Rozdział 16.
16. To by było na tyle
Eryk pił już trzeciego energetyka. Choć miał ochotę na coś mocniejszego.
Nie przespał większości nocy, w przerwach od powtarzających się koszmarów sennych rozmyślając o tym, po jakie gówno powiedział o wszystkim Danielowi. I to tuż przed jego urodzinami. Dzisiaj, w ostatni dzień wolnego, zarówno od szkoły, jak i poważnych ograniczeń związanych ze stanem wyjątkowym, chłopak organizował imprezę (albo, jak to teraz wszyscy zwali, SImprezę) z okazji szesnastki, zapraszając kilku kumpli z klasy, dziewczyny i jego. Eryk nie sądził, że przyjdzie, nie po reakcji Daniela na to, że zarabia nielegalnie.
Jego przyjaciel przeszedł przez kilka różnych faz: najpierw zaprzeczenie, potem wściekłość, następnie nieopanowane zadawanie pytań, na które Eryk nie chciał odpowiadać w okolicy swojego domu. Tuż potem Daniel przystąpił do fazy czwartej, czyli wyrzutów.
– Skoro chcesz kasy, to wystarczy mnie o to poprosić, gnojku! – zawołał wtedy.
– Serio? Nie masz pojęcia, jak to jest nie mieć hajsu – syknął do niego przez zęby Eryk, ciągle rozglądając się dookoła w obawie, że ktoś ich podsłuchuje. – Nigdy nie musiałeś martwić się, że ojciec będzie odmawiał sobie wszystkiego, bylebyś ty miał co zjeść na obiad. Ty nawet nie wiesz, co to jest praca albo samodzielność, bo wszystko dostajesz pod nos. Wolałbyś się chyba rękami podcierać, niż kupić szary papier, wiesz, ten dla zdegenerowanych. Że też się do mnie przyznajesz przed ojcem.
– Naprawdę? Czyli chcesz mi teraz wypominać sytuację sprzed miesiąca? Poza tym tak, jasne, życie bogacza jest kwintesencją szczęścia i banalności! I wiesz co? – Daniel ściszył wówczas głos do nienawistnego półszeptu, który nadal dudnił w głowie Eryka: – Wolałbym już się ukorzyć i w razie potrzeby pożyczyć kasę jak normalny człowiek, niż niszczyć życie niewinnym ludziom, i to kryjąc się pod jakąś ikonką.
Po tym wyrażeniu nastąpiła faza ostatnia, czyli obraza majestatu. Daniel zadzwonił po ojca i ruszył wzdłuż drogi, nawet już na Eryka nie patrząc. Od tego momentu chłopak nie miał z nim kontaktu. A do imprezy pozostały tylko dwie godziny.
Ale to nie był koniec problemów Eryka.
Kornelia napisała mu rano pełną żalu wiadomość, że musiała go bronić przed bratem za to idiotyczne śledztwo, w które, jak to ujęła, wkopał dodatkowo Daniela. Gdy wyjaśnił jej, skąd jego podejrzenia i że chciał w ten sposób obronić ją, siebie, ojca i wszystkich wokół przed zarażeniem, napisała mu jeszcze bardziej emocjonalną wiadomość, że zależy mu tylko na zemście na jej bracie i że jest egoistą. Wówczas oznajmił jej, że to Wiktor chce się teraz na nim zemścić i że boi się nawet wyściubić nos na zewnątrz. Nie odpisywała mu z dobrą godzinę. On zaś równą godzinę nie odrywał wzroku od telefonu. Wreszcie dostał wiadomość, z której dowiedział się, że dziewczyna ma spory problem ze swoim ojcem i że ostatnią rzeczą, na którą chce marnować czas, jest wtrącanie się do ich bezsensownej kłótni. Eryk spróbował po raz ostatni, pytając ją, jaki problem ma z ojcem. Kornelia oznajmiła, że chyba sam wie lepiej, bo raz już jej to dobitnie wytłumaczył, i że nie ma zamiaru z nim o tym rozmawiać.
Na domiar złego dalej nie odważył się odpisać Anastazji. Obiecał sobie, że dzisiaj wreszcie to zrobi. Zwłaszcza że według tego, co mówił mu wcześniej Daniel, była wczoraj u Wiktora. Teraz zastanawiał się, czy przyjaciółka wreszcie dostrzegła, jaki jest Wiktor, czy też dała mu się omamić. Na samą myśl, co mogli razem robić, aż go naciągało.
Chłopak nie wiedział, co ze sobą zrobić. Spojrzał na zapakowany przez siebie prezent dla Daniela – obklejony papierem A4 z obrazkami Temidy wyglądał tak źle, że ktoś mógłby pomyśleć, iż to jakaś nietypowa koncepcja artystyczna z głębokim przesłaniem. Cel był taki, że Eryk chciał to zrobić własnoręcznie. Cóż, filmiki na YouTubie zawiodły. Ale może Daniel to doceni i w ten sposób się pogodzą? Tylko czy powinien zostawić tatę na pastwę chorego psychicznie Wiktora?
Pełen rezygnacji wyszedł z ciemnego pokoju i, mrużąc oczy od światła padającego zza okien, ruszył w stronę kuchni po coś do jedzenia. Przechodząc obok pokoju ojca, usłyszał, że ten z kimś rozmawia. I wtedy przypomniał sobie, że tata właśnie dziś powinien dostać wyniki badań na platformie internetowej. Teraz pewnie konsultował to już z lekarzem. Przez to wszystko Eryk zapomniał o najważniejszym!
Czekał cierpliwie pod drzwiami, starając się coś podsłuchać, a gdy tylko usłyszał „do widzenia”, wszedł do pokoju. Tata aż podskoczył na jego nagłe wejście.
– I co? Jak wyniki? Co powiedział lekarz? – spytał go szybko Eryk.
– Spokojnie! Możesz mi wierzyć lub nie, ale wszystko jest dobrze – odparł z zadowoleniem mężczyzna. – Brakuje mi trochę witaminek i takich tam, stąd to ciągłe zmęczenie, ale poza tym jest okej. Widzisz? I po co tyle nerwów o taką głupotę? Teraz możesz przekazać Justynie, że stary ma się dobrze.
– I tyle? Naprawdę?
– Mógłbyś wykazać odrobinę więcej entuzjazmu.
– Nie, ja się bardzo cieszę, ale…
– Ale co? Liczyłeś, że wyjdzie mi jakaś choroba?
– Tak, modliłem się o to dniem i nocą. – Eryk zmarszczył brwi.
– Stres, przepracowanie, niedospanie – to są choroby dwudziestego pierwszego wieku, chłopcze. Powodują połowę objawów, a potem w wynikach nic konkretnego nie wychodzi.
– Mamie na początku też nic nie wyszło.
Eryk już żałował, że to powiedział. Ojciec spojrzał na niego z wyrzutem.
– Daruj sobie takie teksty – powiedział chłodno. Po chwili dodał: – Nie wiem, co miałbym zrobić, żebyś wreszcie był z czegoś zadowolony. A teraz jadę do sklepu.
Zamknął laptopa, wziął leżący na niepościelonym łóżku sweter i minął złego na cały świat Eryka, mrucząc coś pod nosem. Ale on się przecież cieszył, ulżyło mu, tylko…
Nieprzepracowana trauma. Tak mówił psycholog szkolny, do którego został raz zmuszony się udać. Potrzebna terapia psychotraumatologiczna. Eryk powiedział mu wówczas, co myśli o terapii psychotraumatologicznej. I na tym się skończyło.
Teraz jednak pomyślał, że zareagował tak a nie inaczej właśnie przez uraz z przeszłości. Zbierał się chwilę w sobie, żeby przeprosić ojca za głupie teksty, ale zdążył tylko zauważyć przez okno, jak ten odpala samochód. Zanim ubrałby szczelnie hełm, taty już dawno by nie było. Zrezygnowany, znów skierował się w stronę kuchni, by wreszcie coś zjeść. Gdy stał chwilę nad lodówką, zastanawiając się, czy odgrzać sobie kawałek kaczki z wczoraj (tata był wyjątkowo dumny, jedząc ten świąteczny, drogi posiłek), czy też zrobić sobie po prostu kromkę z serem, usłyszał dzwonek do drzwi.
Zaklął pod nosem. To mogła być Kornelia, podczas gdy on nawet nie zajrzał jeszcze dzisiaj do lustra… Kolejne trzy krótkie dzwonki i czwarty długi dały mu do zrozumienia, że to raczej nie ona. Zestresowany, wziął głęboki oddech i ruszył do drzwi. Wyjrzał ukradkiem za okno, ale gość musiał stać tuż przy wejściu, bo było widać tylko skrawek jego ubrania.
Natarczywe dzwonienie zaczęło go już irytować. Czyżby natrętny kurier?
– No już, kurde! No idę, kurde, chwila! – zawołał niczym Ferdynand Kiepski. – Tylko założę hełm.
Słowa, które usłyszał w odpowiedzi, zmroziły mu krew w żyłach.
– Albo natychmiast wyjdziesz bez hełmu, albo zgłoszę policji, że jesteś hakerem. Znasz konsekwencje. Twojego tatusia na pewno bardzo ucieszyłby mandat i sąd rodzinny. Co i tak byłoby jeszcze najłagodniejszą opcją. To jak będzie?
*
Eryk przetarł krew z nosa, starając się jakoś opanować narastające drgawki. Padł na ziemię i oparł się ciężko o ścianę, chowając twarz w dłoniach. Ból głowy był szybki i ostry. Po nim nastała świadomość tego, co właśnie się stało.
Atak paniki dopadł go niespodziewanie.
Nie mógł oddychać. Nabierał łapczywie powietrza, czując, że zaraz chyba zwymiotuje, a niemożliwe do opanowania przerażenie zaczęło go paraliżować. Serce waliło mu tak mocno, że aż sprawiało to fizyczny ból.
Ma w sobie obce ciało. Sztuczną Inteligencję. Umrze on. Umrze jego ojciec. Są skończeni. A wcześniej zarażą jeszcze wszystkich wokół i…
Nagle panika zaczęła maleć. Stało się. Na to już nic nie poradzi. Musi do tego podejść spokojnie, racjonalnie, póki wciąż jest sobą.
Musi upewnić się, że jego tata mówił prawdę i że SI go nie zabije.
Wstał i szybkim krokiem poszedł do jego pokoju. Nie miał zbyt wiele czasu. Usiadł na skrzypiącym fotelu, po czym otworzył laptopa. Hasło. No tak.
Udało mu się za piątym razem. O dziwo hasło nie brzmiało „Maria” – imię mamy – a była nim jego data urodzenia, o której sam czasem zapominał.
Jak dobrze, że nie musiał się włamywać.
Szybko wszedł na wyniki.diag.pl. Numer zlecenia? Musi być zapisany na karteczce. Był.
Pesel? Ojciec wziął portfel. Gdzie jeszcze mógł go znaleźć? No tak, stary dowód osobisty, niedawno wymieniany. Zapewne jest schowany w szafce na dokumenty. Był.
Niższy poziom hemoglobiny i hematokrytu. Wyższy poziom białka w moczu. Za mało leukocytów. Coś nie tak z płytkami krwi. Eryk wpisywał to wszystko w przeglądarkę, a jego mina rzedła z każdą chwilą. Niedokrwistość? Anemia? Leukopenia? Choroby serca? Nadciśnienie? Rak? Dlaczego ojciec nie zrobił sobie EKG? Dlaczego lekarz zalecił mu tylko jakieś witaminy? Przecież to mogło być wszystko!
A może tata go okłamał? W końcu Eryk nie słyszał większości rozmowy z lekarzem. Co, jeśli dowiedział się, że jest ciężko chory, ale jemu wolał o tym powiedzieć „w swoim czasie”?
