otchłań sonet

Otchłań

Pewien młody człowiek, uciec chcąc od świata,
wybrał się na plażę, patrząc w otchłań wody.
Gdy już się zanurzył, czując smak ochłody,
na dnie się ułożył, tonąc gdzieś w poświatach.

I gdy tak spoczywał tam, przy morskich kwiatach,
rady z samotności, ciszy i swobody,
Wtem ktoś postanowił tak bez jego zgody
na brzeg go wyłowić, ruszyć go po latach.

Tamten już zapomniał, jak żyć pośród ludzi.
Mokry, zły, zmęczony, jęknął jak w amoku:
„Po coś mnie ratował? Po coś ty mnie zbudził?”.

„Zamknąć się przed światem? Przed wszystkimi wokół?
To nie rozwiązanie. Gdyś już się obudził,
naucz się na nowo stawiać krok po kroku”.