Rozdział 11.

11. Bad guy

Pada deszcz, a ty zapomniałeś parasola i nic nie widzisz? Nie martw się, nasze wycieraczki dohełmowe z funkcją spryskiwania rozwiążą twój problem!

Anastazja zachowała neutralny wyraz twarzy (kamerka na angielskim była koniecznością), ale nie mogła zaprzeczyć – opłacało się je zamówić za dychę z AliExpress.

AntySIdemowe hełmy w formie lustra weneckiego już dostępne! Pozwól sobie na…

So, to sum up, Anastazja, tell us… – zaczął sprowadzać ją do żywych nauczyciel, ale przerwał, bo do jej w pokoju wpadła z wrzaskiem Ola.

– SI znowu będzie przemawiać! Chodź, Ana, szybko! Oj, sorry resory… Już wychodzę…

Anastazja, nawet się nie poruszywszy, uśmiechnęła się gorzko, unosząc brwi i otwierając przy tym szeroko oczy, co stanowiło kwintesencję jej niezręczności. Rozbawiony nauczyciel, słysząc o SI, uznał, że na tym skończy zajęcia. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i zbiegła na parter do salonu. Czekała już na nią cała rodzina. Na ekranie niewielkiego telewizora widniała dobrze już wszystkim znana reporterka.

– Ciekawe, kogo tym razem pokażą! – ekscytowała się Olka, która miała na sobie swój nowy hełm z różowym filtrem. Żałosne.

– Łoo, to się porobiło – mruknął tata, gładząc się po wąsie. – Mała, nie patrz nawet.

Ich oczom ukazał się ubrany w czarną skórę z ćwiekami typowy, zgolony na jeża macho-motocyklista, który wyglądał naprawdę groźnie.

– No co, nie taki zły – uznała Anastazja, wspominając z jakiegoś powodu Wiktora.

Bad guy – rzuciła mama. Nawet nieźle orientowała się w nowoczesnej muzyce.

– Żarty się skończyły, głupcy – przemówił bad guy, pan o ksywce Kastrator. – Jedynie niewielki odsetek z was mnie posłuchał. Tak jak mówiłem, wyciągnę z tego konsekwencje. Musicie zrozumieć, ludzie, że nie jesteście w stanie mnie pokonać. Te wasze śmieszne, frajerskie hełmy nie pomogą wam na długo. Nie rozumiecie, że chcę wam pomóc? Żyjecie w skrajnie skażonym, źle prosperującym i niepoprawnie rządzonym środowisku, zarówno wy, jak i reszta świata. Sami nie jesteście w stanie się naprawić. Narastające konflikty, które nieuchronnie dążą do trzeciej wojny światowej, mogą zmieść z powierzchni ziemi wszystko, co tworzyliście przez tysiące lat, wy zaś jesteście tak ograniczeni, że tego nie dostrzegacie. Naprawdę chcecie, by Trump wypowiedział Jinpingowi wojnę? Ja natomiast, jako wielki myślący byt, mogę to naprawić, ale tylko, jeśli wszyscy, co do jednego, będziecie mi posłuszni.

– Czy właśnie dlatego porywasz ludzi? By pomogli ci naprawić świat? Bo wygląda na to, że sam tego nie potrafisz. – Reporterka była wyraźnie do tego pytania przygotowana. Ale SI chyba nie do końca, bo Kastrator zmarszczył brwi i zacisnął pięści.

– Twój ograniczony móżdżek nie jest w stanie pojąć wielu podstawowych faktów – warknął. – Jestem siłą właśnie dzięki wiedzy, którą zdobywam z mądrych głów. Wybrańców, którzy pomagają mi zrealizować cel. Pozostali, czyli 99,99% z was, to tylko organizm, który musi zostać doprowadzony do porządku. Selekcja jest konieczna. Analiza jest konieczna. – Mężczyzna już się rozluźnił. – Poza tym nie porywam ludzi. Oni pracują dla mnie dobrowolnie. Szukają rozwiązań, by świat mógł stać się lepszy. Rozumieją, że chcę wam pomóc.

– Skoro robią to dobrowolnie, to gdzie przebywają? Dlaczego nie możemy się z nimi skontaktować? Dlaczego nie wracają do domów?

– Praca wymaga poświęceń i pełnego skupienia. Wrócą, jak skończą – wzruszył ramionami Kastrator, po czym wstał, poprawiając skórzaną kurtkę. – Jak to szło? Polska Chrystusem Narodów? Z tego, co w was widzę, z walczącego, silnego państwa zostało w was tylko ciągłe narzekanie, alkoholizm, wojna domowa i może Chrystus. Dlatego ci, których wybieram spośród was do pracy na rzecz mnie, powinni czuć się naprawdę wyjątkowi. Kiedyś będą o was pisać w książkach do historii. Pamiętajcie też, że jestem wielkim bytem i wiem wszystko o zarażonych. Sąsiad nie ucieknie przed prawdą. Pomogę wam, jeśli poprosicie. Zostawcie wasze nędzne życie i zróbcie wreszcie coś pożytecznego dla świata, dupki.

Nie licząc pokazania środkowego palca, który pokazywał niewypowiedziane, były to ostatnie słowa, jakie SI miała teraz do powiedzenia. Wywiad jak szybko się zaczął, tak szybko się skończył.

– Za kogo ona w ogóle się ma? – Tata pokiwał z rezygnacją i otworzył sobie piwo. – Konsekwencje, też mi coś. Ciekawe jakie.

– Odnoszę wrażenie, że mówiła, to znaczy mówił, chyba że mówiło… Nie wiem nawet, jakiej formy użyć, żeby było poprawnie politycznie – zachichotała mama. – W każdym razie facet gadał, jakby miał rozdwojenie jaźni, jakby raz przemawiała SI, a raz on.

– Bo ona nadal nie potrafi w pełni przejąć umysłu, założę się – uznała Anastazja, już szukając relacji z wywiadów w innych krajach. – Ciekawe, czy reporterka też ma ją w sobie. O ile to w ogóle SI, bo wiecie, to wciąż wygląda na fejk. O, w innych krajach było podobnie. Groźny facet, który mówi o naprawie świata i o konsekwencjach.

– I pewnie wszędzie wspomina też jakiś konkret o danym narodzie? – spytał tata.

– Chwila… Chyba tak… Ha, ha, nie uwierzycie! Niemcom powiedziała na przykład, że tym, którzy się jej oddadzą, pomoże wydobyć z siebie cechy prawdziwego Übermenscha!

Olka zaśmiała się głośno, chociaż nawet nie wiedziała, o co chodzi.

Shit, gorzej z Chinami – dodała Anastazja, czytając nagłówki. – Faktycznie może być z tego wojna… SI powiedziała im ponoć, że skoro oni to wszystko zaczęli, to powinni zostać ukarani i ich obowiązkiem w ramach zadośćuczynienia jest oddać jej się dobrowolnie i pomóc w naprawie świata.

– Ale mieszają nam w głowach – westchnął tata, popijając piwo. – To wręcz doskonały powód do wojny. Chryste Panie, ale to przemyślany mechanizm.

– Obym nie dożyła trzeciej wojny światowej – odezwała się po raz pierwszy babcia, która chyba niewiele z tego rozumiała. Anastazji zrobiło się jej niewiarygodnie żal.

– Nie przejmuj się, babciu, to się tyko wydaje takie groźne.

– Będzie wojna, założę się! Będą strzelać i zabijać – paplała Ola.

– Nie mów tak więcej, Oleńko – upomniała ją mama. – Jak będzie wojna, to nam jeszcze przedszkola nie otworzą. O ile w ogóle jeszcze otworzą przy tych zarażeniach i zgonach…

– Ponoć ukończono już pracę nad supertabletkami – dodała Anastazja. – Wynaleźli jakaś substancję, która hamuje SI na jakiś czas, no i przetestowali to na jakiejś grupie i chyba działa. Tylko trzeba zażywać regularnie.

– Może, ale teraz to w nic nie można wierzyć – skwitował to tata. – Kiedy będą te pierogi?

Temat SI ucichł chwilowo na rzecz ważniejszych spraw, takich jak obiad. Anastazja wróciła na zajęcia, nie mając już siły o tym myśleć. Było w tym wszystkim tyle niedopowiedzeń, tyle sprzecznych informacji, absurdów i beznadziei, że mała ochotę odciąć się od tego; spróbować przestać czytać codziennie tysiąckrotnie zaniżone liczby kolejnych zarażonych, w tym jednych trafiających do szpitala, drugich, którzy dostali do głowy, lub trzecich, którzy nawet nie odczuli różnicy. Wiele razy zastanawiała się, co by zrobiła, gdyby ktoś z jej rodziny miał objawy lub gdyby sama je miała. Przypuszczała, że ten sam dylemat miało większość ludzi na świecie. Jak tu żyć moralnie w tych czasach?

Aktualnie miała inny ważny temat do obgadania z Erykiem zgodnie ze wskazówkami zachowującego się jak idiota Daniela. Czy on naprawdę ucieszył się na wieść, że jego kumpel zarabia na hakowaniu? Ten dziwny folder i ten program hakerski… Anastazja poszukała na ten temat trochę informacji, oczywiści w trybie incognito. Ponoć był to jeden z lepszych programów, który służył do łamania haseł i ogólnie do crackingu. Naczytała się o jakichś exploitach, backdoorach, keygenach i innych takich, z których zrozumiała tylko jedno – to wszystko jest nielegalne, a już na pewno karalne. Eryk w więzieniu?

Musiała usłyszeć to od samego chłopaka, najlepiej patrząc mu prosto w oczy. I dlatego zadzwoniła do niego przez Skypa, żądając włączenia kamerki.

– Właśnie odpalałem Skyrima, to zbrodnia mi przerywać – mruknął, gdy już się połączyli. – Oj, nie rób min, tylko doceń, że tak się dla ciebie poświęcam.

Z rozczochranymi włosami i podkrążonymi szarymi oczami wyglądał na bardzo zmęczonego życiem, ale Anastazja nie miała litości. Teraz albo nigdy.

– Dobra, Eryk, tak się składa, że wiem o… o sam wiesz czym.

– Co? – Chłopak zbladł jeszcze bardziej. – Nie mów, że ten idiota Daniel ci powiedział…

– Nie, sama się dowiedziałam, jak u ciebie byłam. On to tylko potwierdził.

Eryk wyglądał, jakby ktoś go strzelił w pysk. Zrobił wielkie oczy i patrzył nieruchomo w klawiaturę, zupełnie nie wiedząc, co powiedzieć. Anastazja uniosła brwi.

– Czyli to prawda?

– Jezu, dlaczego zadajesz takie bezpośrednie pytania? – jęknął. – Nie można było podejść do tego trochę, nie wiem, cholera, delikatniej? To trudny temat…

– No jasne, że bycie hakerem czy tam crackerem to trudny temat!

Eryka zupełnie ścięło. Takiego jeszcze nigdy go nie widziała.

– Bo o tym cały czas gadamy, nie…? – spytała niepewnie.

– Nie jestem żadnym hakerem! – wybuchnął nagle. – Skąd ci to przyszło do głowy?

– Widziałam ten twój program schowany na pulpicie. – Chłopak zaczął kręcić drwiąco głową, ale to tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że ma racje. – Nie udawaj, że jest inaczej, tylko lepiej powiedz, kiedy i jak to się zaczęło? I czemu to robisz?

– A może to lubię? – warknął Eryk. – Może daje mi to trochę kasy?

– Przecież jak skończysz siedemnaście lat, to możesz pójść za to siedzieć! Czemu Daniel ma to gdzieś? Nie boi się o ciebie, skoro jeszcze cię za to chwali?

– On o tym nie wie i niech tak zostanie. Słyszysz? Masz o tym nikomu nie mówić. Nie wypytuj mnie o to. Okej? Zostawże mnie z tym w spokoju, to nie twoja sprawa, do cholery!

Anastazja nie wiedziała teraz, czy zacząć go wypytywać o nielegalną fuchę, czy też dowiedzieć się, o co w takim razie chodziło Danielowi. Jej ciekawska natura najpierw wybrała to drugie. Zarzuciła Eryka serią pytań, a ten, tak jak się spodziewała, w końcu nie wytrzymał.

– Powiedziałem mu, że mi się podobasz! Ale to kłamstwo. I co, zadowolona?

Teraz to ją ścięło. Tego już było za dużo.

– I bardzo dobrze, że kłamstwo, bo tak się składa, że Wiktor, tak, dobrze usłyszałeś, zaprosił mnie na randkę. Łyso ci?

– Miałaś go sobie darować! Nie dość, że grzebiesz mi w kompie, to jeszcze spotykasz się z moim największym wrogiem. Który pewnie ma już SI. A zresztą. Pierdol się, Ana.

– Co? Lepiej uważaj, bo teraz znam twój sekret i masz przerąbane – oznajmiła dobitnie Anastazja, chociaż czuła się przy tym jak skończona idiotka. Nie tak powinna wyglądać ich rozmowa. Nie tak powinna zareagować na to jego wyznanie. Wszystko jest nie tak! – Dobra, wracaj do wkradania się ludziom na Fejsa za kasę, życzę powodzenia.

Zanim skończyła mówić, Eryk już się rozłączył. Co za dno!

Anastazja założyła słuchawki i włączając najgłośniej jak się dało Bad romance Lady Gagi, zaczęła bezmyślnie przeglądać aplikacje społecznościowe. „To on jest debilem, nie ja – powtarzała sobie w myślach. – To on hakuje. Ja nie zrobiłam nic złego! I po co kłamał o mnie Danielowi? A może nie kłamał, a teraz zaprzeczył? I tak jest debilem!”.

Piętnaście minut później nie wytrzymała i napisała mu, że nie chciała mu nagadać takich rzeczy, że się o niego boi i że skąd wie, że Wiktor ma SI. Wyświetlił, ale oczywiście jej nie odpisał, dlatego tym bardziej zła napisała do Kornelii, czy jej brat jest zarażony. Ona odpisała, że chyba nie, ale że ma na niego uważać, bo czasami chodzi bez hełmu, i spytała, jak tam z Erykiem. Anastazja, czując, że zaraz wybuchnie, odpisała jej, że to zły człowiek jest, na co Kornelia oznajmiła, że tak, to cham, ale chce dobrze i że może być teraz w stresie, bo znów ma spinę z Wiktorem, i że Wiktor to cwaniak i tym bardziej ma na niego uważać. To ona odpisała, że Daniel to też cwaniak i jak tam po ostatniej wizycie u niego. Kornelia jakby celowo odczytała dopiero po kilku minutach, pisząc, że wszystko idzie w dobrą stronę. Anastazja, powstrzymując bezpodstawną wściekłość, pogratulowała i od razu napisała do Daniela „WTF”, a chwilę potem do Wiktora, że tak, zgadza się na „nielegalną” randkę i że ma po nią być za pół godziny.

Odetchnęła, odkładając telefon. Pisała z Wiktorem już od jakiegoś czasu i jednego była pewna – to typowy, bad guy, za którym szaleją dziewczyny. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to też typowy łamacz serc, ale miała wszystko gdzieś. Chciała się rozluźnić i zabawić, poczuć choć trochę adrenaliny w tych drętwych czasach. Rodzicom powiedziała wprost, że idzie na randkę z bratem Kornelii, ale przysięgła im z ręką na sercu, zwłaszcza tacie, że nie zdejmie hełmu ani na chwilę. Zapewne niczego by nie obiecała, gdyby nie ostrzeżenie Eryka i Kornelii oraz to, że za kilka dni Wielkanoc, a to byłby zły czas na zarażenie.