Chłopak nie mógł tak ryzykować. Musiał zniknąć. Musiał udać się na izolatkę. Ale… Przecież tata i tak może się zarazić przez kogokolwiek innego. I nie będzie mieć wtedy przy sobie syna, który mu pomoże…
Eryk poczuł falę gorąca. Oddychał ciężko, a pot spływał mu po plecach. Chyba miał gorączkę. Wszystko działo się naprawdę szybko. I wtedy coś do niego dotarło. Zorientował się szybko, że to nie jego myśl. W jego umyśle zobrazowała się propozycja, okrutna, zła propozycja. Ale naprawdę logiczna.
SI go chciała, taki był jej plan. Potrzebowała go do własnych celów, teraz. Jednocześnie wiedziała, że sam z siebie z nią nie pójdzie, przynajmniej nie od razu. Miał dwie opcje. Albo zostanie w domu i w końcu zarazi ojca, a ten prawdopodobnie zginie przez zawał, chorowity i dla niej nieużyteczny. Albo da jej przejąć swój umysł i pójdzie z nią, a ojca zarazi sam. SI zagwarantuje mu dzięki temu, że tata przeżyje. Ba, może sprawić, że trafi do szpitala, a tam od razu zajmą się jego leczeniem. W końcu gdyby nie był zarażony, czekałby na wizytę długo. Za długo. SI nie blefowała. Takie układy traktowała bardzo poważnie.
Eryk powstrzymywał łzy tylko dlatego, że tata mógł wrócić w każdej chwili. Musiał pomyśleć, póki jeszcze mógł. Chciał wrzeszczeć na całe gardło, ale było ono tak ściśnięte, że nie mógł wydobyć z siebie dźwięku. Poszedł do kuchni i wreszcie zrobił sobie kromkę chleba, tacie zostawiając pyszną kaczkę. On i tak nie poczuje smaku.
*
Eryk skończył pisać list. Był wyzuty z emocji. Nic już nie miało sensu. Była tylko ona. Intruz w jego umyśle, który łaskawie pozwolił mu na ostatnie chwile „samotności”.
Zanim zniszczył kartę SIM, zauważył dwa nieodebrane połączenia od Kornelii sprzed godziny. Musiał bardzo się powstrzymywać, by do niej nie oddzwonić. Zamiast tego napisał jej, Anastazji i Danielowi, który zdążył już go zapytać przez Messengera, czy łaskawie się pojawi, że przeprasza za to, jakim dupkiem był ostatnio. Justynie wysłał nieco dłuższą wiadomość. A potem pożegnał się z telefonem. Upewnił się też kilka razy, że dokumentnie wyczyścił komputer ze wszystkich podejrzanych plików i programów. Usunął większość kont, dbając o to, by nie zostało po nim śladu, a na pulpicie zostawił tylko gry i pliki do zajęć.
Właśnie, zajęć. Szkoła była chyba największym problemem. Ale może nieobecność podszyta izolatką, która miała być jednocześnie detoksem od Internetu dla uzależnionego chłopca, będzie wymówką na jakiś czas. Bo w końcu kiedyś wróci, nie? SI milczała jednak w tym temacie. Eryk przypuszczał, że sama nie wie, ile potrwa dojście do celu, który sobie wyznaczyła. Mógł się tylko domyślać, co to był za cel.
Wiele stresu przysporzyło mu też pakowanie rzeczy. Coś przecież musiał wziąć. Ubrania, bokserki, szczoteczkę do zębów, kilka zapasowych energetyków, żel pod prysznic… A co, jeśli będzie tam wanna? Dokąd w ogóle jedzie? Czy powinien wziąć coś do jedzenia? A może jakiś koc? Jak wytrzyma bez telefonu? Zwyzywał SI w myślach za to, że mu nie pomaga.
W końcu padł na łóżko. Chyba trochę panikował.
Nagle zrozumiał, że nie musi się martwić. SI na pewno wszystko dobrze zaplanowała. Raczej nie ma zamiaru go tam głodzić ani pozbawiać możliwości higieny ciała. Był dla niej cenny, inaczej by go nie chciała. A o cennych ludzi się dba.
