myślenia, że Afrykanin nie jest takim samym człowiekiem jak każdy inny.
Przykładem dehumanizacji związanej z rasizmem w literaturze jest książka Harper Lee Zabić drozda. Główny wątek fabularny mówi o podjęciu się przez pewnego prawnika obrony Afroamerykanina, Toma Robinsona, który został oskarżony o gwałt białej dziewczyny. Jak łatwo się domyślić, Tom jest niewinny, a już sama próba bronienia czarnoskórego człowieka, uznawanego za nieludzkiego pod każdym względem, zostaje wyśmiewana i piętnowana przez mieszkańców miasteczka.

Dehumanizacja a choroby psychiczne i niepełnosprawność
Mózg człowieka jest najbardziej złożonym narządem w ciele, jednak w związku z tym zawiera mnóstwo elementów, które mogą ulec uszkodzeniu. Skutkiem jest często zmiana w zachowaniu, anomalia, która odbiega od ogólnie przyjętego wzorca zachowania w społeczeństwie. Alzheimer, autyzm czy katatonia utrudniają bądź uniemożliwiają normalne funkcjonowanie w grupach społecznych. Można się też spotkać z mniej znanymi chorobami: przykładowo uszkodzenie płata ciemieniowego mózgu, który wpływa na uwagę, może spowodować zespół pomijania stronnego, czyli zaburzenie, przez które chory nie dostrzega lewej strony świata, w tym swojego ciała; jest nieświadomy bodźców czuciowych z tej strony i nie potrafi wykonać czynności w tę stronę skierowanych . Do interesujących przypadków można też zaliczyć dolegliwość pewnego mężczyzny, którego kora oczodołowo-czołowa, odpowiedzialna za reakcje emocjonalne, doznała uszkodzenia; chory nie był zdolny do podejmowania najprostszych decyzji, zwłaszcza dotyczących spraw osobistych lub społecznych, ponieważ brakowało mu „podpowiedzi” w rodzaju emocji (5). Ludzie z wyraźnymi zaburzeniami psychicznymi bywają uważani za „wariatów” lub „psycholi” – tego typu stwierdzenia na wstępie odbierają im cząstkę człowieczeństwa, co stanowi pierwszy krok do dehumanizacji.
Warto wspomnieć o szczególnej odmianie zaburzenia psychicznego, czyli o psychopatii. W poznawczej strukturze mózgu psychopatów występują anomalia, które odróżniają ich od normalnych osób. Poza wysokim poziomem inteligencji i charyzmą psychopaci przejawiają słabszą reakcję na bodźce o znaczeniu emocjonalnym; nie doświadczają empatii, poczucia winy czy wstydu, co można uznać za brak moralności, a jak wiadomo, umiejętność decydowania o tym, co jest dobre, a co złe, to istotny element gatunku ludzkiego. Psychopaci często mają skłonności przestępcze, co wynika z nieodczuwania emocji moralnych. Przykładem są Ted Bundy czy Charles Mason, seryjni mordercy z dwudziestego wieku, wyrażali dumę i samozadowolenie w związku ze zbrodniami, które popełnili. Trudno jednak usprawiedliwić ich działanie psychopatią, która w końcu nie zmusza do zabijania, a jedynie zakrzywia doświadczanie normalnych uczuć. Odczłowieczanie wizerunku tych dwóch morderców i nazywanie ich potworami jest zatem jak najbardziej słuszne.

Uszkodzony mózg może mieć swoje odzwierciedlenie w niesprawności fizycznej, ale często to właśnie umysł ma się doskonale, a ciało ma wrodzoną lub nabytą usterkę, która utrudnia funkcjonowanie. Jeśli przyjąć za bazę człowieka o średnim wzroście, mającego dwie kończyny dolne i dwie górne, sprawne oczy, uszy, narządy wewnętrzne, mięśnie czy kości, można znaleźć ogromną liczbę odbiegających od tego modelu przypadków. Niepełnosprawność zazwyczaj uniemożliwia ludziom normalne życie i wymusza pewną odrębność w stosunku do innych, np. uczęszczanie do szkoły specjalnej, przemieszczanie się na wózku inwalidzkim bądź zależność od osób trzecich. To natomiast prowadzi niestety do upokorzeń, odczłowieczania, traktowania osób z niepełnosprawnościami jako innych, gorszych.
Przykładem tego, jak ludzie traktują osoby z niepełnosprawnością i jak oni czują się, gdy są traktowani w taki a nie inny sposób, opowiada książka Marii Reimann Nie przywitam się z państwem na ulicy. Autorka opisuje zarówno własne doświadczenia, jako że jest osobą niedowidzącą, jak i przedstawia rozmowy z kobietami urodzonymi z zespołem Turnera.
Podsumowanie
Dehumanizacja to proces pozbawiania jednostek lub grup ich ludzkich cech, praw lub godności, często poprzez język, marginalizację społeczną, propagandę, przemoc, odmawianie podstawowych praw oraz stereotypy i uprzedzenia. Te formy dehumanizacji prowadzą do poważnych konsekwencji społecznych i psychologicznych oraz mogą skutkować aktami przemocy i prześladowań.
Niegdyś wystarczyło urodzić się w żydowskiej rodzinie, by żyć w ciągłym strachu przed śmiercią, lub mieszkać na przegranym wojennie terenie, by stać się traktowanym jak rzecz niewolnikiem. Inność ma wiele oblicz; czarny kolor skóry, życie wśród prymitywnych plemion, niepełnosprawność, bieda, wielosetletnie stereotypy – wszystko to może wpłynąć na chwiejny status człowieka. Lecz to tylko od nas zależy, komu odbierzemy człowieczeństwo, a komu nie. Bezpodstawne uprzedzenia, które nie wynikają z celowego zachowania drugiego człowieka, a raczej z czegoś, na co on nie ma żadnego wpływu, świadczą źle nie o poniżanym, lecz o poniżającym; to jego prędzej można wykluczyć z grona Homo sapiens. Jednym z najważniejszych czynników decydujących o granicy człowieczeństwa jest zatem nasza moralność i to, jak traktujemy innych.
Pozostała jeszcze kwestia zezwierzęcenia i człowieka kontra technologii, ale o tym następnym razem. Artykuł napisałam głównie na podstawie poniższych źródeł. Polecam też artykuły:
Co to jest człowieczeństwo?
Czym się różni zwierzę od człowieka?
Kto to jest nadczłowiek?
Źródła:
- Tokarski J. (red.), Słownik wyrazów obcych, PWN, Warszawa 1980.
- Harari Y.N., Od zwierząt do bogów, Warszawa 2014.
- https://lente-magazyn.com/niewolnicy-rzymu-rzym-niewolnikow-czlowiek-rzecz/
- Knausgard K., Imię i liczba, [w:] Moja walka, t. 6, Kraków 2018
- Fiedrowicz M. (konsultacja naukowa), Mózg w liczbach, [w:] „Focus Wiedza”, J. Stradowski (red.) 2/2019.
- M.S. Gazzaniga, Istota człowieczeństwa, Sopot 2011.
7 komentarzy
Pingback:
Pingback:
Pingback:
Pingback:
Pingback:
Pingback:
Pingback: