Rozdział 10.
10. Durny kawior
– Daniel Mazur?
– Jak zawsze obecny.
Daniel pomachał piórem marki Parker do kamerki. Po ciężkich przeżyciach na zajęciach z matematyki, której szczerze nienawidził i szczerze nie umiał, choć oczywiście jako tako sobie radził, przyszedł czas na jego ulubiony przedmiot – wiedzę o społeczeństwie w liczbie pięciu godzin tygodniowo. Z prawa był najlepszy z klasy. Oczywiście starał się nie odpowiadać na każde pytanie nauczycielki, mimo że zazwyczaj znał odpowiedź, bo do kujona było mu daleko. Ale i tak zaliczał się do ulubieńców pani Laslowskiej; piątki z każdej kartkówki robiły swoje. A że do tego piastował stanowisko przewodniczącego… Miał tylko nadzieję, że klasa nie obgaduje go za plecami. Humaniści potrafią być dziwakami.
– Danielu, ustaliłeś już z klasą termin sprawdzianu z prawa spadkowego? – spytała niezrównana pani Laslowska.
– Tak, za tydzień, o ile świat się do tego czasu nie skończy – odparł Daniel. – To tak à propos prasówek rzecz jasna.
– A propos… Cóż tam, drodzy państwo, w polityce?
– Wybory trzymają się kiepsko – odpowiedziała Wiolka, ładna blondynka, która swego czasu bardzo do niego zarywała. – Sejm jest za wyborami korespondyj… korespondyn…
– Korespondencyjnymi – pomogła jej nauczycielka. – I co o tym myślicie?
– Sfałszują wybory, to wiadome – odezwał się jego kumpel, Michał, dobry gość. – Kto byłby w stanie ich kontrolować?
– No przecież PKW, czyli Państwowa Komisja Wyborcza – odpowiedział głupio Krzysiu, prawdziwy kujon z dużymi okularkami, przykład wręcz książkowy.
– Czyli waszym zdaniem wybory powinny odbyć się normalnie? – zapytała nauczycielka.
Trzy osoby odpowiedziały naraz, ale przebił się tylko Krzysiu.
– Jeśli się odbędą, to narazi się w ten sposób ludzi, a jeśli się nie odbędą, wówczas to będzie, że tak powiem, nadużycie władzy. Brak, że tak to ujmę, praworządności.
– Przecież teraz są ważniejsze tematy niż wybory, takie jak choćby Sztuczna Inteligencja, która zaraz przejmie nasz świat – oburzył się inny chłopak. – Poza tym są odpowiednie procedury w takich sytuacjach, zapisane w naszej nieszczęsnej Konstytucji.
I znów wszyscy zaczęli się przekrzykiwać (typowe zajęcia z WOSu), a Daniel odnosił wrażenie, że pani Laslowska patrzy na niego z niemą prośbą, by jakoś zakończył tę kłótnię. I gdy już miał coś powiedzieć, zabłysnąć jako ten jedyny mądry z prawdą najprawdziwszą, wylatując z jakimś ustępem z Konstytucji, coś się zacięło. Wszyscy zastygli w idiotycznych minach, a on sam zrozumiał, że nie ma Internetu. Akurat teraz, no nie!
– Tato! – zawołał, wychodząc z pokoju. – To bardzo zły moment!
– Gabriel! – krzyknęła złowrogo mama, wychodząc z drugiego. – Przerwało mi w momencie, gdy zaczynali pisać test. Teraz na pewno będą ściągać. Zrób coś z tym. Już!
Ale zdenerwowany ojciec już stał pod schodami i trzymał telefon przy uchu.
– Cicho, do cholery, nie widzicie, że… Dzień dobry. Tak. Tak, mam problem z Internetem. Co? Posiadam światłowód, więc jakim cudem… Dobra, koleżko, mam to gdzieś. Jeśli do pięciu minut nie pojawi się Internet w mojej dzielnicy, to obiecuję panu, że zgłoszę sprawę do sądu i choćby pan miał najlepszego adwokata, to pan tej sprawy nie wygra. Do widzenia! W jakim my świecie żyjemy… Włączcie sobie na razie hotspota.
