SIdemia
3. Będzie dobrze…
– Jakich to ja czasów, Anastusiu, dożyłam – powiedziała białowłosa babcia Stasia, kiwając się na swoim starym, bujanym fotelu. – Gdzie to, żebym nie mogła wyjść spokojnie do własnego ogrodu i posiać trochę nowych pomidorków…
– To świństwo tu nie dojdzie, babciu – zaoponowała zaraz Anastazja, popijają ciepłą, babciną herbatę i odkładając chwilowo kawałek babcinego serniczka. – Nie odważyłoby się wejść do naszego ogródka. Mówię ci.
– Wytłumaczysz mi raz jeszcze, co to jest ta inteligencja…?
– To taki jakby wirus, który przemieszcza się w powietrzu i wchodzi ludziom do głowy. Nie wiadomo, jaki ma cel, ale coraz więcej słyszy się o tym, że trochę mieszka w głowie i zleca namawianie innych do wyjścia na zewnątrz. Tak żeby mogła zainfekować kolejne osoby. Aha, i nie może przebywać w pomieszczeniach. Ech, mówię ci, babcia, to wszystko jest raczej niemożliwe. Niby są dowody, ale serio? Prawdziwa SI powinna, nie wiem, przejmować nasze ciała, a nie powodować dreszcze czy krew z nosa i sugerować, żebyśmy wyciągali bliskich na dwór…
Staruszka chyba nie do końca to rozumiała. Nie ma się co dziwić, jej demencja ostatnio szybko się pogłębiała.
– Nie wychodź nigdzie, Anastusiu. Przynajmniej nie bez tego hełmu…
– Kwarantanny jeszcze nie ma – zaczęła dziewczyna, ale widząc minę babci, zaraz dodała radośnie: – Nie martw się, będzie dobrze! Wiesz, ile teraz mam czasu? Bez tej głupiej szkoły mogę nadrobić wszystko to, co wcześniej zaczęłam.
– Bylebyś nie przesiadywała na tym telefonie – przestrzegła ją babcia, patrząc na nią swymi jasnoszarymi, jakby wyblakłymi oczami. – Bo jeszcze inteligencja cię dorwie.
– To nie działa przecież w ten sposób.
– To w jaki?
Anastazja powstrzymała się od westchnięcia.
Pół godziny później schodziła już na parter (babcia mieszkała na drugim piętrze), sprawdzając przy okazji komentarze na Twitterze i jednocześnie odpisując kilku osobom na Messengerze. Nawet Eryk odezwał się po kilku godzinach od wyświetlenia.
W ogóle jak po papier, to nie do Lidla, bo pan przewodniczący porwał ostatnią paczkę.
Nucąc w głowie znaną przygrywkę sklepu, odpisała:
Białego czy szarego? xd
Odpisał niemal od razu:
Sama sugestia szarego to zniewaga jego imienia, wstydź się.
Anastazja zaśmiała się głośno. Wolała go nawet nie pytać, skąd ta jego zaciekłość; i tak by jej nie powiedział. Jak na ironię, zwierzał się chyba tylko Danielowi. No właśnie, Kornelia pewnie też zacznie się zwierzać Danielowi. Ponoć sama zaprosiła go do znajomych na Fejsie! A ona to co? Nie dość poświęca przyjaciołom uwagi?
Znów zganiła się w myślach za swoją bezpodstawną i idiotyczną zazdrość.
Nagle wpadła jej do głowy pewna myśl: może sama powinna do niej napisać? Może się polubią i wszystko będzie dobrze? Bez większego zastanawiania wystukała do niej zwykłe: „Hej, co tam? Jak Ci tam w tych chorych czasach?”. Potem odłożyła telefon, pogłaskała z czułością siedzącego w klatce Banusia – ukochanego królika miniaturkę – aż wreszcie włączyła na telewizorze „Hity lat 2000” i w akompaniamencie Lady Gagi zaczęła obierać ziemniaki.
