
Bez ograniczeń
To opowiadanie o pewnym dziennikarzu, który wkracza pod przykrywką do zakazanego parku rozrywki, w którym można bawić się bez ograniczeń. W tym – wykorzystywać wszechobecne humanoidalne roboty.
Uwaga dla wrażliwych: opowiadanie jest dość brutalne!
I
Axel udawał rozluźnionego. Axel w ogóle udawał. Udawał nieustannie, już od kilku lat, choć było to nic w porównaniu z udawaniem, które czekało go przez następne trzy doby.
Ale był na to gotowy.
Humanoidalny robot polecił mu, by wszedł do kapsuły, która miała prześwietlić go dokładnie w poszukiwaniu wszelkich ukrytych sprzętów, a prócz tego sprawdzała jego poziom stresu. Nic nie mogło się ukryć. Nic prócz przezroczystej, mikroskopijnej, wykonanej ze specjalnego materiału kamerki, czyli ultranowoczesnego produktu, który nie wszedł jeszcze na rynek. Axel, dziennikarz ze specjalną misją, misją na skalę państwową, jeśli nie światową, dostał tę kamerkę przedpremierowo. Nie była jeszcze w pełni sprawna, bo nie streamingowała na żywo dla agencji tego, co widział. Ale nagrywała nieustannie i gdy już będzie po wszystkim, Axel przekaże swoim pracodawcom cenne kilkadziesiąt godzin nagrań.
Tymczasem zdjął z siebie wszystkie ubrania, wyrównał oddech i wszedł do kapsuły. Ćwiczył opanowywanie stresu miesiącami. Gdyby maszyna wyłapała szybciej bijące serce lub drżenie rąk, nabrano by podejrzeń, że jednak coś ukrywa. Opanowany, czekał minutę w zamknięciu, aż kapsuła zrobi swoje. Oczywiście nic nie wykryła. Nie spodziewał się innego wyniku. A potem wyszedł, otrzymał od robota tymczasowy zestaw ubrań – zwykły biały kombinezon, który włożył – i ruszył dalej.
Od tego momentu nie miał już przy sobie nic swojego poza ciałem. Wszystko oferował mu park nowoczesnej rozrywki, najbardziej strzeżony na świecie Roboland. Gdy przekroczy jego granicę, niemal wszystko będzie już dozwolone. Niemal, bo nie może zabić ani poważnie okaleczyć żadnego z dwudziestu dziewięciu pozostałych klientów parku, którzy załapali się na majową turę. Ale to nie było istotne. Do Robolandu nie przychodziło się po to, by wyżywać się na elitarnych milionerach, których stać na taką rozrywkę. Do Robolandu przychodziło się, by wyżywać się na robotach. A jeśli Axel i jego przełożeni mieli rację, ten konkretny park robotów, tak zwany Deluxe, oceniany najlepiej na całym świecie, jako jedyny oferował znacznie więcej. Na tyle, że zakrawało to na poważną, wielopoziomową zbrodnię.
Axel wszedł do kolejnego pomieszczenia kontrolnego, w którym dwóch innych ludzi w tym samym co on stroju czytało właśnie i podpisywało ostatnie pisemka na wirtualnych ekranach. Dostał od robota czytnik, który wyświetlił mu jego prawa, ostrzeżenia i notkę dotyczącą zachowania poufności pod groźbą śmierci. Axel machnął palcem podpis. Znał ryzyko. Ale i znał swoich przełożonych. Będą go chronić do samego końca, bo leży to w ich interesie.
Sześć lat przygotowań i wkręcania się w elitarne środowisko bogaczy. Sześć lat uciążliwego działania pod przykrywką. Aż wreszcie się udało. Dostał się na odpowiednią, wyznaczoną przez agencję turę, na listę wybrańców, którzy odwiedzają Roboland. Ten Roboland. Park działał tylko dwanaście razy w roku, trzy dni w miesiącu, zawsze dla zamkniętej grupy trzydziestu osób. Reszta miesiąca była czasem na doprowadzenie tego miejsca do pierwotnego stanu. Park zaś skrywał się pod ogromną kopułą na leśnym odludziu Ameryki Południowej.
Wreszcie wszedł do przedostatniego pomieszczenia, czyli garderoby. Cybernetyczne ubrania na miarę końca dwudziestego pierwszego wieku wprawiły go w zachwyt. Były dostosowane do jego wymiarów. I do jego ksywki. Każdy miał tu ksywkę, zazwyczaj jakąś wymyślną i głupią. On nazwał siebie Electro. I takie też ubrania dostał: niebieskie, błyszczące, emanujące tak zwanym bezpiecznym prądem, świecące w ciemności. Wybrał jednak względnie neutralny zestaw, czyli granatowy płaszcz wyściełany jarzącymi się błyskawicami, do tego czarny kombinezon z wibrującego materiału masującego delikatnie mięśnie, a także falisty kapelusz, pod którym planował kryć twarz. Miał się nie wyróżniać. Miał się wtopić w tłum. I miał obserwować.
W końcu dołączył do gotowych już gości czekających przed głównym wejściem do parku. Od różnorodności kolorystycznej i przepychu strojów aż zawirowało mu w głowie. Szybko zauważył swój główny cel misji. Martinez Losta, znany i bardzo wpływowy polityk, tak jak większość tutejszych osobistości dokonał tymczasowej korekty twarzy, by nikt go nie rozpoznał. Ale Axel doskonale wiedział, z kim ma do czynienia. Z zepsutym zbrodniarzem i nietykalnym manipulantem, którego można było załatwić tylko czymś naprawdę skandalicznym. A wizyta w Robolandzie, i to Robolandzie Deluxe, mogła się do tego przyczynić. Losta, o pseudonimie Cobra, pełen mieniących się, ciemnozielonych łusek i z okazałym kołnierzem swojego palto, który przypominał szyjny kaptur węża, reprezentował się równie ślisko i jadowicie jak co dzień.
Axel wdał się dla niepoznaki w luźną rozmowę na temat oczekiwań od Robolandu z kilkoma zdeprawowanymi bogaczami, jednak na szczęście nie trwała ona zbyt długo. Gdy tylko zebrało się trzydzieścioro klientów, sam właściciel placówki, niejaki Golder de Louge, zaszczycił ich swoją obecnością, stając przed szklanym wejściem do parku. Jego czarne, choć połyskujące na złoto włosy oraz złoty garnitur z diamentową muszką błyszczały tak, że aż głowa bolała.
– Moi drodzy, wyjątkowi goście – powiedział donośnym, dźwięcznym głosem Golder, ukazując złote zęby. Szkoda, że nawet skóry nie ma złotej, pomyślał Axel. – Wiem, że długo czekaliście na to, by się tu znaleźć. Ale obiecuję wam, że nie zawiedziecie się. W Robolandzie Deluxe możecie spełnić wszystkie wasze najgłębsze pragnienia. Nikt was nie będzie oceniał, nikt też się o niczym nie dowie. Zapewniam was, że po wizycie w moim Robolandzie każdy wychodzi spełniony i gotowy, by wrócić do nudnego życia. Nie przedłużając: zapraszam was, kochani, do środka! Najpierw poznacie park.
Gdy tylko przeszli przez szklane drzwi, czekały na nich u progu unoszące się pół metra nad ziemią nowoczesne busiki, sterowane automatycznie. Wsiedli do środka w kilka osób – Axel tuż za Lostem – i ruszyli przed siebie drogą wśród metalowych, powykrzywianych drzew. Na wirtualnym, półprzezroczystym ekranie z przodu pojawiła się twarz Goldera, który zaczął im opowiadać na bieżąco, co widzą. Pierwsze stoiska z pospolitymi grami i atrakcjami właściciel zbył machnięciem ręki, tłumacząc klientom, że zaczynają od miejsc, jak to ujął, najłagodniejszych, a im dalej w głąb parku, tym zrobi się ciekawiej. Losta mruknął coś z niecierpliwością do kobiety obok, a ta zaraz przytaknęła. Axel usłyszał, że nazywa się Mecha. Jej surowy, metaliczny strój z dziwacznymi rurkami i kolcami oraz proste, srebrne włosy dokładnie zaczesane w tył i splecione z miedzią jakoś go odpychały. Pewnie była pokroju Losty. Właściwie każdy tutaj był jego pokroju, bo kto inny pchałby się w to miejsce?
Po chwili dojechali do ogromnego, wyłożonego złotą płytką placu, przed którym stała wirtualna tabliczka: Strefa Łagodna. Niesamowite kolory i kształty budynków, koliste i kanciaste, z ruchomymi, neonowymi szyldami; otwarte zagrody, w których Axel zdołał dostrzec zwierzęta-roboty; kasyna i burdele, zza których wystawały męskie, żeńskie bądź niebinarne roboty, uśmiechające się zachęcająco… Axel musiał przyznać, że chętnie przejedzie się na mechanicznym koniu lub ogra sztuczną inteligencję w pokera. Obawiał się jednak, że Losty tu raczej nie zastanie, ten bowiem westchnął, patrząc tylko dalej w głąb parku, jakby szukał czegoś konkretnego. Golder natomiast tłumaczył, że tutaj można się świetnie zabawić, choć raczej w ramach relaksu – cielesnej lub umysłowej przyjemności.
Busiki skręciły w lewo, w błyszczącą się kusząco drogę, która prowadziła do znacznie większego miejsca, czyli, jak głosił szyld, Strefy Podwyższonego Ryzyka. Ryzyka zepsucia moralności, sprecyzował Golder, śmiejąc się serdecznie i błyszcząc przy tym złotymi zębami.
– Widzicie te wielkie hale? – spytał. Nie dało się nie zauważyć. Niektóre ze ścian były stylizowane na dzikie dżungle, inne na nowoczesne miasta, a kolejne na krwawą wojnę. Było ich co najmniej kilkanaście. – Tutaj znajdują się przede wszystkim miejsca na przygody i misje, w których wszystko jest dozwolone! W zależności od poziomu trudności, jaki wybierzecie, możecie zostać zranieni lub nie. Oczywiście nasi medycy służą pomocą. Roboty was zabić nie mogą, tak że bez obaw. Pamiętajcie: im realniej, tym lepsze przeżycia! – Golder zachichotał. Losta o dziwo też, choć nadal mruczał coś niecierpliwie pod nosem. – Dobrze, jedźmy dalej.
Po minucie dojechali do Strefy Wysokiego Ryzyka. Mijali więzienia i klatki dla robotów, dzieci-niewolników na smyczy, kwatery historycznych SS-manów z komorami gazowymi, pokoje tortur, sado-burdele, maszyny do projektowania własnych robotów. Losta wyraźnie się ożywił, zwłaszcza gdy Golder wspomniał, że tutaj roboty są jak mięso armatnie, ludzkie bardziej niż gdziekolwiek indziej, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie.
– O tak, wreszcie coś dla mnie – pisnął z ekscytacją mężczyzna obok niego, niejaki Predanto, łysol ubrany w krwawo-czarny lateks, odpychający chyba bardziej niż Losta. Z robo-dziecka żebrzącego na uliczce przeniósł wyczekujący wzrok na Axela, który również wyraził entuzjazm. Ani na sekundę nie mógł pokazać, że coś go oburza czy brzydzi. Starał się mrugać jak najmniej, by kamera wszystko chłonęła. Chciało mu się wymiotować.
Gdy wyjechali z tej strefy, zaczęło się robić jakby ciemniej. Sztuczne słońce zaszło za chmurami, drzewa czerniały i gęstniały, robiło się też ciszej. A mina Goldera dla odmiany wyrażała coraz większą ekscytację.
– No szybciej, szybciej – powtarzał natarczywie Losta. Mecha wybijała niecierpliwie rytm długimi paznokciami o swój metaliczny strój. Predanto aż się ślinił, poruszając nerwowo nogą.
W końcu pojawiła się przed nimi największa w parku hala, długa na ponad pół kilometra, w całości czarna. Surowo prostokątna. Tajemnicza. Zła. Napis głosił: Strefa Ekstremalna. Axelowi szybciej zabiło serce. A więc to tutaj. A więc to prawda.
– Tak, kochani, to miejsce jest zarówno naszą największą chlubą, jak i największą tajemnicą – mówił Golder, emanując dumą. – Znajdziecie tu nie tylko roboty, ale i prawdziwych ludzi, którzy są do waszej dyspozycji w najrozmaitszych grach i rozrywkach, czy to psychologicznych, czy fizycznych. Ale nic więcej wam nie zdradzę. Polecam jednak zostawić sobie to miejsce na koniec, by stopniować wrażenia, moi drodzy. A teraz pojedziemy prosto do waszych apartamentów, gdzie możecie coś zjeść lub zaplanować zabawę.
Podczas gdy busik zaczął się wycofywać, Losta i Mecha odwrócili się do Axela i Predanto.
– Hej, wy – powiedział Losta, patrząc na nich żółtymi oczami z kreskami zamiast źrenic. – Chcecie do nas dołączyć? Mamy zamiar iść prosto do Ekstremalnej.
– Tak, tak! – zawołał Predanto.
Axel zesztywniał na moment.
– Tak od razu? – spytał, by zyskać na czasie.
– Nie chcesz, to nie, idioto – odparowała wprost Mecha, przewracając srebrnymi oczami.
– Ależ chcę. Bądźmy szczerzy, to dla niej tutaj jesteśmy – powiedział szybko Axel, czując, że się poci. Losta uśmiechnął się frywolnie, a kobieta tylko wzruszyła ramionami, unosząc cienkie brwi. Axel spojrzał w bok, w szybę. Nie tak miało być. Miał obserwować z boku, a nie się angażować. Westchnął cicho. Byle nie wyjść z roli. Byle obserwować. Byle wykonać misję, do której przygotowywał się tyle lat.
II
Po niecałej godzinie, gdy już rozgościli się w prywatnych, luksusowych apartamentach, stanęli w czwórkę przed wejściem do mrocznej Strefy Ekstremalnej. Radosne podniecenie towarzyszy było dla Axela odrażające, choć musiał przyznać, że sam był zaintrygowany.
Weszli. W środku panowała ciemność, jednak gdy przekroczyli próg, w efektowny sposób zaczęły zaświecać się po kolei neonowe, różnokolorowe drzwi, rozstawione na całej długości hali co kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów. Oświetliły nieznacznie ciągnącą się daleko czarną ścianę przed nimi. Pojaśniała też ogromna restauracja obsługiwana przez roboty; zamigotało kilkadziesiąt rodzajów trunków oraz tabletek gotowych do zmieszania i wypicia, by jeszcze podsycić odbierane wrażenia. W tle zagrała ciężka, elektroniczna muzyka.
– Cztery razy whisky z ekstazą! – zarządził od razu Losta.
Nim jeszcze zdążyli podejść do potężnej ściany z drzwiami, jeden z robotów już przyniósł im na tacy szklaneczki z trunkiem. Stuknęli się nimi.
– Za niezapomniane wrażenia – oznajmił Losta, oblizując wargi.
Axel nie chciał tego pić. Jego wahanie zauważyła Mecha, jednak zanim coś powiedziała, dwoma porządnymi łykami opróżnił szklankę, starając się nawet nie skrzywić. Kobieta zmarszczyła brwi i odwróciła wzrok. Tymczasem Predanto już czytał opis pierwszych różowych drzwi, śliniąc się przy tym z emocji.
– Pobaw się z dziećmi. Muszę zerknąć, no muszę… – zamruczał. I tyle go widzieli.
– Ten to ma nasrane we łbie – uznała pogardliwie Mecha.
„Odezwała się”, pomyślał z goryczą Axel. Następne drzwi również zachęcały do zabawy, tyle że na odmianę z młodzieżą, dorosłymi lub starcami. Axel wiedział już, że za żadne skarby nie zajrzy za żadne z nich. Dalej minęli pomarańczowe wejście Przetnij i sprawdź oraz żółte Granica bólu, aż w końcu Losta przystanął przy czerwonych Króluj i dysponuj.
– Pozwólcie, że tu wstąpię – powiedział z uniesioną głową. Axel zdążył tylko zauważyć wysoki, mechaniczny tron i jakieś klatki, nim Losta zniknął na dobre za drzwiami.
Mecha spojrzała na niego.
– Nie lubię cię, Electro – powiedziała ostrym tonem. Miała ogromne źrenice. – Coś mi w tobie nie gra. Nie pasujesz tu. Będę cię mieć na oku, gnojku.
Ruszyła prędko dalej w głąb hali, nawet nie czekając na jego odpowiedź. Axel zachował zimną krew. Nic na niego nie miała. Mimo to poczuł nutkę stresu. Poszedł za nią, chcąc jej jakoś dogadać, ale ta zniknęła za fioletowymi drzwiami o podpisie Rosyjska ruletka.
Został sam. Zastanawiał się przez chwilę, czy nie wrócić do pokoju Losty i nie spróbować go poobserwować z ukrycia, ale najpierw sam chciał sprawdzić choć jedne drzwi. Doktor Check i jego pacjenci, Bij i rżnij, Komisariat… Komisariat? Brzmiało w miarę dobrze. Axel westchnął krótko, po czym, nie zwlekając, wszedł do środka. Zdziwiło go, w jak małym, pustym pomieszczeniu się znalazł. Przed sobą miał przezroczystą szybę, za którą widniała jedynie biała ściana z sześcioma boksami. Po chwili zabrzmiał krótko jakiś dzwonek i do pomieszczenia za szybą zaczęły wkraczać podobne do siebie kobiety różnego wzrostu, blondwłose, chude i blade, o wykrzywionych w złości, rozpaczy lub strachu twarzach. Weszły do boksów, które automatycznie się za nimi zamknęły. Nad każdą z nich pojawił się cyfrowy numerek.
– Jedna z tych kobiet jest człowiekiem, pozostałe to roboty, które się pod nią podszywają – odezwał się wszechobecny, mechaniczny głos. – Spróbuj pozostawić przy życiu człowieka, a w nagrodę będziesz mógł zdecydować o jego losie.
Axel otworzył szeroko oczy. Że co? Dopiero teraz zauważył, że na szybie znajduje się panel z przyciskami od jeden do sześć, poniżej przycisk o nazwie mikrofon, a wokół niego cztery guziki: zmiażdżenie, strzał, nacięcia, przepołowienie. Nie mógł w to uwierzyć. A co, jeśli się pomyli? Nacisnął drżącym palcem mikrofon i spytał wprost:
– Która z was jest człowiekiem?
Krzyki, które potem usłyszał, sprawiły, że aż się cofnął. Kobiety błagały o litość, piszczały, klęły, pluły, waliły w szyby boksów; piątka zwymiotowała i z paniczną nadzieją zaczęła wskazywać na ohydną maź, wrzeszcząc, że przecież robot by tak nie umiał. Ale zaraz potem kolejna wsadziła sobie palce w gardło i również puściła pawia. Axelowi też zebrało się na wymioty. Już chciał stąd wyjść i zapomnieć, że w ogóle miał wziąć udział w tej chorej grze, gdy do środka weszła niespodziewanie Mecha. Wyglądała na zdziwioną jego widokiem.
– A co ty tu, do cholery, robisz? – spytała, ale potem zobaczyła scenę za szybą i jej twarz wykrzywił uśmieszek. – O, chętnie dołączę. Ruletka nie była dla mnie. O co tu chodzi?
Axel pobladł. A jednak wyjaśnił jej z udawanym znużeniem, co trzeba zrobić, jak bardzo mu się nie chce i że chyba poszuka czegoś lepszego. Mecha jednak pokiwała głową.
– Nie, nie, poczekaj, zaraz to ogarniemy – oznajmiła radośnie. – Jeszcze nie zacząłeś, co?
– Zacząłem. Chciałem z nimi pogadać i…
Mecha machnęła ręką, po czym podeszła do panelu, nacisnęła jedynkę i wybrała któryś z przycisków śmierci. Nim Axel zdążył zareagować, pierwsza z kobiet została przecięta od tyłu piłą na pół. Ciało upadło, ukazując pod sztucznymi mięśniami stertę kabelków.
– Widzisz? Tak to się robi! – zawołała z zadowoleniem Mecha. – Teraz ty. No?
Lament kobiet zza szyby wirował mu w uszach. W jego rękach było życie prawdziwej, przerażonej osoby, która zapewne wcale nie musiała udawać. Jak w ogóle dała się namówić, by wejść do boksu? Podszedł do panelu, wybrał kobietę, która jako druga wywołała wymioty, i nacisnął „strzał”. Sekundę później bioniczny mózg robota leżał rozlany na ziemi. Rozradowana Mecha już miała nacisnąć numer pięć, gdy Axel ją zatrzymał.
– Nie, zaczekaj. Możliwe, że to ona jest człowiekiem. Zwymiotowała. Jako pierwsza.
Numer pięć trząsł się od płaczu, patrząc tępo w ziemię i obejmując się rękami. Mecha wzruszyła ramionami i nacisnęła numer cztery. Kilkanaście noży jednocześnie wyłoniło się ze ścianek i pocięło czwórkę, rozpruwając jej przy tym brzuch. Kobieta jeszcze żyła, gdy flaki zaczęły wylatywać na podłogę. Nie było tam ani śladu kabelka. Ani śladu.
– Ups, pomyliłeś się. – Mecha zaśmiała się, jakby to był dobry żart.
– O Boże… – wyrwało się Axelowi, który zakrył usta ręką. – A tak chciałem wygrać – dodał natychmiast, nadludzkimi siłami starając się trzymać emocje na wodzy.
– Mówiłam. Nie pasujesz tu, Electro – powiedziała słodkim głosem Mecha.
W tym samym momencie rozległ się mechaniczny głos, który poinformował, że gra skończyła się niepowodzeniem i zapytał, czy przygotować drugą rundę. Mecha wyraziła taką chęć. A Axel po prostu wyszedł, nie mogąc znieść jej spojrzenia, które mówiło, że nie zostawi tak tego. Że da mu popalić. W końcu tutaj nie przychodzą tacy, których nie cieszy przemoc.
Axel myślał jednak tylko o tym, że to przez niego umarła ta kobieta. Przez niego. Przecież wiedział, że tak może wyglądać jego misja. A zaczynał się rozsypywać już na samym początku.
Ekstaza nie zadziałała na niego najlepiej. Potrzebował jej więcej, jeśli chciał to przetrwać.
III
Poszedł do baru i poprosił o podwójne whisky z narkotykiem. Ciężka muzyka dudniła mu w uszach. Skrył głowę w dłoniach. Nawet wibrujący strój nie pomagał mu rozluźnić spiętych mocno mięśni. Nim zdążył zebrać myśli, dosiadł się do niego Losta.
– O, Electro. Jak wrażenia? – spytał, choć wcale nie oczekiwał odpowiedzi. Miał zakrwawione palto i wyglądał na zadowolonego. Również poprosił o mocny trunek. – Jak na razie Króluj i dysponuj wymiata, ale trzeba też spróbować czegoś innego. – Wypił go na raz. – Polowanie. Miałem iść sam, ale zobaczyłem, że tu siedzisz, i pomyślałem, że pójdziemy razem.
Axel też wypił drinka jednym haustem. Oczywiście musiał iść. Lepszej okazji nie będzie.
Ruszyli w stronę odpowiednich drzwi. Axel zaklął pod nosem, widząc z oddali, jak Mecha wychodzi z Komisariatu. Losta zapytał ją, czy chce do nich dołączyć, ale ta pokręciła przecząco głową i z uśmieszkiem zbliżyła się do niego, po czym szepnęła mu kilka słów na ucho. A potem mrugnęła do Axela i pobiegła w podskokach w stronę baru. Losta posłał mu niewinny uśmiech.
– Idziemy? – spytał jak gdyby nigdy nic i ruszył w stronę odpowiednich drzwi.
Axelowi zaczęło się kręcić w głowie. Teraz tym bardziej nie mógł się wycofać. Musi pokazać, że ma sobie to wszystko za nic.
Tym razem wszedł do znaczne większego pomieszczenia, choć miał wrażenie, że znalazł się na zewnątrz – zobaczył niebieskie niebo z chmurami, ogromne trawiaste pole i rosnące na nim drzewka, nieco dalej jakąś starą, drewnianą szopę, a obok zagrodę; poczuł nawet podmuch wiatru. Przy wejściu znajdował się zestaw broni: bicze, pistolety, noże, metalowe pałki, paralizatory. Były też stalowe tarcze, rękawiczki, ochraniacze i kaski.
– Wybierz poziom trudności na panelu – odezwał się donośnie mechaniczny głos.
Losta, który stał bliżej panelu, bez wahania wcisnął trudny, zaznaczając opcję: możliwość zranienia. Spojrzał potem na Axela szalonym wzrokiem, szczerząc spiłowane jak u węża zęby.
– Wybierz broń i załóż pancerz – kontynuował głos. – Następnie w dowolny sposób zagoń ludzi do zagrody, powstrzymując przy tym roboty, które będą ci to utrudniać. Uważaj: zagroda jest pod napięciem. Załóż rękawiczki, by uchronić się przed prądem.
– O, Electro, coś dla ciebie! – Losta zaśmiał się głośno. – Czas na sporą rozróbę!
Axel też zaczął się śmiać. Trochę panicznie, trochę bezsilnie. A gdy już założył ochraniacze, wybrał paralizator oraz pałkę, i gdy na trawiasty teren zaczęły wbiegać zza szopy roboty w hełmach, a za nimi przerażeni ludzie kryjący się za drzewami, śmiał się już tak głośno i strasznie, że sam nie rozpoznawał swojego śmiechu. Czuł, że traci panowanie nad umysłem.
Zabrzmiała szybka, ostra muzyka, a oni zaczęli biec przed siebie, wrzeszcząc jak oszalali. Walnęli pałkami dwa najbliższe roboty, które próbowały się na nich rzucić, a potem się rozdzielili: Losta zaczął polować na roboty, a Axel wyłapywał między drzewami łkających, półnagich ludzi, zaciągając ich do zagrody. Tych, którzy zbytnio się wyrywali lub próbowali się bronić, raczył paralizatorem albo walił w głowę. Dostał kilka potężnych ciosów od robotów, ale ból tylko go nakręcał, a euforii nie było końca. Odrealnienie całej sytuacji połączone z władzą, jaką dysponował, sprawiało, że czuł się niesamowicie. To było cudowne uczucie!
Dopiero gdy pod koniec rundy wrzucił już niemal ostatniego człowieka do zagrody, a ten zahaczył o płot i padł na sztywno na ziemię z jękiem, przystopował nagle. Krew pulsowała mu w skroni, powietrze zrobiło się gęste, czas jakby zwolnił. Odwrócił się, szukając wzrokiem Losty pośród ciał leżących na ziemi. Po chwili zauważył, jak ten, skryty za krzakiem, wali biczem w leżącą na ziemi osobę. Zbliżył się do nich z wolna.