Daniel uśmiechnął się pod nosem – był już przyzwyczajony do tego, że ojciec tak załatwia sprawy. Mama natomiast tylko pokiwała głową na to „nadużycie władzy”, choć chłopak dałby sobie rękę uciąć, że gdyby jej mąż nie zareagował tak ostro, to też by była niezadowolona.
W momencie gdy wrócił przed biurko i włączył własny Internet, odświeżając platformę, przyszło mu powiadomienie na iPhonie sprzed dosłownie minuty.
Rząd pracuje nad wnioskiem do prezydenta o wprowadzenie stanu wyjątkowego, który planowany jest tuż po świętach wielkanocnych. Już osiem państw w Europie wprowadziło stan wyjątkowy na terenie swoich krajów, w tym nasi sąsiedzi – Czechy. Co to oznacza?
Daniel odłożył telefon i przetarł oczy. Doskonale wiedział, co to oznacza. W tym samym momencie połączył się z powrotem z nadal przekrzykującą się klasą.
– Dobrze, dajcie się teraz wypowiedzieć Danielowi – powiedziała zaraz nauczycielka, a po chwili głosy wreszcie ucichły i wszyscy, z bardzo różnymi minami, spojrzeli na jego miniaturkę. Nie mogąc się powstrzymać, chłopak wyprostował się i położył łokcie na biurku.
– Obywatelki i obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej! Nasz rząd, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji, planuje złożyć wniosek o stan wyjątkowy na obszarze całego kraju. Także jak na razie nici z wyborów.
*
Kilka godzin później, gdy już ponarzekał wystarczająco na ten świat i wysłuchał dość zgryźliwych komentarzy ojca na temat władzy, uznał, że czas się wreszcie poruszać. Poćwiczył na skromnej siłowni w piwnicy i wybawił się z Bruno, biegając za nim z hełmem po ogrodzie. Był to dla niego mały rytuał; ponadmiesięczna kwarantanna, zamknięte restauracje, galerie handlowe, baseny i właściwie zakaz wszystkiego dawały już mu się we znaki, a nic nie wskazywało na to, by miało się to jakoś skończyć. Plecy bolały go niemiłosiernie od ciągłego siedzenia przed laptopem. Dni tygodnia zlewały się w jedno. Tęsknił za obiadami w restauracjach, kupowaniem nowych ubrań, a nawet za szkołą i samorządem. W połowie lutego zaczął ogarniać klasową wycieczkę do Pragi, za co wszyscy go ubóstwiali; teraz wydawało mu się to wręcz śmieszne. A najgorsze było to, że nie mógł nic na to wszystko poradzić. Stał się nieistotnym pionkiem w grze chińskiego rządu, który kłamał w żywe oczy, twierdząc, że nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Jak długo Rosja i Ameryka będą to tolerować?
Były też oczywiście plusy. Nadrabiał naukę (już rodzice go z tym pilnowali), poczytał wiele prawniczych artykułów, wreszcie zabrał się za granie w Wiedźmina, przypomniał sobie, jak się gra na gitarze elektrycznej, przeczytał dwie pierwsze książki z serii o Chyłce Remigiusza Mroza, obejrzał wszystkie sezony Detektywa oraz doszedł do połowy House of cards, a nawet spróbował ulubionego dania jego mamy, czyli kawioru, po którym prawie zwymiotował.
Teraz nie pozostało mu nic innego, jak przysiąść do zadania z najgłupszego przedmiotu, jaki istniał, czyli przyrody. Jednak gdy tylko zobaczył temat pracy (ATP jako wewnątrzkomórkowy przenośnik użytecznej biologicznie energii chemicznej), uznał, że prędzej polubi Krzysia, niż teraz się za to zabierze. Spojrzał na telefon i uśmiechnął się – Kornelia podesłała mu jakiś link dwie godziny temu. Od razu poprawił mu się humor. Uznał, że może to dobry moment, by jakoś zagadać o ich spotkaniu. Spotkaniu, które ciągle odkładał przez wzgląd na to, co powiedział mu Eryk. Mógłby sobie darować, w końcu była to tylko kolejna dziewczyna, jednak… Kornelia wydała mu się inna niż te wszystkie laski. A teraz, gdy mieli wprowadzić stan wyjątkowy, być może miał ostatnią okazję, by spotkać się z nią na żywo.
Już chciał jej spytać, czy słyszała w ogóle o nowej ustawie, gdy w tym samym momencie ktoś zadzwonił do niego na Skypie. Anastazja! A może Eryk powiedział już jej o…?
Odebrał od razu.
– Cześć, cześć, cześć – powiedział śpiewnie niemal jednym ciągiem, uśmiechając się do niej znacząco. – A któż to dzwoni?
– Porąbało cię, Daniel? – uniosła brwi dziewczyna. Miała na sobie sportowy, obcisły top z dekoltem, no nieźle, a na rękach trzymała Banusia, który wyrywał się tak, jakby bał się, że skończy na talerzu. Tak czy siak, ładnie się dobrali.
– Czyli już wiesz? – spytał nieco poważniej, nie chcąc jej spłoszyć.
– O czym?
– No, o Eryku… – odparł, a ona spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Czyli ty też wiesz? – spytała ni to ze złością, ni ulgą.
– No raczej, nie inaczej – powiedział rezolutnie, przeczesując palcami dość szpanersko włosy w tył głowy. – I co o tym sądzisz?
– To chyba oczywiste, co mogę sądzić o czymś takim! Właściwie można się było tego domyślić. Ale żeby Eryk? Nasz Eryk i takie coś?
– Nie miej go też za takiego mizantropa…
– Mimo wszystko to jest chore. I nielegalne.
– Nielegalne? No wiesz co! Spójrz na to w inny sposób – nie dawał za wygraną Daniel. – Eryk chce rozpocząć nowy, ekscytujący rozdział w swoim życiu.
– Ale co ja mam z tym teraz zrobić? – skrzywiła się Anastazja. – Nie mam pojęcia, jak się zachować. Jak ty zareagowałeś?
– Ucieszyłem się przecież. Co to za mina? Ana, to nic dziwnego!
– OMG, Daniel, jesteś nienormalny… Czyli co, mam mu powiedzieć, że bardzo się cieszę i że będę go w tym wspierać?
– Jak najbardziej, jeszcze jak! Powiedz mu, co o tym sądzisz i jak się z tym czujesz. Na pewno go to zestresuje, ale trzeba go uczyć rozmawiać o uczuciach, co nie?
– Skoro tak mówisz… Ty znasz go jeszcze lepiej.
Daniel w ogóle nie rozumiał jej niepewności. Zawsze była otwarta na szczere rozmowy, a teraz boi się, że spodobała się innemu chłopakowi? Czy Eryk naprawdę jest aż tak stresującym człowiekiem? W sumie to tak… Ale Anastazja da radę. Może faktycznie będą razem?
W tym samym momencie usłyszał dzwonek iPhona. Kornelia! Musiał odebrać. Wskazał gestem przyjaciółce, żeby poczekała, i nacisnął zielony przycisk.
– Cześć, Kornelia, co tam, jak tam? – spytał najswobodniej jak umiał.
– Muszę ci coś powiedzieć – powiedziała cicho dziewczyna. – Mogę przyjechać?
Tego Daniel się nie spodziewał.
– Jasne, wpadaj, zapraszam – odparł zaraz, a ona pożegnała się i rozłączyła. – Sorki, Ana, ale muszę kończyć, Kornelia do mnie wpadnie – rzucił szybko, a widząc jej niezaprzeczalnie wściekłą minę, dodał jeszcze: – No co ty, Eryka się boisz? Dasz sobie z nim radę!
Pół godziny później, po prysznicu, dawce perfum, ogarnięciu włosów i dobraniu odpowiedniej granatowej polówki z kieszonką i kołnierzykiem, coby nie wyjść na sztywniaka w samych koszulach, usłyszał dzwonek do drzwi.
– Ja otworzę, chwila! – zawołał z góry, ale było już za późno. Zrobiła to za niego mama.
Pościelił jeszcze łóżko i zbiegł sprintem na dół, chcąc oszczędzić Kornelii niezadowolonego wzroku matki, która w końcu ostatnio uznała ją za nijaką. Jakże się zdziwił, gdy zastał je na wspólnym śmiechu, i to wcale nie udawanym.
