pamiętnik za grobu 6

Pamiętnik zza grobu cz. 6

Czujecie, że jesteście panami życia i śmierci? Zazdroszczę. Ja nie zapanowałam ani nad jednym, ani drugim. A z trzecim, czyli „pośmiercią”, również jakoś mi nie idzie.

Wiele błędów doprowadziło mnie do tej oto trumny, zapewne śmierdzącej, czego już nawet nie czuję, bo straciłam powonienie. Tak to jest – gdy tkwi się po uszy w szambie, to przestaje się na to zwracać uwagę, bo staje się to codziennością. A wyrwać się z tego to osiągnięcie porównywalne do zdobycia Mount Everestu.

Tu, na cmentarzu, trupy, te najmniej myślące, krążą sobie po alejkach i cieszą się, że jeszcze mogą trochę pożyć. Nie, nie „pożyć”. Pobyć, poegzystować, potkwić. Lepsze to niż wielka niewiadoma, która czeka nas potem. Tutaj jest sztywno, pokracznie i nudno, ale za to wiadomo, czego się spodziewać każdej nocy. Jaki jest cmentarz, każdy widzi.

Czy byłoby to odważne – przebić sobie mózg jakimś kołkiem ze śmietnika i umrzeć szybko po raz drugi, by wyrwać się z tej monotonii i otworzyć na tę wielką tajemnicę po śmierci? O ile by się umarło, bo nie wiem. Możliwe, że zostałabym z tym kołkiem już na zawsze. A może taki akt desperacji należałoby raczej uznać za tchórzostwo, poddanie się bez walki?

A czym jest ta walka? Myślę nad tym od jakiegoś czasu. Co powinnam zrobić, żeby jednak zapanować nad tą dziwną „pośmiercią”? Pisanie tego pamiętnika to chyba za mało. Wiem, co pewnie wam się nasuwa – powinnam wyjść do trupów, spróbować czerpać radość z tego, że jestem wolna, o ile można tak to nazwać… Może pożartować z Arkadiuszem, pomóc układać kwiaty pani Barbarze, zapytać Adama, nad czym tak myśli, patrząc w gwiazdy? Jednocześnie sądzę, że mój obecny stan jest na tyle beznadziejny, że mam prawo do narzekania, płakania w zaciszu trumny, a czasem drapania w złości po wieku na samą myśl o tym, co zrobił mi mój mąż za życia.

Zapanuję nad tym. Może chociaż „pośmierć” będzie mi w stanie dać trochę radości. Ale jeszcze nie dziś. Dzisiaj pada deszcz.

Mam nadzieję, że wam uda się zapanować nad życiem i śmiercią. Trzymajcie się tam, byle mocno, bo na samą myśl, że marnujecie czas na górze, aż się w grobie przewracam!

Czytaj dalej –> cz. 7