Problem z głowy
Opowiadanie o przyszłości, w której nastała era robotów terapeutycznych. Wystarczy chwila i już – trudne wspomnienia znikają. Bohaterem jest pracujący w korporacji Lukas, który musi radzić sobie z niezadowolonymi klientami i… z samym sobą.
Przygotowanie symulacji psychorobota było czasochłonnym zajęciem. Aleks już od dwóch godzin uporządkowywał swoje notatki po wczorajszej rozmowie z rodziną Lwowskich. Palcem przekierowywał poszczególne hasła na ekran z modułem wizualizacyjnym, który na bieżąco tworzył sylwetkę robota.
Powinien przypominać Terminatora (z tego starego filmu). Lwowscy chcą czuć, że ich problemy są z nim bezpieczne. Ma być stanowczy, ale z nutą sarkazmu. Ważne: ma mieć garnitur z Prady.
Kiedy odsłuchiwał ponownie fragment nagrania ze spotkania – nie był pewien, czy dobrze zanotował kształt paznokci – okulary wyświetliły mu nadchodzące połączenie. Lukas z działu kryzysowego. Jezu, dlaczego teraz. Zawsze musiał dzwonić właśnie wtedy, gdy Aleks był zarobiony po uszy, i mówić, że ma coś ważnego.
– Co jest, Lukas? – spytał, nie patrząc nawet na hologram współpracownika.
– Mam coś ważnego – oznajmił jak zawsze rozemocjonowany Lukas. – Chodzi o rodzinę Andersonów i ich robota. Pożar, stary, masz pożar do ugaszenia. Ich córka…
– Dobra, wyślij mi wszystko do chmury, zajmę się tym – przerwał mu Aleks. Gdy ten się rozgada, nie skończą tej rozmowy do wieczora. A o Andersonach wolał słuchać tak mało, jak to tylko możliwe.
– Dziś o dwunastej ustawiłem ci z nimi spotkanie w konferencyjnej, piątka, jak zawsze na pierwszym piętrze. Aleks, musisz ich uspokoić i…
– I ugasić pożar, wiem. Do potem.
Aleks rozłączył się bezceremonialnie i przewrócił oczami. Połowa jego pracy to było gaszenie pożarów. A takie wrzutki dostawał co najmniej dwa razy w tygodniu.
Miał jeszcze trzy godziny. Jego „ulubieni” klienci mogą poczekać. Odkąd pracował w firmie Free yourself, szybko nauczył się, że wszystkie sprawy są ważne i na ASAP. Teraz musiał dokończyć temat Lwowskich. Nie chciał podpaść wiceprezesowi, który kazał mu wysłać propozycję robota najpóźniej do dzisiejszego poranka. Czyli na już.
Spojrzał na ekran. Terapeuta-terminator. Aleks odnosił wrażenie, że z każdym kolejnym zamówieniem robiło się coraz dziwniej. Odkąd Free yourself się rozrosło i zaczęło oferować na wyłączność humanoidalne roboty terapeutyczne nowej generacji, tzw. psychoroboty, bogacze powariowali. Rzadko zdarzała się rodzina, która wybierała standardowego robota z katalogu.
Aleks wiedział, że nie powinien zastanawiać się, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Nie do niego należała analiza profilu klientów. A jednak… Każdy głupi wpadłby na to, że już dawno przestało tu chodzić o terapię. Teraz liczyło się…
Stop! Szybko odgonił te myśli, nie pozwalając im płynąć dalej. Mimo że był w swoim biurze sam, rozejrzał się za siebie, jakby ze strachem, że ktoś stoi w drzwiach i go obserwuje.
Wystarczyło robić swoje. Miał jedno z najwyższych stanowisk, a wypłatę powyżej oczekiwań. Im mniej rozmyślań, tym lepiej. Co on by zrobił bez tej pracy?
Aleks zaczął potakiwać potulnie sam sobie, a może Terminatorowi z ekranu. Przecież skoro najbogatsze rodziny z kraju i zagranicy wydawały dziesiątki tysięcy na własnego psychorobota, który przetwarzał ich złe emocje, mieli prawo zażyczyć sobie nawet podobizny prezydenta USA. Liczył się efekt, czyli neutralizacja smutków. Lepsze życie. Uwolnienie od uciążliwej przeszłości, która wpływa na tyle aspektów codzienności.
Więc dlaczego ty, jako jedyny spośród opiekunów najbogatszych klientów, nie korzystasz z usług psychorobota, co, kolego? – spytał go złośliwy głosik.
Lecz Aleks wyrzucił go z głowy równie szybko, jak się pojawił.
Tymczasem wyprostował się, strzelił na palcach, poprawił okulary i kołnierzyk koszuli, aż wreszcie z powrotem zajął się kreowaniem Terminatora. Wystarczył wstępny prototyp do akceptacji, resztą mieli zająć się później projektanci. Jednak Aleks zawsze poświęcał na roboty więcej czasu, niż powinien. Zrobi wszystko, by jego klienci byli zachwyceni.
*
Projekt tak go pochłonął, że poczuł nutkę niepokoju, gdy spojrzał na zegarek. Zostało mu pół godziny do spotkania z Andersonami. Szybko wysłał Lwowskim gotową symulację robota, poinformował wiceprezesa, że dowiózł wszystko na czas, a potem wstał od biurka. Nogi miał zdrętwiałe od siedzenia.
Okulary przypomniały mu o drugim śniadaniu, choć nie zdążył zjeść nawet pierwszego. Usunął powiadomienie. Miał priorytety i wiedział, że bez poświęceń nie ma efektywności. Zrobił jedynie łyk wody, wziął ze sobą MacBooka i wyszedł ze swojego osobistego biura na czterdziestym ósmym piętrze korporacji Free yourself.
Idąc korytarzem o białych podłogach i ścianach – biel była wszechobecnym elementem wystroju budynku i, jak to mawiano, symbolem czystej karty – zaczął szukać w chmurze danych od Lukasa. Już miał je sobie wyświetlić na hologramie, gdy usłyszał zza pleców swoje imię.
– O, Aleks, tu jesteś! Zaczekaj!
Uśmiech od razu wykwitnął na jego twarzy. To była Hana, jego przyjaciółka. O ile jeszcze można to było nazwać przyjaźnią. Odkąd cztery lata temu dostał awans i zaczął piąć się w górę, ją zostawiając na piętrze dwudziestym drugim, ich kontakt znacznie się pogorszył. Nie rozmawiali chyba z pół roku.
Wyłączył obraz w okularach. Trzy minuty go nie zbawią.
Hana, jak zwykle z rumieńcami na okrągłej buzi, przydreptała do niego, a wielki kok na czubku głowy dyndał z każdym krokiem. Objęli się. Choć była niziutka, uścisk miała silny.
– Co tu robisz? – spytał, gdy ruszyli do windy.
– Byłam u Marka, chciał pogadać na żywo. Przekazywałam mu mojego klienta, który nazbierał sobie pieniądze na psychorobota.
– To Mark powinien pofatygować się do ciebie, w końcu to był twój klient.
– A tam, wiesz, jak to tu wygląda. Wy na górze jesteście ważniejsi – machnęła ręką Hana. Aleks tylko pokiwał głową zniechęcony. – Myślałam, że przy okazji z tobą pogawędzę, ale pewnie jak zwykle pędzisz na jakieś spotkanie.
– Niestety. Gaszenie pożarów i te sprawy. A jak u ciebie z nowymi klientami? – zagadał, choć znał odpowiedź.
– Ledwie trzech w tym miesiącu. Bardziej skupiam się na utrzymaniu tych, których mam. Może jeszcze pamiętasz starego pana Stanisława? Nadal przetwarza z terapeutoboxem swoje traumy z początku wieku.
– Pamiętam! – Aleks zaśmiał się na wspomnienie zmarszczonego staruszka. – Ma jeszcze co przerabiać po tylu latach?
– Ponoć gdy oczyszcza umysł z jednego złego wspomnienia, robi sobie miejsce w mózgu na kolejne. Tak przynajmniej mówiła mi jego terapeutka. – Hana ściszyła głos. – A ja myślę, że nie ma na co wydawać emerytury. I że tak naprawdę to kawał dziwaka. Ale uroczego.
