Pamiętnik zza grobu cz. 1
Cześć, jak żyjecie? Bo ja wcale.
Umarłam pół roku temu na rozszarpane serce.
Nie to, że stałam się tylko martwa od środka, bo to żadna nowość. Ja naprawdę jestem teraz cuchnącym, zimnym truchłem leżącym w trumnie i żywiącym nie nadzieję, lecz larwy. Chora akcja, co?
Jeśli to czytacie, to znaczy, że nie uroiłam sobie tego wszystkiego. Że ktoś odkopał mój pamiętnik i go wydał lub chociaż udostępnił publicznie. Jeżeli tak, to świetnie. Lepiej późno niż wcale. Ponoć pisarz żyje tak długo, jak długo są czytane jego teksty. Może taki jest mój cel na tym łez dole? Umrzeć na dobre i zaznać spokoju dopiero wtedy, gdy moja opowieść wybrzmi wśród ludzi?
Jakby to ująć… Za dnia zapomnianą zmarłą, w nocy zaś gadającym zewłokiem. Póty czar będzie trwał, póki przeszłości poznasz zgniły smak i prawdziwie swoje odkryjesz wnętrze.
Zaraz spytacie: o co tu w ogóle chodzi? Dlaczego się obudziłam? Cóż, tego nie wiedzą nawet najstarsi grabarze, a co dopiero ja. Po prostu gdy otworzyłam oczy, było ciemno i strasznie, a ja zaczęłam panikować, że zakopano mnie żywcem. Potem zorientowałam się, że serce mi nie bije. Czyściec? Piekło? A może śpiączka po tym incydencie sercowym, zaś to wszystko to moja bujna wyobraźnia? Nie wiem.
Wiem tyle: ten cmentarz tak już ma, że nocą budzi się do życia. Trupy wyłażą z grobów i prowadzą sztywne rozmowy na temat robaków i rozkładu. Czasem, gdy ich cudem działające mózgi im na to pozwolą, debatują też na temat skąpych grabarzy, którzy przyłażą tu raz za czasu z klamerkami na nosach, by spełniać nasze trupie zachcianki. Mnie udało się zdobyć ten zeszyt dopiero po pół roku, wraz z długopisem i latarką, bo grabarz Czarek z zakładu pogrzebowego się nade mną ulitował. Skoro nie mogę już żyć, to mogę się chociaż wy-żyć pisarsko.
To wszystko słowem wstępu. Mam wam wiele do powiedzenia na temat mojego życia i nieżycia. Na razie jednak kończę, bo wybiła północ i trup Arkadiusz zaczyna swoje podboje, a to jedna z nielicznych tu rozrywek. Do następnego, potencjalni fani.
A kto umarł, ten nadal żyje!