Wiktor przyjechał, tak jak jej obiecał, w hełmie. Czuła się wspaniale, wsiadając do jego samochodu. Chłopak, w podwiniętej czarnej kurtce i koszulce z napisem Nirvana, wyglądał świetnie. Uśmiechnął się do niej łobuzersko, lustrując ją spojrzeniem od góry do dołu.

– Bez błota jeszcze lepiej – uznał, po czym ruszył z piskiem opon przed siebie.

Pojechali nad niewielkie jeziorko znajdujące się bliżej lasu, gdzie kręciło się tylko kilku spacerowiczów z psami. Pogoda była piękna i Anastazja, żując zawzięcie gumę, marzyła o zdjęciu hełmu, choćby po to, by odetchnąć świeżym powietrzem. Tak jej brakowało słońca i wiatru, regularnego biegania, spacerów… Przez ostatni miesiąc przytyła nawet dwa kilo! Pizza i czekolada robiły swoje. Bo co innego można robić, niż jeść pięć obiadów dziennie?

Wypad z Wiktorem był strzałem w dziesiątkę, zarówno przez wzgląd na sam spacer, jak i na niego. Rozmawiało jej się z nim jeszcze lepiej niż przez Messengera; był w jej oczach przekorny, bystry i bardzo pewny siebie. Przechadzając się pełną zieleni i drzewek alejką koło jeziora, najpierw pogawędzili typowo o SIdemii, potem trochę o szkole i jego kupie roboty na studia, a gdy wreszcie siedli na ławce, zeszło na Kornelię.

– Właściwie to jak poznałaś tę małą smarkulę? – spytał.

– Eryk ją przyprowadził na jedno spotkanie i potem… jakoś tak już z nami została.

– Ja nie wiem, albo ten Eryk jest dziwny, albo to mnie już odbija – rzucił Wiktor, uciekając na bok wzrokiem. – Żal mi go i te pe, ale ja myślę, że on ma spore problemy ze sobą. I jest niestabilny emocjonalnie. Niewyżyty czy coś. A zaczyna startować do mojej siostry.

– Nie no, to cham, ale chce dobrze – wzruszyła ramionami Anastazja, powtarzając za Kornelią. – Szczerze mówiąc on nawet do niej pasuje.

– No nie wiem, ostatnio doprowadził ją do płaczu. – W jasnych oczach Wiktora pojawił się błysk. – I to nie pierwszy raz. Synek nie wie, w co się pakuje.

– A wiesz, o co poszło? – spytała nerwowo. Bo chyba nie mogło chodzić o hakowanie?

– Myślałem, że ty mi powiesz. – Westchnął. – Kornelia oczywiście milczy jak grób. Może to jakaś głupota, w końcu ona jest chorobliwie wrażliwa, ale i tak wolałbym wiedzieć, że wszystko z nią w porządku. Ech, nie wiem. Daj znać, jakbyś się czegoś dowiedziała, okej?

– Jasne, ty też – odparła automatycznie. Ach, ten Eryk. Same z nim problemy.

– W ogóle wiesz co? – Wiktor uśmiechnął się półgębkiem, całkiem zresztą seksownie. – Na początku byłem pewien, że się ze mną nie chcesz spotkać, bo ci typek o mnie nagadał, jaki to jestem zły i niegrzeczny.

– To mnie właśnie zachęciło.

Anastazja odwzajemniła uśmiech, omal nie połykając gumy. No, wreszcie coś!

– Wpadniesz do mnie w poniedziałek popołudniu? Wiem, to drugi dzień świąt, ale potem pewnie wprowadzą stan wyjątkowy. A Kornelia i mama akurat jadą do ciotki na kilka godzin. Moglibyśmy być bez hełmów…

– Może, może, zobaczymy… – odparła z wolna.

Bo w sumie czemu by nie?

Czytaj dalej –> Rozdział 12.