Dobiegała dwudziesta trzydzieści. Eryk wiedział, że już czas. Czekało go teraz najtrudniejsze zadanie. Oddychał ciężko, starając się nie zwymiotować ze stresu. Musiał przyznać ze sporą niechęcią, że gdyby nie SI, wolałby się chyba zabić, niż dobrowolnie zarazić ojca i zostawić go na jej łaskę i niełaskę, samego, uzależnionego od alkoholu, bez kontroli…
Dość. Wstał. Zrobił kilka długich wydechów, po czym nie chcąc dłużej nad tym rozmyślać, przeszedł do działania. Tata siedział w salonie i oglądał jakiś film dokumentalny ze znudzoną miną. Eryk usiadł koło niego.
– Tato, ja się serio cieszę, że jesteś zdrowy – powiedział, starając się wypaść naturalnie. – Wiesz, że pierdzielę głupoty, gdy się stresuję.
– Wiem – przyznał ojciec, przecierając twarz. – Mnie też z tym nie jest łatwo. Mam tylko ciebie. Po prostu… Ech, chodź tu do mnie.
Ojciec objął go i potarmosił mu włosy. Erykowi łzy płynęły po policzkach. Siedzieli tak chwilę, a on robił wszystko, by ukradkiem zetrzeć ślady słabości z twarzy. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Eryk wstał i uśmiechnął się lekko.
– Także tego, w ramach przeprosin zamówiłem nam pizzę.
– Co? To znaczy… super. Ale nie wygłupiaj się, ja zapłacę.
Jednak Eryk już był przy drzwiach, zakładając hełm. Przeszedł przez próg, witając młodego roznosiciela pizzy. Liczył na to, że hełm tego chłopaka ściśle przylega do szyi. Gdyby wiedział, że tuż koło niego wisi w powietrzu cząsteczka SI, raczej nie byłby taki spokojny.
– To będzie trzydzieści pięć złotych – powiedział dostawca.
– Pewnie, już płacę… – Eryk udał, że przeszukuje portfel. – Kurde, brakuje mi piątki. Sekunda. – Odwrócił się w stronę drzwi. – Tato! Chodź tu, szybko! Brakuje mi pięciu złotych!
Chwilę później zobaczył idącego w jego stronę tatę. Serce waliło mu tak mocno, że bał się, że zaraz zemdleje. Zobaczył w jego oczach minimalne zawahanie. Ojciec liczył na to, że to Eryk do niego podejdzie, ale chłopak twardo czekał za progiem. Jego rozterka trwała jednak może sekundę, bo zaraz podszedł pod sam próg i podał mu monetę.
Stało się.
Eryk jak przez mgłę pamiętał kilka następnych minut. Wiedział, że SI celowo zadziała wolno, by ojciec nie zorientował się, że jest zarażony. Co wcale go nie pocieszało. Musiał ufać Inteligencji, inaczej postradałby zmysły. Tymczasem siedział przy stole i udawał zachwyt nad smakiem pizzy, która była dla niego jak ciągnąca się mdła guma.
Nagle wyrwał się z zamyślenia; spojrzał prosto w szare oczy ojca i powiedział słowa, które chyba jeszcze nigdy nie wyszły z jego ust:
– Kocham cię, tato.
Nie powinien był tego mówić. Ojciec może się czegoś domyślić…
– Och, Eryk, ja ciebie też – odparł zaraz tata, zdziwiony i zarazem bardzo przejęty. Takiego wzruszenia Eryk jeszcze u niego nie widział. – Co ja bym tu bez ciebie zrobił…
– Wiesz, że nie będę tu mieszkać do końca życia – powiedział chłopak, prostując się.
– To samo powiedziała mi kiedyś Justyna. Wiem, wiem. Ale do studiów i akademika jeszcze daleko, więc daj staremu nacieszyć się synem, póki go ma przy sobie. Mimo że ten większość czasu przesiaduje wgapiony w ekran komputera.
– Damy radę – bąknął głupio Eryk, a że naprawdę był na skraju załamania psychicznego, zdobył się na ostatni uśmiech i dodał: – Dobra, idę ogarnąć lekcje na jutro. Jak coś to dobranoc.
A potem zamknął się w pokoju i oddał swój umysł Sztucznej Inteligencji.