Aleks pokiwał z rozbawieniem głową. Przypomniały mu się początki swojej pracy. To były czasy! Prawdziwi terapeuci i wspomaganie w postaci terapeutoboxa, który ułatwiał przetwarzanie złych wspomnień podczas sesji terapeutycznej. Tak zaczynała lata temu firma Free yourself, tak zaczynał on razem z Haną – od najniższego szczebla. Później oboje dostali awans, ale ona go nie przyjęła.
Doszli do windy. Drzwi od razu się otworzyły, ukazując na przeciwległej ścianie wielkie logo firmy z podpisem, który Aleksa z jakiegoś powodu zawsze irytował: Nie daj troskom kierować Twoim życiem. Zrzuć z siebie jarzmo przeszłości. Żyj lepiej i osiągaj więcej. Free yourself!
Aleks wpatrywał się w te słowa w zamyśleniu, gdy Hana uderzyła go w ramię.
– Ej, słuchasz ty mnie?
– Mogłaś tu być ze mną – wyrwało mu się. Winda już jechała w dół i czasu mieli niewiele, jednak Aleks postanowił dokończyć myśl: – Jesteś świetna w tym, co robisz, klienci cię kochają. Wszyscy ci ludzie z mojego piętra to dupki. Tylko z tobą mi się dobrze pracowało.
Hana spojrzała na niego z dołu wzrokiem, który krył za sobą wyrzut.
– Wiesz, że nie chcę. Mogłabym co najwyżej przenieść się do działu robotów terapeutycznych na wynajem. Ale jest mi dobrze tu, gdzie jestem. Przynajmniej czuję, że robię coś dobrego.
Aleks wyczuł w jej słowach drugie dno.
– Psychoroboty nie są takie złe. Tylko ludzie idą na łatwiznę. To nie moja wina.
– To co, może sobie kupisz własnego? – prychnęła.
– Co? Przecież nie potrzebuję. Ale…
Zamilkł. Winda się zatrzymała. Hana spojrzała na Aleksa z hardą miną.
– Psychoroboty to jedno wielkie oszustwo, a nie terapia. Wybacz mi szczerość, ale wolałabym, żeby mnie zwolnili, niż bym miała je wciskać tym bezmózgim bogaczom, którzy nic nie wiedzą o empatii.
Aleks zrobił wielkie oczy. Ktoś mógł podsłuchiwać! Hana poprawiła kok, obciągnęła spódnicę i wyszła na korytarz swojego piętra. Posłała mu jeszcze niepewny uśmiech, jakby zawstydzona tym, co powiedziała.
– Powodzenia w gaszeniu pożaru, na pewno jak zawsze sobie z tym poradzisz.
I tyle ją widział.
Aleks zagryzł mocno wargi ze złości. Był zły na Hanę, choć nie powinien. Kiedyś zgadzali się co do tego, że firma idzie w złym kierunku. Akceptowali jeszcze humanoidalne roboty do wypożyczenia, które przyszły po terapeutoboxach. One wciąż zmuszały ludzi do przejścia terapii od początku, krok po kroku, choć w szybszym tempie. Potrzebowały kontekstu, całej historii, by móc prawidłowo przetworzyć wspomnienia w swoich sieciach neuronowych.
Problem zaczął się, gdy dwa lata temu znów dostał awans, i to wraz z nastaniem rewolucji, czyli pojawieniem się psychorobotów. Miały wyjątkową funkcję: dzięki temu, że potrafiły zajrzeć głębiej do mózgu człowieka, szybko wyłapywały, a następnie przetwarzały i neutralizowały złe wspomnienia.
Wystarczył czip i już: straumatyzowany mężczyzna nie reaguje napięciem na widok dowolnego paska od spodni, który kojarzy mu się z kochanym tatusiem. A mamusia nie musi się wysilać na rozmowę z synkiem, bo wszystkim zajmie się pan robocik.
Po co zaczynać od początku, skoro można od razu znaleźć się na mecie?
Stop, stop, stop!
Aleks powstrzymał się od głośnego przekleństwa, bo drzwi windy właśnie się otworzyły. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest spięty. Co on wyprawiał? Nie powinien tak myśleć. Wystarczyła krótka rozmowa z Haną, by stracił kontrolę. A przecież zaraz czekała go ważna rozmowa z problematycznymi klientami.
