drapieżny kapelusz opowiadanie

Drapieżny kapelusz

Kupiła go na bazarze za symboliczne pięć złotych, ostatnią sztukę, ledwo zdążając przed innymi łowczyniami taniej mody.

Był szykowny, słomkowy, z czarną wstążką, nic tylko go nosić. Założyła go na głowę, czując, jak ciarki przechodzą jej po ciele. Pasował idealnie.

– Jesteś mój – powiedziała cicho. Dumna, szła z nim przez miasto.

Gdy wróciła do domu, spróbowała go zdjąć, raz, drugi, trzeci… Nie dało się. Każde szarpnięcie powodowało ból, jakby kapelusz posiadał maleńkie, ostre ząbki wbijające się jej w czaszkę.

– Jestem twój, a ty moja. Będziemy razem na zawsze?

Czy słyszała to tylko w myślach, czy też kapelusz wypowiedział te słowa na głos? W panice znów zaczęła wyrywać go z głowy. Strużki krwi polały się jej po twarzy. Zrozpaczona pomyślała, że właśnie stała się niewolnikiem drapieżnego kapelusza za pięć złotych.

– Dobrze, będziemy razem – wyszeptała drżącym głosem, a kłucie ząbków lekko zelżało.

I tak oto przez następny tydzień nie zdejmowała kapelusza, ani do snu, ani na spotkania, ani do pracy, nie zważając na dziwne spojrzenia i żarty.

– Zazdrościcie, że tak do mnie pasuje – odpowiadała przez zęby, mając wrażenie, że krew bulgocze jej pod kapeluszem.

Nikomu nie powiedziała, co się dzieje, sama bowiem nie była pewna, czy aby nie zwariowała. Bała się też, że kapelusz zemści się na niej i wgryzie w mózg. Udawała więc przed nim, że wszystko jest w porządku. Czasem prowadziła z nim rozmowy. Był zaskakująco inteligentny i zabawny. Niekiedy naprawdę dobrze się z nim bawiła. Może i mogłaby…

Ale nie. Nieustający ból, częste zasłabnięcia z powodu utraty krwi, wstyd przed znajomymi, zimne poty i tłuste włosy, których nie mogła domyć, sprawiły, że w końcu nie wytrzymała. Wróciła do owego bazaru, nie zważając na wzrastające, ostre kłucie. Z krwistymi łzami w oczach jęknęła do grubego sprzedawcy:

– Nie wiem, co pan mi sprzedał, ale błagam, niech mi pan pomoże to zdjąć… To jakiś koszmar… On jest dla mnie dobry, ale rujnuje mi życie, wbija się w czaszkę…

– Ach, kolejna. – Sprzedawca westchnął ciężko, trzymając się za brzuch. – A czy powiedziałaś kapeluszowi, młoda damo, że chcesz mieć go już z głowy? Czy wyjaśniłaś mu, co czujesz, czy raczej wolałaś go okłamywać? On nie wie, że sprawia ból, ma dobre intencje. Wystarczyłaby zwykła rozmowa.

Zwykła rozmowa? Naprawdę? Wystraszona, dotknęła kapelusza i wydukała:

– Kapeluszu, czas to zakończyć… Życie z tobą jest… zbyt bolesne.

– Dżizas, trzeba było tak od razu – usłyszała w odpowiedzi. – Tylko czas straciłem.

Ból ustał. I już – zdjęła go, jak gdyby nigdy nic. Patrząc z obrzydzeniem w jego zakrwawione wnętrze, zdołała dostrzec wsuwające się między słomki maleńkie ząbki. Kapelusz wrócił do pierwotnego stanu. Nagle znów wydał się szykowny, wręcz uroczy.

– A teraz oddawaj mi go – burknął sprzedawca. – Musi pójść na terapię, zanim znów wróci do sprzedaży i znajdzie wreszcie swoją wybrankę.

Oddała, czując ulgę, a zarazem lekki smutek. Nie była pewna, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę. A nawet jeśli, jakie to miało znaczenie? I tak nikt by jej nie uwierzył.

Czasem brakowało jej rozmów z drapieżnym kapeluszem. Myślała, co by to było, gdyby zawczasu powiedziała mu, że sprawia jej ból. Być może wszystko potoczyłoby się inaczej, a ona nie musiałaby mieć przeszczepu skóry głowy za mniej symboliczne piętnaście tysięcy złotych, który nie powiódł się i oszpecił ją już na zawsze?

Tego już się nie dowie.