– Co jest? – spytał podejrzliwie, podchodząc do nich.
A potem zobaczył białą plamę na hełmie dziewczyny, którą właśnie przecierała szmatką.
– A propos naszej pierwszej rozmowy – tym razem ja zostałam naznaczona – powiedziała czerwona jak burak, ale mimo wszystko rozbawiona żenującą sytuacją Kornelia.
– Bo gołąb wie, że powinien trzymać się z daleka od ubrań marki Gucci – oznajmiła mama.
„To się dziewczyna wstrzeliła”, pomyślał od razu Daniel, patrząc na jej materiałowe spodnie o wysokim stanie i włożoną do nich zwiewną koszulę, które nie tylko wyglądały świetnie, ale i należały do ulubionej marki jego wyczulonej na ogólnie pojmowane piękno mamy.
– Przyniosę coś do jedzenia – zaproponowała teraz. – O, a może chcecie trochę kawioru?
– Nie! – zaprzeczył gwałtownie Daniel, jednak Kornelia miała inne zdanie.
– A wie pani co, chętnie. Poproszę. Jadłam kiedyś na urodzinach u dziadka, ale pozwolili mi tylko dzióbnąć, bo to ponoć dość drogie. Także skorzystam.
Daniel był w szoku. Skąd ta nagła zmiana? Kornelia stała się jakoś dziwnie… rozluźniona, zważywszy na to, że właśnie narobił na nią ptak. I co takiego chciała mu powiedzieć? Coś tu było ewidentnie nie tak. Gdy tylko znaleźli się w jego pokoju z podanymi na tacy sokiem, ciastkami i wstrętnym kawiorem, Daniel odniósł wrażenie, że dziewczyna nagle się spięła. Serio? Przy nim tak, a przy mamie już nie?
– Rozśmieszyłaś moją mamę. Możesz być z siebie dumna – powiedział z przekorą.
Uśmiechnęła się na to stwierdzenie, ale jej pięknie podkreślone, piwno-zielonkawe oczy były jakieś takie… przygaszone. Porozmawiali chwilę o szkole i SIdemii, ale Daniel nie zwlekał zbyt długo, tylko przeszedł do tematu.
– Chciałaś ze mną o czymś porozmawiać, no nie?
Dziewczyna westchnęła i spuściła wzrok. Wyglądała na zrezygnowaną.
– Ej, zrobiłaś taką minę, jakby to miała być nasza ostatnia rozmowa – powiedział, starając się przybrać lekki ton. – Co najmniej jakbyś mi chciała powiedzieć, że nie zadajesz się z przyszłymi prawnikami, nawet jeśli są tak zajebiści jak ja.
– Czyli Eryk ci nie powiedział…?
– Co, że podoba mu się Anastazja? – palnął, ale zaraz tego pożałował, widząc na jej twarzy zdziwienie. – To znaczy nie wiem…
– Serio? Mojemu bratu też się chyba podoba, bo pytał o nią ostatnio.
– To jest dopiero rozrywkowa kobieta… – Daniel wolał nie mówić na głos, że wolałby, żeby trzymała się od Wiktora z daleka. – Ale w takim razie o czym takim Eryk miał mi powiedzieć?
Kornelia nagle bardzo zainteresowała się swoimi paznokciami.
– Chodzi o to, że… Rany, Daniel, tak mi głupio, że mam ochotę wyskoczyć przez okno. Muszę po prostu powiedzieć ci prawdę, bo oszaleję. Ja… – Spojrzała mu w oczy. – Boże, powiem wprost: uważam, że jesteś świetnym, przystojnym, mądrym chłopakiem…
– Tyle to ja wiem – rzucił Daniel, chociaż serce waliło mu mocno. – Ale już kogoś masz?
– Co? Nie, nie, po prostu ja… trochę wykorzystuję naszą znajomość. Do własnych celów. Ale to idiotycznie brzmi, chyba serio zaraz skoczę przez to okno.
Chłopak poczuł ucisk w brzuchu. A jednak Eryk miał rację… Która to już by była dziewczyna? Czwarta? Czy piąta?
– W jakim sensie wykorzystujesz? – spytał głucho.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, do ich pokoju ktoś zapukał i, nie czekając na odpowiedź, wszedł do środka.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale nie uwierzycie – zawołał tata, a Daniel miał ochotę go zamordować. – Rząd zaczyna porywać ludzi! Albo ta cała SI, ale nie sądzę… Porównano teraz listy zaginionych i wygląda na to, że z Polski zniknęło już ponad trzydziestu wybitnych socjologów i ekologów, tak jak w innych krajach. Co się dzieje z tym światem?
– I co mnie to ma w tym momencie obchodzić? – warknął chłopak. – Pewnie SI czy tam rząd potrzebuje ludzi do analizy środowiska. Ale już gorszy będzie ten stan wyjątkowy.
– Co, stan wyjątkowy? – wściekła się nagle Kornelia. – Błagam, tylko nie to. Niczego już się nie będzie dało. Oszalejemy. Co, może zabronią mi wychodzić do własnego ogrodu? Albo, nie wiem, wyznaczą godziny, w których mogę się poopalać? A to wszystko przez to, że połowa ludzi nie zakłada hełmu albo robi to byle jak. Wszystko przez ludzi. Chyba się zabiję.
Daniel uniósł brwi; miał wrażenie, że Kornelia jest na skraju załamania nerwowego.
– Co by nie było, WHO nie ma nawet pewności, czy ten wirus, z SI czy bez, traci się pod dachem, bo inaczej nie zamknęliby wszystkiego – podjął ochoczo sędzia. – Wystarczyłoby im przecież zablokować okna i postawić więcej ochroniarzy… Przebąkują coś o połączeniu SI z satelitami, ale nie są w stanie tego potwierdzić. Musieliby chyba wyłączyć cały system GPS! Stan wyjątkowy może pomóc, a może też sprawić, że ludzie po prostu dostaną szalu.
– Właśnie. Wie pan, ciekawi mnie, czy moja mama dostanie jakieś pieniądze, skoro zapewne zamkną jej kwiaciarnię. Nie da się prowadzić kwiaciarni zdalnie. A, no i mój tata miał mieć sprawę w sądzie o odszkodowanie, a pan wie najlepiej, że nawet rozpraw teraz nie ma.
– I w większości przypadków jeszcze długo nie będzie… Są tarcze antykryzysowe, ale na litość boską, gospodarka lada moment stanie w miejscu. Z pięćset plus nie da się wyżyć.
– A podatki i ceny rosną. Jeszcze dojdzie do tego, że coca-cola będzie po dziesięć złotych. Ech, przepraszam, głupoty gadam…
– Nie, nie, wreszcie gadasz do rzeczy. – Ojciec uśmiechnął się beznadziejnie, a Daniel obdarzył go naprawdę gniewnym spojrzeniem. – Dobra, dobra, młody, już stąd idę. Nie będę ci zabierał czasu z taką uroczą panną, Już, już! Boże święty, ci szesnastolatkowie…
Tata wyszedł szybko, trzaskając drzwiami, a Daniel przewrócił oczami.
– Sorry za niego, jest czasem nie do zniesienia. A teraz chyba chciał ci się przypodobać.
– To ja przepraszam – jęknęła Kornelia. – Takie pierdoły gadam, że aż mi siebie żal. Ale dobił mnie ten stan wyjątkowy, naprawdę.
– No właściwie to tymi „pierdołami” mu się przypodobałaś – przyznał, a jej twarz nagle pojaśniała. – No, ale o czym my to wcześniej…
Kornelia milczała w chwilę, aż w końcu westchnęła i powiedziała:
– Tak, tak, pamiętam. Dobra, Daniel, słuchaj, powiem wprost: założyłam się z koleżankami, że wyrwę kogoś z wyższej rangi, takiego ciebie. To miało być chwilowe, dla szpanu, ale… ja tak nie potrafię. Wygrałabym zakład w pełni, gdybym zerwała z tobą kontakt, jak to typowa laska, tyle że ogarnęłam, że nie umiem. Chciałam, żebyś wiedział.
Daniel nie mógł w to uwierzyć. I to była taka wielka sprawa? Właściwie to stawiało ją teraz w jeszcze lepszym świetle! Zestresowana Kornelia wcisnęła do ust całą garść kawioru.
No i teraz już jej nie pocałuje.