Wyszedł na korytarz z głębokim westchnięciem. Właśnie znalazł się na jednym z trzech najważniejszych pięter, przeznaczonych wyłącznie dla najbogatszych klientów. To tutaj rozciągały się pomieszczenia z robotami. Tu ojciec, matka, brat, córka czy dziadek siadali naprzeciw swojego elektronicznego terapeuty, podłączali do głowy czipa połączonego z jego sieciami neuronowymi i mówili, co im leży na sercu. A gdy po kilku godzinach, czasem dniach, czip zamrugał na zielono, znaczyło to, że można go zdjąć, bo proces się zakończył, a negatywne wspomnienia zostawały zneutralizowane.
Aleks miał piętnaście minut. Ruszył w stronę recepcji, za którą znajdowało się kilka salek na spotkania z klientami. W tym samym czasie zaczął wreszcie czytać dokument od Lukasa.
Andersonowie zgłosili poważną skargę na swojego robota, chcą nawet pozwać firmę i wymagają ogromnego odszkodowania…
– Ochrona! Szybko! – zawołała ostro recepcjonistka, a on aż podskoczył. Przez chwilę był przekonany, że chodzi o niego. Że dowiedzieli się, jakie myśli chodzą mu po głowie.
Wystarczyło jedno spojrzenie na białowłosą kobietę za ladą, by zrozumiał, że dzieje się coś niedobrego w sekcji robotów. Dlaczego akurat teraz?
Recepcjonistka trzymała przy uchu telefon i z niepewną miną spoglądała w głąb korytarza. Dwóch ochroniarzy już biegło w tę stronę.
– Co się dzieje? – spytał pełen obaw Aleks.
– Jeden z psychorobotów wydostał się na zewnątrz, i to w trybie przetwarzania emocji… – Recepcjonistka była tym faktem wyraźnie zniesmaczona. Bo to nie powinno się wydarzyć. – Nie mogą go opanować. Od trzech godzin są z nim same problemy! Ponoć się przegrzał i…
Łup!
Głośny huk poniósł się echem po korytarzu. Potem było słychać nerwowe krzyki. Nie czekając ani chwili dłużej, Aleks pobiegł w tę stronę. Miał nieodparte przeczucie, że cały ten dzień zmierza do katastrofy.
Już z daleka zobaczył coś, czego nigdy nie spodziewał się ujrzeć. Psychorobot w postaci chudej, ubranej w elegancką sukienkę i korale staruszki, z olbrzymią siłą odpychał od siebie trzech ochroniarzy, którzy właśnie padali na podłogę jak marionetki. Pierwszą myślą Aleksa było to, że to zemsta robota niczym z filmów sci-fi, że ten zaraz zmiażdży im mózgi. Ale zaraz potem zobaczył, jak „staruszka” z impetem naciera na ścianę korytarza głową, jakby próbowała ją roztrzaskać.
Jakby chciała popełnić samobójstwo.
Nie to było w tym wszystkim najgorsze. To był psychorobot Andersonów.
Niepokój uderzył w Aleksa ze zdwojoną siłą. To może zaburzyć przetwarzanie emocji i przerwać połączenie z systemem! Co za niekompetentni idioci z tych ochroniarzy, że do tego dopuścili! Przysiągł sobie, że zgłosi ich wiceprezesowi.
– Wepchnijcieże ją do środka! – krzyknął na wpół spanikowany, wpół rozgniewany, gdy znalazł się już blisko nich. – Zaraz przyjdą tu ci cholerni Andersonowie!
Gdyby zobaczyli, co ich robot wyprawia… Gdyby ktokolwiek spoza personelu zobaczył! Jak dobrze, że drzwi na tym korytarzu były dźwiękoszczelne.
Ochroniarze znów rzucili się na robota, który wyraźnie planował kolejne uderzenie w ścianę. Z jego roztrzaskanego czoła zaczęła wylewać się biała maź. Tym razem nie dali mu się odepchnąć i złapali go za obie ręce. Trzeci przytrzymał mu głowę. Robot wierzgał nogami, wydając z siebie nieludzkie dźwięki, podczas gdy ochroniarze ciągnęli go w stronę jego bloku.
– Chodź tu, ty stara dziwko! – warknął czerwony ze złości ochroniarz, szarpiąc „staruszką” mocniej, niż trzeba. Co najmniej jakby potrafiła odczuwać ból. Co za brak profesjonalizmu.