Mama, pulchna, rumiana kobieta z niezawodnym kokiem z tyłu głowy, przyszła z przedszkola razem z jej pięcioletnią siostrą Olką godzinę później, całując ją w policzek.
– Założyłam pierwszy raz hełm, ale było śmiesznie! – zawołała Ola, przytulając Anastazję mocno. – Mama obiecała mi taki z różowym filtrem, jak będę grzeczna. Czyli już! No nie?
– Nie. Idź się lepiej przebrać i umyj ręce – pokiwała głową dziewczyna, patrząc z uśmiechem na blondwłosą, pełną energii chudą siostrę. – Obiad czeka. Mielone z mizerią.
Gdy Olka wybiegła po schodach, mama zdjęła maskę szczęśliwej mamusi.
– I po przedszkolu. Po prostu świetnie. Wszystko zamykają. To się Ola nacieszyła…
– Przynajmniej sobie odpoczniesz od tych wszystkich bachorków. A Olce zrobimy przedszkole domowe. Będę za panią Ulę.
– Jeszcze za tymi bachorkami zatęsknię – przyznała mama, nakładając obiad.
Bycie opiekunką idealnie pasowało do jej zarówno stanowczego, jak i pełnego troski usposobienia, ale czasem (nie, często) krzyki dzieciaków mogły wykończyć. Już sama Olka bywała męcząca. Dlatego Anastazja starała się zawsze wyręczać mamę z różnych robótek, jeśli tylko miała czas. Dzięki temu umiała nieźle gotować, robić pranie, prasować, a nawet szyć. A teraz zapowiadało się, że czasu akurat jej nie zabraknie.
– Ciekawe, czy tacie zamkną serwis. Boże, za dwa tygodnie będziemy się mieli po dziurki w nosie. – Anastazja uśmiechnęła się pod nosem. – A co wyjazdem do Wiednia?
– Wszystko trzeba odwołać – mruknęła mama. – O Chryste… Ciekawe, czy Zośce uda się zrobić to wesele w maju. Trzeba też będzie koniecznie uważać na tę naszą babcię…
Gdy chwilę później Olka z hukiem zeskoczyła z dwóch ostatnich schodków i wpadła do kuchni, mama zmieniła szybko temat na jakieś przedszkolne sprawy. Po piętnastu minutach słuchania przy jedzeniu głupawych opowieści siostry o tych fajnych i niefajnych kolegach z przedszkola Anastazja uznała, że czas skorzystać z wolnych chwil i pobiegać, zanim później zabierze się za generalne sprzątanie swojego pokoju i zabłądzi na YouTubie.
Uczesana w kucyka i zapięta w czerwoną, sportową kurtkę, chciała ukryć swój wypad przed siostrą, przemykając niepostrzeżenie. Ale ta już czekała na nią przy drzwiach.
– Gdzie idziesz? Nie powinno się teraz wychodzić!
– Nic ci do tego – zdenerwowała się Anastazja. – Mogę sobie wychodzić, gdzie chcę.
– Jestem służką Tajemnego Przeciwnika SI, władczynią tych drzwi. Nie przejdziesz! – zacytowała piskliwie podsłuchany z filmu tekst Olka. – A przynajmniej nie bez hełmu.
– Hełmy są od jutra, dziś mogę bez. Weźże się przesuń, ty mała…
– Mamaaa! Ana idzie na zewnątrz bez hełmu!
Zanim Anastazja zdążyła zrobić siostrze coś złego, przyszła mama, założyła ręce na obfitym biuście i pokiwała głową.
– Ty się, Olka, nie drzyj, a ty, droga panno, zakładaj hełm, tak jak ci wcześniej mówiłam. I nie waż mi się bez niego biegać!
Dziewczyna przeklęła w myślach i obdarzyła siostrę morderczym spojrzeniem. Z miną męczennika wzięła z półki obok czekający na nią przezroczysty hełm za ponad stówę, stworzony z na tyle elastycznego materiału, że łatwo dało się go wygiąć i podrapać w nos. Był dość lekki; z przodu na wysokości ust i nosa miał filtr, szerszy na dole i zwężający się u górze na kształt gruszki, który według naukowców nie przepuszczał nic prócz tlenu i dwutlenku węgla; cząsteczki SI były ponoć trochę od nich większe. Hełm posiadał dodatkowo regulator, który pozwalał przybrać dokładny kształt szyi bez zbytniego uciskania, nie drażniąc przy tym skóry dzięki miękkiemu materiałowi.
– OMG. – Anastazja po założeniu hełmu spojrzała do lustra i wydęła w zażenowaniu górną wargę. – Jakbym była jakąś rybą. Nawet głos mam stłumiony. Masakra.
– Najważniejsze jest bezpieczeństwo. – Mama się uśmiechnęła, a dziewczyna była niemal pewna, że wyczuła w jej głosie nutkę ironii.
Zła na cały świat wyszła do niewielkiego ogrodu, którego jedną część stanowił plac zabaw Olki, a drugą sad składający się m.in. z kilku jabłonek i wiśni, dwóch grusz oraz jednej śliwy, z których to powstawały co roku pyszne powidła, kompoty i soki. Gdy tylko przekroczyła zasłonięty tujami płot, natychmiast zdjęła hełm, oddychając głęboko z ulgą i jednocześnie sprawdzając wiadomości na telefonie. Daniel wysłał jej jakiegoś mema, Paulina przyznała, że trochę panikuje, a Kornelia… A Kornelia nic! Mimo że była dostępna piętnaście minut temu. Co za menda…
Obrażona na całego Anastazja zaczęła oddalać się od domu, zakładając na uszy słuchawki i włączając playlistę zespołu Coldplay, jednak wiedziona intuicją odwróciła się jeszcze za siebie. Zdążyła zauważyć, jak babcia odsuwa się od okna. Mimo że policzki trochę jej poczerwieniały, nie wróciła się po hełm, który zostawiła w krzakach. Co to, to nie.
Mieszkała na obrzeżach miasta, u podnóża gór, dzięki czemu bieganie tutaj było czystą przyjemnością, po urokliwych dróżkach, przy rzece czy lasku, przez który zamierzała przebiec. Szybko wpadła w znany sobie rytm biegu, jak zwykle zsynchronizowany z muzyką, czując przy tym odprężenie i wolność oraz rozkoszując się promieniami zachodzącego powoli słońca. Przez las przechodziło kilku spacerowiczów, większość z hełmami, ale nie zwracała na nich uwagi. Bieg był jej prywatnym rytuałem. No, chyba że akurat robiła to z kimś.
Nagle przyszła jej do głowy mieszkająca jakiś kilometr stąd Paulina, dobra koleżanka z klasy, która cholernie bała się SIdemii, jakby naprawdę było czego. Ale przecież pobiegać z nią na odludziu raczej będzie chciała? No pewnie. Anastazja odbiła więc w lewo w stronę głównej drogi, kierując się do jej domu.
Dobiegła w umiarkowanym tempie w niecałe cztery minuty. Nieźle! Starawy dom Pauliny o niezbyt ładnych, szarych ścianach raczej nie wyglądał zachęcająco (w środku też), ale nie miała zamiaru dzwonić do drzwi. Łapiąc oddech po biegu, wybrała numer koleżanki.
– Hejka, co jest? Wszystko dobrze? – odezwała się z lękiem Paulina.
– Tak, wszystko spoko, ale mam prośbę: jeśli jesteś w pokoju, to weź spójrz przez okno.
– Co ty tu robisz? – powiedziała po kilku sekundach Paulina, pokazując zza szyby swoją piegowatą twarz. – Nie masz hełmu!
– Wyszłam tylko pobiegać. Idziesz też się przewietrzyć, zanim na dobre nas zamkną? No chodź! Jest całkiem ciepło.
Dostrzegła z daleka, jak jej koleżanka otwiera szerzej oczy i unosi brwi.
– Czy ty mnie właśnie namawiasz do wyjścia na zewnątrz? – spytała ze strachem, ale zaraz potem jej ton nabrał wzburzenia. – Idź stąd, Nastka, słyszysz? Idź i zrób sobie lepiej tomografię. Rany boskie…
Anastazję zamurowało. Zaczęła coś mówić, ale zorientowała się, że Paulina nie tylko zniknęła z okna, ale i się rozłączyła.
– Puknij się w łeb! – krzyknęła jeszcze do niej, mimo że wiedziała, że i tak jej nie słyszy.
Co za idiotyczna sytuacja! Odechciało jej się wszystkiego. Żal, żal, żal! Zaczęła biec z powrotem do siebie. Miała ochotę zadzwonić do Daniela i o wszystkim mu powiedzieć, ale z drugiej strony może był gdzieś teraz z Kornelią? O, może temu jej nie odpisywała? Wbiegając na chodnik i wracając na główną drogę, wyjęła telefon i odpaliła Messengera. A tam…
Hej, fajnie, że piszesz J U mnie ok, ulga od szkoły, ciekawe, na jak długo, a co u Ciebie?
Anastazja uznała, że nie jest już na Kornelię obrażona i wszystko byłoby pięknie, gdyby tej miłej wiadomości nie towarzyszył przy okazji słup elektryczny. Zagapiona w ekran Samsunga przywaliła w niego tak mocno, że aż pociemniało jej przed oczami, natomiast nos eksplodował bólem. Szybko zorientowała się, że cieknie z niego krew. Miała ochotę rozpłakać się z bólu i wściekłości na samą siebie, ale zamiast tego przyłożyła dłoń do nosa i zaczęła szukać po kieszeniach chusteczki. Nie miała żadnej. Zrozpaczona, rozejrzała się wokół za czymkolwiek lub kimkolwiek. Zaważyła, że w jej stronę idzie jakaś kobieta z wózkiem.
– Przepraszam! – zaczęła wołać już z daleka. – Błagam, czy ma pani chusteczkę?
Kobieta z początku przytaknęła, ale gdy dostrzegła krew z nosa, gwałtownie odwróciła się w tył i popchała wózek dwa razy szybciej. Przechodzień z drugiej strony zrobił to samo. Auta dosłownie omijały ją łukiem, a ludzie byli zbyt wystraszeni, by odważyć się jej pomóc.
I wtedy Anastazja wybuchła płaczem. Usiadłszy na trawie i ściskając nos, który na szczęście nie był złamany, zadzwoniła po swojego tatę, trzęsąc się z nagłego chłodu. Zanim ojciec przyjechał, jakiś młody chłopak rzucił jej z odległości kilkunastu metrów paczkę chusteczek i uciekł, jakby się za nim paliło. Dopiero wtedy zdołała zatamować krwawienie.
Srebrna Honda nadjechała po blisko dziesięciu minutach. Anastazja weszła do środka i od razu zaczęła się z płaczem tłumaczyć, ale jej tata, wyrozumiały, spokojny człowiek z pokaźnym wąsem, jeszcze brudny od samochodowego smaru, tylko pokiwał głową.
– Ważne, że nic ci nie jest. I że nie zacząłem pić piwka, które sobie tworzyłem – powiedział, podając jej wodę i przy okazji skręcając w boczną uliczkę do domu. – Ale musisz zrozumieć, Ana, że żarty się skończyły. Czy ci się to podoba, czy nie, od teraz nigdy nie zdejmiesz hełmu na terenie otwartym. Myśl sobie o SI co chcesz, ale powinnaś się pilnować choćby przez wzgląd na babcię. Jasne? Aha, i ani słowa mamie. Myśli, że pojechałem po ciebie, bo za daleko się wybrałaś. Tylko spróbuj się doprowadzić do porządku, okej, młoda?
Anastazja uśmiechnęła się szeroko przez łzy, pociągając przy tym obolałym nosem.
– Dzięki, tato, jesteś najlepszy.
Odwzajemnił uśmiech, jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że w głębi duszy ma do niej wielki wyrzut. I raczej nie za to otwarte piwo.