– Hej, Cobra, ale to człowiek, nie robot – powiedział cicho, z namysłem.
– No i co? Próbował mnie ugryźć, niech ma! – odparł wesoło Losta, oblizując wargi z krwi.
Człowiek jęczał, krwawiąc na całym ciele. Otumaniony Axel zmarszczył brwi.
– Zostaw go.
– Słucham? – Losta opuścił bicz i spojrzał na niego uważnie. – A to dlaczego? Uważasz, że to złe: robić komuś krzywdę? Co tu robisz, Electro? Co ukrywasz?
Axel zamrugał szybko. Zapomniał. Zupełnie zapomniał o misji i o kamerce! Wszystko zostało nagrane! Każde jego okrucieństwo! Jak on to teraz pokaże agencji? Co on narobił?
Musiał podjąć szybką decyzję. Opcje miał dwie: albo wyjść stąd, jak najszybciej wytrzeźwieć, uciec do apartamentu lub Strefy Łagodnej i tam kryć się do samego końca, albo zostać w roli. W pierwszym przypadku istniało ryzyko, że Golder się dowie i zechce go sprawdzić, być może nawet odkryje kamerkę, a wówczas go zabiją. Sześć lat przygotowań pójdzie na marne. Druga możliwość mogła uratować mu życie, lecz kto wie, jak zareaguje agencja na te nagrania? Czyż nie pójdzie za to siedzieć?
Ale przeżyje.
– Po prostu lubię wygrywać, a tego człowieka trzeba zawlec do zagrody – powiedział z uśmiechem. A potem uderzył biedaka pałką w głowę, by stracił przytomność. I zawlókł go za nogi za elektryczny płot.
– Gratulacje, misja wykonana – rozległ się mechaniczny głos. – Za trzydzieści minut będzie można znów przystąpić do gry.
Axel przeszedł obok rozeźlonego, pełnego podejrzeń Losty, nawet na niego nie patrząc.
– Idę się napić, a potem odwiedzę Doktora Check – mruknął zza ramienia. – Idziesz, Cobra?
Losta dołączył do niego, wyraźnie zbity z tropu.
– Nie myśl, że… – zaczął, ale Axel machnął ręką.
– Skończ z tymi głupotami, bo zaczyna mnie to irytować. To, że nie jestem tak bardzo brutalny, nie oznacza, że nie lubię się dobrze zabawić. Ja wolę… królować i dysponować, ale konkretnie, rozumiesz? Zwycięsko.
Axel zdziwił się na własne słowa. Losta zaś wyraźnie nie lubił, gdy mu przerywano, tym bardziej, gdy ktoś traktował go jak głupszego. Kolejna dawka alkoholu z ekstazą sprawiła jednak, że szybko o tym zapomniał. Przy barze dosiadła się do nich niedługo później Mecha, która po krótkiej rozmowie na boku z Lostem patrzyła na Axela już znacznie mniej podejrzliwie. Wszelkie bariery między nimi zniknęły w momencie, gdy pojawił się Predanto, który chciał się do nich dosiąść i opowiedzieć, jak dobrze się bawił. Równocześnie i zgodnie kazali mu „spierdalać”, zwyzywali go od zwyroli i śmieci, a później dobre dziesięć minut śmiali się z jego płaczliwej reakcji na odrzucenie. W tym czasie doszli też do strefy inni goście parku. Oni jednak trzymali się w trójkę. Axel tłumaczył to sobie na początku koniecznością obserwacji Losty. A potem w ogóle już się nie tłumaczył.
Przestawał kontrolować, co robi. Gdy tylko rozbił używkami ogromny głaz, który utkwił mu w przełyku, gdy strach przed samym sobą zamienił w błogie uwielbienie rzeczywistości, było mu już wszystko jedno. A potem wyruszył z Mechą i Lostem na odkrywanie nowych drzwi.
IV
Obudził się w swoim apartamencie. Leżał chwilę w bezruchu, czując dudnienie w głowie. A potem zaczęły napływać obrazy. Zabawa w pana i niewolnika. Gra w sędziego, który ocenia zbrodnię i ogłasza wyroki. Orgia na śmierć i życie. Upokarzanie. Walki robotów i ludzi w klatkach. Obcinanie palców, by sprawdzić, czy dana osoba to człowiek, czy robot. Wiercenie
Axel zwymiotował na podłogę.
A potem poszedł się wykąpać, by zmyć z siebie winy.
Albo mu się zdawało, albo piekło go oko, w którym miał kamerkę.
I co teraz?