Nagle nastała chwila nienaturalnej ciszy. Robot przestał się ruszać. Podniósł lekko głowę i spojrzał spode łba w oczy Aleksowi, który stał parę metrów obok. Biała maź właśnie spływała mu po oku, ale nawet nie mrugnął.
– Weź mnie od nich – powiedział głębokim, mechanicznym głosem, który zupełnie do niego nie pasował. Jego zmarszczona twarz nie wyrażała żadnych emocji. Tylko w oczach tliło się coś bardzo niepokojącego.
A potem ochroniarze wepchnęli go do środka. Drzwi się zatrzasnęły.
Wokół zdążyło się zebrać więcej personelu. Pytali Aleksa, co się stało, ale on nie odpowiadał. Nie chciał nic mówić. Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył w stronę salki numer pięć.
Zostało mu siedem minut, od których mogła zależeć jego praca.
*
Wszedł do niewielkiego pokoju bez okien, usiadł na białym fotelu, a na stojący na środku szklany stolik położył MacBooka z otwartym dokumentem. W tym samym czasie asystent AI już czytał mu podsumowanie.
Wystarczyła chwila, by w jego gardle urosła wielka gula. Czuł, że tak to się skończy. Urywki zdań zaczęły się zlewać w jedno słowo: katastrofa.
Córka Andersonów, Mia, podjęła próbę samobójczą…
Lekarze w ostatniej chwili zatamowali krwotok…
Nasze dane pokazują, że połączenie trwało nieprzerwanie i Mia nie zdjęła czipa…
Mia przyszła w minionym tygodniu do robota sama aż trzykrotnie…
Sesje córki trwały maksymalnie sześć minut…
Anomalii nie wykryto…
Sprawdzamy, czy robot nie miał za dużo do przetworzenia…
Przegrzanie mogło wynikać z nadużycia sesji…
Andersonowie chcą wnieść skargę…
Aleks uderzył pięścią w fotel, na moment odrywając wzrok od ekranu. Zaczął oddychać głęboko, próbując się uspokoić. Jakim cudem ma załagodzić sytuację, skoro zaledwie parę godzin temu ich córka chciała się zabić? Dlaczego robot też próbował się unicestwić?
Nie dobrnął nawet do połowy informacji, a emocje wciąż nim targały, gdy drzwi otworzyły się z impetem, a do środka wpadli jego klienci.
Na pierwszy plan wysunęła się pani Anderson w różowym futerku. Choć jej oczy ze zmarszczonymi brwiami wyrażały czystą wściekłość, mars na czole groteskowo łagodziła tona botoksu, wstrzykniętego chyba w każdą cześć wymalowanej twarzy. Natomiast kościsty pan Anderson, ubrany w długi do kolan czarny płaszcz, stał o krok za nią z ponurą, niewzruszoną miną. Aleks nie wiedział, kto z nich wywołuje w nim gorsze odczucia.
Niewielkie czipy na ich skroniach migały na czerwono – znak, że robot przetwarzał właśnie ich wspomnienia. Jak dobrze, że połączenie z robotem nie zostało przerwane, bo byłoby już po nim.
Aleks automatycznie wszedł w tryb profesjonalisty. Wstał, podając im rękę. Nie odwzajemnili uścisku.
– Proszę usiąść – powiedział, wskazując na sofę. Pani Anderson spiorunowała go wzrokiem.
– Pan żartuje? Nie mam zamiaru tu siadać i rozmawiać z panem jak gdyby nigdy nic!
– Jest mi niezmiernie przykro z powodu państwa córki… – zaczął Aleks najłagodniej, jak potrafił, ale kobieta mu przerwała.
– Czy pan w ogóle pojmuje, co się, kurwa, wydarzyło? Płacimy wam grube tysiące, żeby żyć z godnością i w spokoju, płacimy, więc wymagamy. A co otrzymujemy w zamian? Robota, który nie potrafi zrobić tego, co do niego należy! Marną imitację mojej świętej pamięci babuni, która gdyby tylko żyła, zaraz by się do was dobrała!
Powieka drżała jej z wściekłości, dwa razy opluła też Aleksa, który miał wrażenie, że całkiem celowo.
