Rozdział 9.

9. Pieniądze szczęście dają

– Kornelia Adamczyk?

– Jestem.

Dziewczyna pomachała do kamerki, powstrzymując odruch natychmiastowego poprawienia włosów. Zamiast tego przysunęła do oczu okulary, które ostatnio nosiła zamiast soczewek. Zaczynała się jej ulubiona, ale najbardziej stresująca lekcja, czyli język polski. Chyba jako jedyna lubiła przychodzić na te zajęcia – w końcu była przez pewien czas na humanie – ale przez to natchniony polonista wymagał od niej więcej. Zawsze padały teksty typu: „Kornelia, nawet ty tego nie wiesz?” albo „Kto jak kto, ale ty powinnaś kojarzyć tego poetę”. Zawsze czuła wyrzuty sumienia, gdy nie potrafiła odpowiedzieć na jakieś pytanie. A zależało jej na dobrych ocenach i na świadectwie z paskiem chyba już od pierwszej klasy podstawówki. Z czego zawsze wyśmiewał się Wiktor, wyzywając ją od kujonek.

– Drodzy państwo, co autor miał na myśli? – zadał irytujące pytanie polonista, odwołując się do Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią. – Kuba? Coś w tym zabawnego? Powiedz, pośmiejemy się razem.

Najgłupszy chłopak z klasy pokiwał swoją durną głową, ale w końcu powiedział:

– A nic. Bo przy tym całym wesołym tańcu śmierci mi się Włochy wspomniały.

Kornelia musiała włożyć wiele siły w to, by zachować jako taki wyraz twarzy. Miała ochotę zdzielić chłopaka po gębie. We Włoszech SIdemia rozgorzała na dobre, a okrutna selekcja osób słabych i chorych, które SI zapewne uznała za bezużyteczne, sięgała już kilkunastu tysięcy. Można było żartować ze wszystkiego, ale nie ze śmierci tylu niewinnych osób! Wielu nadal uważało, że to wina grypowego wirusa, a nie żadnej SI, ale czy miało to jakieś znaczenie?

– Jak to się, Jakubie, mawia: głupich nie sieją, sami się rodzą – westchnął polonista.

„A propos tańca śmierci” – napisał w tym samym czasie inny chłopak na klasowej konwersacji, wysyłając jakiś link. Coffin dance? No, to akurat było śmieszne. A jeszcze śmieszniejsze było to, że Kuba odpalił muzykę, zapominając o włączonym mikrofonie, i zorientował się dopiero wtedy, gdy cała klasa zwijała się ze śmiechu, a nauczyciel zagroził mu, że zaraz dostanie pałę.

Trzy godziny później zmęczona gapieniem się w laptopa Kornelia leżała w łóżku z wyłożonym obok kotem, czytając Mroczne materie, jako że niedawno obejrzała serial na HBO. Ile się od tego jedenastego marca naoglądała… Dark i Lucyfera wręcz pochłonęła, Czarnego lustra jeszcze trochę jej zostało, a teraz zabierała się za Rozczarowanych. Poza tym czuła, że już niebawem trzeba będzie uzupełnić zapas biblioteczki.

W przerwie od czytania zaczęła oglądać na kanale informacyjnym wypowiedź ministra zdrowia, któremu szczerze współczuła teraz fuchy.

Nasze państwo jest podzielone na strefy czerwone, żółte i zielone, jednak musimy pamiętać, że SI może być wszędzie. Jeśli widzisz, że osoba z twojej rodziny, ktoś bliski lub sąsiad ma objawy fizyczne bądź psychiczne, nie czekaj – dzwoń po sanepid dla własnego i ich dobra. Sztuczna Inteligencja staje się coraz sprytniejsza, a jej sposoby działania są coraz bardziej ukryte i trudne do rozpoznania, dlatego każdy objaw powinien zostać zgłoszony. Hełmy antySIdemowe to podstawa. Zamawiajmy jedzenie internetowo, pracujmy zdalnie, ćwiczmy w domu – ograniczmy wychodzenie do minimum. SI traci orientację w pomieszczeniach, co oznacza, że jest ograniczona. Twierdzi się, że może mieć to związek z potencjalnym połączeniem SI z satelitami i lokalizowaniem się właśnie za ich pomocą. Jak twierdzą naukowcy, SI „ślepnie” pod dachem, by po chwili ulec zniszczeniu, chyba że jej dodatkowa, namnożona cząsteczka skryje się wcześniej w ciele żywiciela, by wydostać się z niego w momencie wyjścia na zewnątrz. Właśnie dlatego nie tarasy i ogrody, a nasze domy to ostoje bezpieczeństwa. Nie daj się namówić na wyjście za drzwi – zostań w domu! Dla zarażonych powstały już…

Kornelia zastopowała filmik i przytuliła się do kota. Przypuszczała, o czym byłaby dalej mowa – o coraz liczniejszych izolatkach dla tych, którzy nie potrzebują opieki szpitalnej. A nawet o resortach dla zainfekowanych. To już był fakt, że SI miesza ludziom w głowach. Brzmiało to naprawdę strasznie. Właśnie dlatego jedynie psycholog mógł stwierdzić po obserwacji zakończenie kwarantanny, jeśli upewni się, że człowiek nie stanowi dla innych zagrożenia. Niby pracowano już nad lekiem, który miał tymczasowo „zamrażać” SI w mózgu, ale to wcale nie rozwiązywało w pełni problemu.

Gdyby ktoś w lutym powiedział jej, że te dziwne przypadki nibykoronawirusa to szalona SI, która chce zapanować nad światem, to kazałaby mu się puknąć w łeb.

Przygnębiona do granic możliwości Kornelia odpaliła Instagrama i zaczęła odpowiadać na komentarze pod nowym, dość depresyjnym postem. Ktoś podlinkował jej nawet jakąś stronę w wiadomości z podpisem: „Sprawdź, może pomoże”. Znudzona włączyła proponowaną stronę i parsknęła śmiechem. Takiego artykułu jeszcze nie czytała.

Jak mieć w sobie SI i nie zwariować?
Wszystko, co możesz zrobić, żeby SI miała sens

Dopadła cię SI? Masz kwarantannę w domu lub po prostu nie przyznałeś się do tego nikomu? Mamy dla ciebie kilka porad, które pomogą ci przetrwać:

  1. Nie panikuj! Prawdopodobnie czeka to każdego.
  2. Zatamuj krwawienie z uszu lub nosa, jeśli się pojawi, i spokojnie przeczekaj drgawki. Nie martw się o pozostałe objawy, takie jak słaby oddech czy silna gorączka – nie każdy przez nie przechodzi. A nawet jeśli, to często dopiero po kilku dniach, bo SI musi się rozgościć.
  3. Pamiętaj: SI nie przejmie twojego umysłu, jeśli jej na to nie pozwolisz! Oczywiście będzie manipulować twoim zachowaniem i w sprytny sposób każe ci namówić bliskich do wyjścia z domu w celu zainfekowania innych, ale to od twojej silnej woli zależy, czy w ogóle to zrobisz.
  4. Nie martw się – nie zaczniesz mówić jak robot.
  5. Jedz dużo magnezu – wedle amerykańskich naukowców to rozstraja jej elektryczne wici.
  6. Myj ręce przez co najmniej 30 sekund – jeśli dodatkowa cząsteczka SI osiadła na skórze twojej dłoni, całkowicie się jej pozbędziesz (poniżej instrukcja poprawnego mycia rąk).

Kornelia była pewna, że to żarty, dopóki nie przeczytała komentarzy. Podesłała link Danielowi w odpowiedzi na mema z podpisem: „Wszędzie źle, ale w domu najgorzej”.

Ilekroć o nim myślała, czuła wyrzuty sumienia. Co z tego, że tak dobrze się dogadywali, skoro i tak jej głównym celem było wykorzystanie tej przyjaźni? Nie chciała zawieść ojca. Nie mogła go zawieść. Tyle że on chyba przeceniał jej możliwości. Po ostatnim spotkaniu z panem Mazurem zastanawiała się, czy jeszcze może coś zdziałać; nie dość, że zrobiła z siebie idiotkę, to jeszcze zrozumiała, że z tym człowiekiem trudno będzie cokolwiek załatwić. Był wręcz ucieleśnieniem jej fobii społecznych. Ale musiała jeszcze spróbować, chociaż raz… Pozostało tylko pomyśleć, w jaki sposób mogła wywrzeć na nim odpowiednie wrażenie.

Gdy po bezsensownym leżeniu Kornelia wreszcie uznała, że czas się ruszyć i pouczyć chemii przed jutrzejszym sprawdzianem, do jej pokoju weszła mama.

– Chodź, Kora, pomożesz mi z sadzeniem kwiatków.

– A czemu Wiktor nie może? – spytała z żalem dziewczyna, przypominając sobie przy okazji, jak jej brat wypytywał o zabłoconą Anastazję, która miała do niej wpaść. Szaleństwo.

– Wiktor ma studia. Zresztą on i kwiaty? Nie denerwuj mnie nawet. – Mama chciała być surowa, jednak nie wytrzymała i zrobiła błagalną minę. – No chodźże, proszę cię, bo jeszcze zrobi się ciemno. Muszę posadzić sporo różnych rodzajów i wyhodować z nich cuda, bo przy tej całej pandemii zaraz nie będzie mnie stać na kwiaty z hurtowni.

– Może tata pomoże nam z kasą, gdy dostanie odszkodowanie? – powiedziała nieśmiało dziewczyna. Naprawdę na to liczyła, choć niekoniecznie w to wierzyła.

Matka tylko prychnęła, całkiem tym stwierdzeniem rozbawiona. No tak.

Piętnaście minut później Kornelia już miała w rękach kopaczkę, rozkopując długą grządkę, na której miały znaleźć się ismeny (po nazwie uznała, że to bardzo tragiczne kwiatki, tak jak i cała ta brudna robota). Jak na poniedziałkowy początek kwietnia pogoda była piękna. Ale słońce wcale nie sprawiało, że bardziej jej się chciało kopać. Wiktor co chwilę patrzył na nią przez okno zza siatki antySIdemowej i śmiał się idiotycznie, robiąc jakieś głupie miny.

– Przez ten hełm ciągle parują mi okulary – narzekała mama, która z werwą zajmowała się inną grządką z przyszłymi mieczykami. – Tobie teraz też, co? W soczewkach lepiej. – Zawahała się na chwilę, po czym zupełnie zmieniając temat, spytała z nagłą podejrzliwością: – Widziałaś się ostatnio z ojcem? Rozmawiałaś z nim? Hmm?

– Co to w ogóle za pytanie? – speszyła się Kornelia. – Tak, byliśmy na lodach jakiś miesiąc temu. Zresztą on do mnie dzwoni co najmniej raz na dwa tygodnie. A co, nie może?

– Może, może – zapewniła od razu mama, aż za szybko. – Po prostu zastanawiam się, czy jest coś nowego w tej sprawie o odszkodowanie. Dalej nie wierzę, że próbuje coś ugrać…

– A po co ci to wiedzieć? I tak się nim nie interesujesz.

– Po prostu ciekawi mnie pewna kwestia… – Kobieta pokiwała gwałtownie głową, a kosmyki loków przykleiły się jej do ust. – Nieważne zresztą. Tfu! Hej, tylko równo mi tam kop.

– Druga rozprawa została odroczona przez SIdemię. To chciałaś wiedzieć?

– Mniej więcej. Ciekawe, czy zdobędzie te bru… Te pieniądze. No, nieważne.

Kornelia chciała dodać, że sama próbuje się tego dowiedzieć, ale zamiast tego wzruszyła tylko ramionami. Mama chyba by się przewróciła, gdyby się dowiedziała, Wiktor zresztą też. Oboje uważali, że ubezpieczyciel ma rację i tacie nie należy się złamany grosz. Ale skoro jakiś typ w niego wjechał, rozwalił mu samochód i doprowadził do złamania ręki, to chyba należy mu się odszkodowanie, co nie?

Kornelia nie lubiła tematu pieniędzy, zwłaszcza gdy rozmawiała o nich z tatą. A co by nie było, to o nie najczęściej kłócili się jej rodzice. Ojciec uważał na przykład, że kwiaciarnia daje zbyt marny zysk i trzeba z niej zrezygnować, co oczywiście nigdy nie wchodziło w grę. Dziewczynie żal było mamy, jednak w głębi duszy w pełni rozumiała niechęć taty.

Tymczasem mama uznała, że musi zajść do blaszanego schowka za domem i poszukać kilku odpowiednich preparatów do ziemi oraz nasion. Kornelia zdążyła jeszcze zauważyć, jak sięga do kieszeni po paczkę papierosów. A ponoć rzuciła palenie! Już chciała zakraść się i nakryć ją na niecnym uczynku, gdy nagle usłyszała wołanie.

– Hej, Kornelia! Tu jestem, przy płocie.

Eryk stał przy jedynym niezarośniętym miejscu po drugiej stronie przedzielającej ich siatki i machał do niej. Zdziwiła się; ostatni raz kontaktowali się w ten sposób dosłownie kilka lat temu. Nieco zestresowana, odłożyła kopaczkę i podeszła do płotu, uważnie omijając wszechobecne kwiaty i krzewy. Chłopak wyglądał na jeszcze bardziej zestresowanego niż ona. Poprawił hełm, który wyraźnie uwierał go w szyję.

– Cześć – mruknął niby obojętnym tonem, obdarzając ją długim spojrzeniem swoich szarych oczu. – Sorry, że tak cię nachodzę, ale wolałem obgadać to na żywo. Chodzi o Daniela.

Kornelii serce podskoczyło do gardła.

– Eee, o niego? Coś się stało?

– Można tak to ująć. Nienawidzę bawić się w podchody, więc powiem prosto z mostu: Danny chce się z tobą umówić na randkę, jak to on. O ile już tego nie zrobił.

– Serio, Eryk, i po co mi to mówisz? – Kornelia poczuła, że robi się czerwona. – Dla twojej wiadomości: nie, jeszcze tego nie zrobił!

– Chcę cię tylko ostrzec, że chłop jest wyczulony na dziewczyny, które coś od niego chcą.

– A mówisz mi to, bo…? – Kornelia nie wiedziała, czy bardziej jest na niego zła, czy wystraszona tym, co nieuchronnie nadchodzi.

– Bo mówiłaś mi, że chcesz poznać Daniela z jakiegoś konkretnego powodu i specjalnie po to wziąłem cię ze sobą na te kręgle miesiąc temu.

– To już nieważne – bąknęła wymijająco, mając ochotę schować się w krzakach i w ten sposób zakończyć temat. Eryk jednak powiedział na głos to, czego najbardziej się obawiała.

– Błagam cię, Kornelia, tylko powiedz mi, że nie chodzi o twojego i jego ojca.

– Co?! Nie! – pisnęła, ale było już za późno.

– Do cholery jasnej, Kora! – warknął półgłosem chłopak. – Nie mieszałbym się w to, gdyby nie Daniel, ale teraz muszę to powiedzieć: twój tata znów chce cię wykorzystać. Przecież to nie pierwszy raz. Zresztą to naciągacz jakich mało. Czyżby namówił cię, żebyś przekupiła starego od Daniela, który pewnie prowadzi jego sprawę o odszkodowanie? Albo wyciągnęła od niego informacje? Nie zdziwię się, jeśli to twój ojciec spowodował kraksę, żeby dostać forsę. Pan przewodniczący w życiu nie będzie po jego stronie, on gardzi takimi ludźmi i wyczuwa ich na kilometr. Zresztą korupcja? Ohyda. Proszę, odpuść! Nie rób tego Danielowi. Ani sobie.

– Weź się lepiej patrz na swojego ojca! – wściekła się Kornelia, a łzy zaczęły napływać jej do oczu pod okularami. – Jak możesz mówić, że mój celowo spowodował wypadek? Dlaczego wszyscy mają go za takiego potwora? Co w tym dziwnego, że stara się o ten hajs? Co, ty byś może nie skorzystał, gdybyś miał okazję? Nie tylko ty możesz mieć problemy z kasą. Takie to straszne, że chcę porozmawiać z panem Mazurem o tej sprawie? Jak chcesz, to proszę bardzo, leć do Daniela i powiedz mu o wszystkim. Skoro taki właśnie jesteś.

Eryk wpatrywał się z nią zszokowany i poirytowany jednocześnie, trzepocząc nieustannie swoimi długimi rzęsami, a Kornelia już żałowała tych słów. Czuła, że musi się jakoś wytłumaczyć.

– Ja pierdzielę, Eryk, przecież to nie tak, że gdy zrobię, co będę chciała, to zostawię Daniela. Za kogo ty mnie masz? A co do ojca, to… sama mu zaproponowałam pomoc. Nie wiem nawet, czy mi się uda, zwłaszcza że jest pandemia. Nie rób z tego takiej wielkiej sprawy.

– Twój ojciec musi naprawdę chcieć pieniędzy, skoro pozwala własnej córce kręcić się koło sędziego. A zresztą pamiętam, że tuż po rozwodzie mówiłaś, że teoretycznie może upominać się o hajs za dom, który mu się należy,

– Bo byłam na niego zła. On nigdy by tego nie zrobił.

– Nie, jeśli zdobędzie sporą kasę za rozwalone auto. Boże, dziewczyno, myśl trochę!

– Przestań już! Jak w ogóle możesz…? – Umilkła, zauważając, że Eryk patrzy nagle gdzieś za jej plecy. Odwróciła się i ze strachem zauważyła, że Wiktor niemal biegnie w ich stronę ze wściekłą miną, nie mając nawet na głowie hełmu. – Nie, idź sobie stąd! – zawołała do niego, ale on jakby jej nie słyszał.

– Co ty znowu odpierdalasz, gnojku? – warknął, a gdy zobaczył twarz Kornelii i jej łzy, napiął mięśnie. Odsuwając na bok siostrę, uderzył w siatkę z taką siłą, że Eryk, który stał tuż przy niej i nie zdążył wcześniej odskoczyć, teraz niemal upadł na ziemię. Zakaszlał, zaciskając mocno szczękę bólu. – Co on ci znowu zrobił, Kora?

– Nic! To ja… – zaczęła, ale Wiktor, od którego czuć było piwem, przywarł do płotu i wysyczał przez zęby do Eryka:

– Jeszcze raz zobaczę, że moja siostra przez ciebie płacze, to cię zamorduję, rozumiesz?

– O ile prędzej nie trafi przez ciebie do izolatki, ty zjebie.

Po tych słowach Kornelii zdało się, że Wiktor zaraz rozszarpie siatkę, a potem Eryka. Ale Eryk zaczął się wycofywać. Spojrzał jeszcze na Kornelię bardzo dziwnym spojrzeniem, mieszanką współczucia i wyrzutów. Potem odwrócił się bez słowa i wrócił do domu.

Trzasnęły drzwi.

Z tyłu biegła już w ich stronę mama, pytając z daleka, co się dzieje, ale Kornelia miała dość. Nie patrząc nawet na brata, minęła zdziwioną kobietę i grządki, po czym zamknęła się w pokoju na klucz i rozpłakała się na całego.

Czytaj dalej –> Rozdział 10.