Wybrał z pełnej garderoby podobny zestaw ubrań do poprzedniego, a potem zszedł do znajdującej się na parterze restauracji, całej w złocie i brokacie. Poprosił o śniadanie i o coś na kaca. Gdy już zjadł zestaw sushi z tatarem i popił tabletki, natychmiast poczuł się lepiej. Fizycznie rzecz jasna. Nie chcąc wzbudzać podejrzeń, uznał, że pójdzie do Strefy Łagodnej i pogra w karty z robotami. Tam będzie spokojnie. Tam na pewno nie spotka Mechy ani Losty. Już go o nic nie podejrzewali, ale teraz miał to gdzieś. Nie chciał ich widzieć na oczy.
W kasynie zastał poza robotami tylko jedną kobietę ubraną na wzór gwieździstego nieba, z kokiem w kształcie księżyca. Zamienił z nią kilka słów, ale zdała mu się nudna, tak samo, jak i poker. Poszedł więc do zagrody z robo-zwierzętami. Przed oczami miał jednak tylko zagrodę z żywymi ludźmi. Nie zabawił więc tutaj dłużej niż pół godziny.
Popijając nieustannie drinki, choć już bez dodatku ekstazy, poszedł więc do Strefy Podwyższonego Ryzyka. Tutaj pozostał na dłużej, wybierając halę odzwierciedlającą drugą wojnę światową. Walczył po stronie Niemców. A jednak zabijanie robotów i krycie się w okopach zdawało mu się bez znaczenia. Wszystko było niby realistyczne, a jednak sztuczne. Nie tego oczekiwał. Czy w ogóle czegoś oczekiwał? Sam nie wiedział.
Po zjedzeniu krwistego steku na obiad miał udać się do hali kreowanej na postapokaliptyczny świat. A jednak nogi poniosły go do Strefy Wysokiego Ryzyka. Tutaj zastał już kilkunastu gości, którzy zaprosili go do wspólnej „zabawy”. Pytał, czy byli w Strefie Ekstremalnej. Odpowiadali, że tam pójdą na koniec, zgodnie z zaleceniami Goldera. Powiedział, że dobrze robią.
Kilka godzin później, gdy już zaczęło się ściemniać, wrócił na chwiejnych nogach do apartamentu. Wziął długą kąpiel, podczas której dużo rozmyślał. Co powie przełożonym? Czy trafi do więzienia? Czy straci swoje dotychczasowe życie? Czy w ogóle straci życie?
Decyzję podjął nagle. Wyszedł z wanny, zbliżył twarz do wielkiego lustra i palcami zaczął dotykać gałkę oczną w poszukiwaniu ledwo namacalnej kamerki. Udało się dopiero po kilku minutach, kiedy z przekrwionego oka łzy lały się już strumieniami. Następnie zmiął kamerkę w palcach i spłukał w zlewie.
Ulga, jaką poczuł, była niesamowita.
Popijając whisky, włożył ostentacyjnie elektryzujący kombinezon, na głowę założył diadem wyściełany błyskawicami. I udał się prosto do Strefy Ekstremalnej. Z baru zawołali na niego Mecha i Losta, on jednak nawet na nich nie spojrzał. Wszedł prosto do drzwi, za którymi jeszcze nie był. Króluj i dysponuj.
Tron z metalowych rurek był wysoki na kilka metrów. Wszędzie wokół wisiały lub stały klatki. Niektóre z robotami, niektóre z ludźmi. Bez znaczenia.
Usiadł na tronie. Uśmiechnął się, gdy pierwsi „poddani” zaczęli ustawiać się w kolejce pod tronem. Czekała go doskonała zabawa.
*
Golder de Louge odsunął się od panelu z ekranami przedstawiającymi obrazy z każdego miejsca w jego Robolandzie Deluxe. A potem wezwał głównego szefa ochrony. Ten zjawił się po chwili, stając na baczność.
– Odwołuję rozkaz pojmania Axela Journesa. Nie musimy się już martwić, że nas zdradzi. – A potem dodał już ciszej jakby bardziej do siebie: – Dokładnie tak, jak myślałem.
– Tak jest – odparł ochroniarz, po czym wyszedł.
Golder wrócił do kamer. Uśmiechał się. Lubił patrzeć, jak z potwornych ludzi wychodzą potwory. Ale jeszcze większą przyjemność sprawiało mu obserwowanie, jak jego park deprawuje tych, którzy myśleli, że są dobrzy. Którzy byli hipokrytami mającymi się za lepszych, opanowanych, nieskalanych. Człowiek to człowiek; wystarczy dać mu odpowiednie warunki, trochę dopalaczy, a szybko odkryje swoją prawdziwą naturę.
To się Golderowi nigdy nie znudzi.