– Rozumiem pani frustrację. Muszę jednak podkreślić, że nasz psychorobot jest sprawny, a połączenie nie zostało przerwane ani na chwilę.
– I co z tego! Skąd możecie widzieć, co robot powiedział mojej córce? Może nakłonił ją do tak idiotycznego posunięcia? O proszę, a może jednak nasze sesje wcale nie są takie poufne?
– Gwarantuję pani, że są w pełni poufne. Nasz system wykrywa każdą anomalię w czasie rzeczywistym i w przypadku państwa psychorobota niczego nie zgłosił. Być może nadużyli państwo psychorobota w ostatnim czasie. Jak państwo wiecie, nie można przekroczyć określonej liczby…
– To chyba żarty! – nie dała mu dokończyć pani Anderson. – Jedna sesja wte czy wewte niczego nie powinna zmienić!
– Spokojnie, sprawdzimy to. – Aleks miał na tym zakończyć. Coś go jednak podkusiło, by mówić dalej. – Proszę mi wybaczyć, ale długość sesji w ostatnich miesiącach wskazuje na to, że państwo, a zwłaszcza Mia, nie prowadzą rozmowy terapeutycznej z psychorobotem. Taki brak zrozumienia własnych emocji może prowadzić do negatywnych skutków…
Pani Anderson zacisnęła pięści, a Aleks miał wrażenie, że zaraz go uderzy.
– To oburzające! Terapeuta się znalazł! Słyszysz to, Eryku? – Jako że pan Anderson wzruszył ramionami, kobieta znów zwróciła się w stronę Aleksa. – Możemy korzystać z robota, jak chcemy! Poza tym… Zaraz, zaraz. Czy pan sugeruje, że to nasza wina? Że nie kazaliśmy córce porozmawiać z robotem? Ha, a może to my mieliśmy z nią porozmawiać? – prychnęła.
– Ależ nie to miałem na myśli…
Aleks już żałował, że się odezwał. Czuł, że rozmowa zaczyna wymykać mu się spod kontroli. Choć na zewnątrz zachowywał spokój, w głowie kotłowało mu się od myśli. Co takiego córka mówiła robotowi, że jego sieci neuronowe, tworzone na kształt ludzkich, zostały przeciążone? Że sam musiał odreagować, nawet jeśli to tylko błąd w systemie? Co działo się w tym domu?
Pani Anderson zdawała się coraz bardziej nakręcać.
– Tyle pieniędzy poszło na waszego durnego robota, żeby moja córka, która ma ze sobą wieczne „problemy” – tu pokazała w powietrzu znak cudzysłowu – mogła przestać biadolić i wyrzucać je z siebie na bieżąco. Nie powinna mieć w sobie żadnych złych emocji, tylko zdrową neutralność. To po to jest ta wasza zasrana firma, co?
– To tak nie działa. Klauzula, którą państwo podpisywali…
– Robot musiał się zepsuć! – po raz kolejny przerwała mu pani Anderson. – Udowodnię to. A z Mią się rozliczę, gdy będzie już w domu. Ona była ostatnia u babuni. Mogła zgłosić, że babunia się psuje. Zrobię z niej świadka, zobaczy pan. Wszystko wyśpiewa. Niech no tylko wróci z tego szpitala…
– Nie trzeba. – Aleks czuł narastający gniew. – Tak jak mówiłem, sprawdzimy psychorobota raz jeszcze, być może nastąpiło krótkie przegrzanie. Na razie nie muszą państwo niepotrzebnie stresować córki…
– Jeśli się zestresuje, opowie o tym robotowi – odezwał się po raz pierwszy ze spokojem pan Anderson. – Za to płacimy waszej firmie. W czym więc tkwi problem?
Aleks był pewien, że wyczuł w jego głosie nutkę złośliwości.
Coś w nim pękło.
– Co z was za rodzice?! – krzyknął niespodziewanie. Czuł przerażający ciężar konsekwencji swoich słów, a mimo to brnął dalej: – Powinniście być teraz przy córce, okazać jej wsparcie po tym, co przeszła! To wy doprowadziliście ją do tego stanu. Wy! Czy chociaż raz w życiu spytaliście się jej, jak się czuje? Czy to też robił za was robot?
Aleks dyszał ciężko. Pani Anderson, która wcześniej stała jak wryta, wrzasnęła coś niezrozumiałego, gotowa na pokaz histerii, ale pan Anderson położył jej rękę na ramieniu.
– Nie trzeba, Angeliko. Z panem widzimy się w sądzie.
Pociągnął ją w stronę wyjścia. Kobieta zaczęła ostentacyjnie szlochać. Wyszli z pokoju, z hukiem trzaskając drzwiami.
Aleks wpatrywał się w klamkę tępym wzrokiem. Czuł, że zbliża się atak paniki.
W tym samym momencie okulary pokazały mu nadchodzące połączenie. Lwowscy. Odebrał automatycznie.
– Panie Aleksie, robot jest wspaniały, dokładnie o takim marzyliśmy! A czy mógłby mieć taki sztuczny karabin przy sobie? Wie pan, trochę dla śmiechu, a trochę, żeby wzbudzał w nas taki lekki strach, gdy będziemy mu wyznawać winy. Ha, ha! Co pan myśli? Halo? Panie Aleksie? Słyszy mnie pan?
Aleks się rozłączył.
*
– Dziękuję za wyjaśnienie. Teraz rozumiem, dlaczego tu jesteś, Aleksie – powiedział siedzący naprzeciwko dostojny, wyprostowany robot-mężczyzna. – Gotowy?
Aleks wiercił się niespokojnie na krześle. Minęły już dwa tygodnie od incydentu z Andersonami. Wiceprezes dał mu wybór. Albo skorzysta z ogólnodostępnego dla pracowników robota-terapeuty lub chociaż terapeutoboxa, albo wylatuje z pracy. Firma Free yourself nie może sobie pozwolić, by pracownik na tak wysokim szczeblu dał się ponieść nieprzepracowanym emocjom. Zwłaszcza że musiał dobrze wypaść w sądzie.
– Zacznijmy od początku – powiedział robot, widząc, że Aleks milczy. Złożył opuszki palców w trójkąt, tak jak miał w zwyczaju jego ojciec. Trochę go to uspokoiło. – Porozmawiajmy o twoim dzieciństwie. Spróbujemy dojść do źródła i dowiedzieć się, co wywołało w tobie taką a nie inną reakcję.
Aleks westchnął ciężko. Hana bardzo go do tego zachęcała. Mówiła, że sama kiedyś korzystała z usług terapeutoboxa, a kilkadziesiąt godzin terapii z prawdziwym specjalistą, wspartych delikatną neutralizacją złych emocji, bardzo jej w życiu pomogło. Gdy jakoś się wymigał (nie przyznał jej się, ale czuł zażenowanie na widok tego elektronicznego pudła), namawiała go do skorzystania z opcji drugiej. „Przyspieszony proces z robotem, ale jednak proces. Zaczniesz wszystko od początku” – mówiła.
Ale on się wycofał.
– Czy mogę powiedzieć po prostu, co wiem? Nie chcę o tym rozmawiać.
Mówiąc to, poprawił czip na skroni. W głębi duszy nienawidził się za tę decyzję. Ale stało się – oto miał własnego psychorobota. I pełną swobodę.
Od tego czasu Hana się do niego nie odezwała.
– Aleksie, muszę cię ostrzec, że bez zrozumienia swoich emocji nie możesz w pełni…
– No już, już. – Aleks machnął ręką, unikając wzroku robota, który miał oczy jego ojca. – Wiem, że musisz powiedzieć tę formułkę. Zaczynamy?
– Oczywiście, jestem do twoich usług.
– Streszczę się. – Wiercił się na krześle jak dziecko. – Na pewno coś z tego wyłuskasz. Eee, dobra, to tak… Ojciec był dla mnie surowy, czasem mnie bił, ale umarł w wypadku samochodowym na moich oczach, gdy miałem osiem lat, więc pewnie trauma, a matka nigdy ze mną o tym nie rozmawiała, ani wcześniej, ani później, nigdy jej nie było, a potem…
Mówił wszystko jednym ciągiem, byle już to z siebie wyrzucić. Czuł znajomą gulę w gardle, a nawet trochę chciało mu się płakać, ale to uczucie z wolna zaczął zastępować przyjemny stan spokoju. A to był dopiero początek działania psychorobota.
Dlaczego dopiero teraz się na to zdecydował?