
Z życia grabarza
– Może wiele jest przede mną,
może wiele do odkrycia,
ale jedno wiem na pewno:
grabarz w pracy nie ma życia.
– Szuuukaaam! Ależ jestem ciekaw,
gdzie się babka pochowała…
– Marian, dosyć. Obiad czeka.
Wróć z cmentarza. Zostaw ciała!
– Hej! Co tak leżysz? Chodź na imprezę!
Nie chcesz? No Krzysiek! Tak mam ochotę…
Coś taki sztywny? Krzysiek…? Nie wierzę…
Ech, no i znowu praca w sobotę.
– Czas na frajdę! Aniu, Stachu,
kto chce ze mną iść do piachu?
Mam łopatkę tam schowaną…
– Tata znowu straszy! Mamooo!
– Ależ, Beata, piękne masz ciało!
Ten rozkład oczu… Cera jak mleko…
Chociaż cię nie znam, wciąż mi cię mało!
– Marian, daj spokój. Zamknij już wieko.
– Podaj mi, Radek, krem z ubikacji.
Skórę mam suchą od tej odzieży.
– Ja bym cię mógł dziś poddać kremacji…
– Serio? Hej, Radziu… Co się tak szczerzysz?
– Serce kobiety pełne jest szyku.
Tak delikatne, czyste, dość małe…
– Tak myślisz, Wiesiu? Mój romantyku…
– Wiem to z autopsji. Wczoraj widziałem.
– Nie chcę się kłócić – klient jest cenny –
ale te fuchy, i to w tych cenach…
– Lepiej już zakop topór wojenny.
Tuż koło trumny. Tak jak chciał denat.
– Ach, taka miłość już się nie zdarza…
Skarbie, chcę kochać cię aż po grób!
– Lecz dochodzimy już do cmentarza…
– Więc ciesz się chwilą i zamknij dziób.
– Panie doktorze, mam dziwy fetysz,
bo bardzo lubię sztywne kobiety.
– Wie pan, bywali więksi dziwacy.
– Tak? Uff. Dziękuję. Wracam do pracy.
– Och, Czarek, drżę aż przy tobie cała…
Powiedz mi, proszę, coś niegrzecznego…
– Pragnę cię tylko dla twego ciała!
Hej, dokąd idziesz? Cóż, tak że tego…
– Wow, ta impreza była szalona!
Adaś wciąż pije, obok wymioty…
Hej, patrz: Krzyś chyba zaliczył zgona!
– I to cię śmieszy? Już, do roboty.
– Dzień dobry, szefie, mam obserwację,
że wciąż odchodzą od nas klienci…
– Świetnie, czas sobie zrobić wakacje,
skoro nasz biznes znowu się kręci!
– Nie dość, że pełną mamy lodówkę,
to jeszcze chłodem ciągnie po plecach…
– Wiem, jak rozwiązać tę łamigłówkę:
dołóżże wreszcie do tego pieca!
– Jestem teraz w wielkim dołku.
Czas już na gruntowne zmiany.
Bierz łopatę, Władek, ciołku,
ten grób ma być zakopany!
– Najpierw chłodna dla mnie byłaś,
potem mnie rozgrzałaś żarem,
lecz się szybko wypaliłaś…
Cyk – do urny prochy szare!
– Dosyć już się namęczyłem.
Rzucam pracę. Jesteś dumny?
– Ależ Piotr, to gwóźdź do trumny!
– Super, dzięki, bo zgubiłem!
– Jak to ująć… Nie potrafię…
Muszę ci coś wyznać, Aniu…
– Mówisz, że masz trupa w szafie?
– Tak to wyszło przy tym chlaniu…
– Ty znasz cmentarz jak niewielu.
Jak mam, Marian, dojść do dziadka?
– Prosto po trupach do celu.
– Praca z tobą to jest gratka!
– Co ty robisz, Chryste, Panie?!
– Może trochę to dziecinne,
lecz się boję, że on wstanie…
No to dmucham więc na zimne.
– Hej, Tadek, może zagrasz dziś w kości?
– Fuj! Chcesz znów dostać od szefa burę?
Nie chcę się bawić w te okropności!
Wolę rysować martwą naturę.
– Czuję się, Marku, martwy jak trup.
Ten alkoholizm, długi przez spadek…
– Sam sobie, Wiesiu, kopiesz swój grób…
– A to na wszelki tylko wypadek.
– Wiesz już, że żonę swą pochowałem?
Sam ją do trumny ciasnej wkładałem…
– Och, tak mi przykro… Kiedy umarła?
– Nie wiem, bo rano jeszcze się darła.
– Psst, mam towar! Jaki wolisz?
Jednodniowy? Wiesz, polecam!
– Świeży, jeśli mi pozwolisz…
– Dobra, idę więc do pieca.
– Gdzieś mam, Wiesiek, listę zgonów.
Na wybory! Już! Przyspieszaj!
– Po co? Mamy urnę w domu.
– Ale babki w to nie mieszaj!
– Nadal nas nie stać na instrumenty.
Czy się doczekam, mężu kochany?
– Jeśli masz zamiar robić mi wstręty,
to ci przyniosę z pracy organy!
W pracy grabarz ma mało życia
Dlaczego kawały o grabarzach są zabawne? Ano bo grabarz nie ma lekko. Jest wiele sytuacji w życiu, które są dla niego dwuznaczne. Stara się wówczas zachować śmiertelną powagę, jednakże czasem rozkłada ręce i chichocze pod nosem. Niekiedy w jego pracy panuje grobowa atmosfera, a czasem jest gorąco jak w piecu, ale cóż może na to poradzić? Nawet gdy jest w dołku, to ma związane ręce, w końcu to część jego pracy. Bywa, że nie układa mu się w miłości, nawet gdy mu obiecano miłość aż po grób – wówczas przychodzi czas na wyznanie grabarza. Nie narzeka jednak i w razie czego szybko zakopuje topór wojenny. Miejsce w ziemi zawsze się znajdzie.
Żarty o grabarzach z czarnym humorem
Krótkie wierszyki o grabarzach są przepełnione dwuznacznościami i grą słów. Nie ma się co oszukiwać – branża pochówkowa daje szerokie pole do popisu. Czarny humor porusza tematy tabu, bawi się absurdem i wprawia ludzi w zakłopotanie połączone z kryjącym się gdzieś na twarzy uśmieszkiem. Jeśli spodobały Ci się zabawne wiersze z życia grabarza, koniecznie sprawdź jeszcze: