Rozdział 1.
1. Stare dobre czasy
Zanim jedenastego marca Daniel poczuł, że traci kontrolę nad swoim życiem, tydzień wcześniej wybrał się z Erykiem i Anastazją na kręgle.
I wcale nie starał się tak dobrze grać przez wzgląd na to, że mogła to być ostatnia rozgrywka w jego życiu. Ani nie przez to, że po prostu lubił wygrywać. Zbijał piony z największą starannością, ponieważ jego najlepszy kumpel przyprowadził ze sobą młodszą o rok Kornelię, swoją sąsiadkę, która ponoć bardzo chciała ich poznać, a którą widywał czasem przez płot u Eryka. To, że była ładna, nie miało dla Daniela większego znaczenia (a przynajmniej tak sobie wmawiał). Czuł po prostu potrzebę udowodnienia nowej osobie, że nie jest pierwszym lepszym frajerem, tylko bystrym, fajnym chłopakiem, do tego przewodniczącym klasy humanistycznej i zastępcą przewodniczącego w liceum. No, ale o tym drugim powinna wiedzieć, w końcu chodziła do tej samej szkoły.
– Kurde, żałosne, wyślizgnęła mi się z ręki – mruknął wściekły na siebie, gdy kula z hukiem wyleciała poza tor. – Coś jest nie tak z tymi kulami.
– Tak trzymaj, dobrze ci idzie – ucieszyła się Anastazja.
Chłopak zmierzył ją wymownym spojrzeniem z góry. Dziewczyna siedziała koło nieco onieśmielonej i cichej Kornelii, trzymając w rękach telefon (pewnie właśnie dodawała się jej relacja na Facebooka). Odkąd rozdzielili się po podstawówce – on wybrał pol-hist-wos, a ona mat-geo-ang – ich koleżeńskie relacje opierały się na pisaniu przez Messengera. Dopiero kilka miesięcy temu ich przyjaźń odżyła i zaczęli spotykać się przynajmniej raz na dwa tygodnie, zazwyczaj z Erykiem. A tu nagle dołącza do nich Kornelia…
– Każdemu może się zdarzyć – uśmiechnęła się Kornelia, poprawiając nerwowo swoje długie, ciemnorude włosy. Ładne włosy. Anastazja ukradkiem przewróciła oczami.
– Chyba cię pogięło, Kornelia, nie podlizuj się – burknął bez ogródek Eryk, popijając jakąś tanią podróbkę energetyka. – Tłumaczyłem ci przecież, że Daniel to kretyn roku.
Daniel udał, że próbuje zamachnąć się na niego kulą, mając z tyłu głowy wizję, że kula naprawdę spadnie i pal licho Eryka, ale jaki to byłby wstyd! Natomiast Kornelia zrobiła się tak czerwona, że mimo ogólnego mroku chyba każdy to zauważył. Wstała – nadeszła jej kolej na popis przy torze – przy okazji obdarzając Eryka pełnym złości wzrokiem.
– Sam siedź cicho – odparła trochę bez sensu. Ale dość wojowniczo.
– Dawaj, pokaż im, że baby rządzą! – Anastazja poklepała ją jeszcze po ramieniu. – Nie, żeby to trzeba było pokazywać.
Eryk szepnął na ucho Danielowi coś o szerzącym się feminizmie, oczywiście żartem i oczywiście tak głośno, żeby Anastazja to usłyszała. Podczas gdy dziewczyna robiła mu wykład na temat jego głupoty, Kornelia zbiła jedną, marną bilę. W przeciwieństwie do Danielowego metra osiemdziesiąt dwa była tak niska i drobna, że chłopak był pod wrażeniem, że w ogóle dopchnęła kulę tak daleko. Wygładził swoją ciemnoszarą koszulę marki Bytom i podszedł do niej z uśmieszkiem, rzucając kwestię zapamiętaną z kiedyś oglądanego filmu:
– Słabiutko. A wiesz, czemu? Bo za bardzo rzucasz tą kulą, lepiej ją popchnąć. Poza tym na twoim miejscu wziąłbym trochę lżejszą.
– No, chyba masz rację – przyznała chętnie, jakby faktycznie chciała mu się podlizać. – Dobra, może teraz się uda…
– Tak właśnie myślałem – oznajmił z satysfakcją chłopak, gdy jak na zawołanie Kornelia zbiła jeszcze siedem kręgli. Miał tylko nadzieję, że nie wyszedł na jakiegoś przemądrzałego bufona. Prawnicy często byli bufonami, tak jak choćby jego ojciec. Ale on, przyszły adwokat (albo prokurator śledczy, jeszcze nie widział), miał zamiar bardzo dbać o swój wizerunek lubianego antybufona. Kiedyś Eryk w codziennym przypływie szczerości powiedział mu, że robi z siebie strasznego cwaniaka. I dobrze, odparł mu wtedy. Lepszy cwaniak niż jakiś sztywniak.
– Anastazjo, blondwłosa kobieto renesansu, zapraszam do gry – powiedział z najbardziej cwaniackim uśmiechem, na jaki było go stać.
*
„Ale się popisuje – pomyślała zażenowana Anastazja – ale robi z siebie erudytę, humanista jeden, że niby używa tego całego wołacza, wspomina epokę, nawiązuje do mojej płci, jednocześnie podkreślając, że jestem blondynką i stawiając się ponad mną. A to przez…”.
Nie, żeby Anastazja miała do Kornelii jakieś uprzedzenia, wręcz przeciwnie – uwielbiała poznawać nowe osoby – ale właściwie dlaczego dziewczyna dołączyła się do nich akurat teraz? Kocha się w Danielu, na stówę, i namówiła Eryka jako sąsiada i starego znajomego, żeby pozwolił jej wkręcić się w ich grupkę. W sumie miała u Daniela szanse. Ładniutka, dobrze ubrana, z ślicznym makijażem, nieskazitelną cerą… I co, teraz zawsze tak się będzie z nimi spotykać? Co to za wpychanie się na siłę?
Obczaiła ją nawet na Instagramie i szczęka jej opadła – młoda miała cztery tysiące obserwatorów i zdjęcia nie z tej ziemi, a te opisy, takie nawiązujące do psychologii, etyki, jakieś wielkie przemyślenia… Anastazja poczuła się przy swoich pięciuset obserwatorach jeszcze mniejsza od niej. Ale i tak wolała Twittera, na którym miała lepszy kontakt z ludźmi. To ona była zawsze najbardziej lubiana, ale Kornelia… Daniela już ma w garści, a Eryka…
Dosyć! Głupoty. Nie ma co się źle nastawiać. Będzie co będzie. Równie dobrze może ten cały świrus, jeśli w ogóle istnieje, dotrze do Polski i wszystkich nas zmiecie. I po sprawie.
Humor poprawił jej się, gdy za pierwszym razem zbiła dziesiątkę.
– Ha, widzieliście to? – zawołała uradowana. – Masz coś do powiedzenia, Eryk?
– Cieszę się, że taka głupia gra może ci sprawić tyle radości.
– Odezwał się ten, który po prostu nie umie grać.
– Nie kryję się z tym – odparł chłopak, podchodząc z ociąganiem do toru.
Eryka można było albo uwielbiać, albo nienawidzić. Anastazja go nienawielbiała. Był dziwny, ale przez to nawet zabawny. Chamski, ale i szczery. Nieco nudny jako geniusz informatyczny, ale i mający bystre spostrzeżenia. Poza tym wiele przeszedł kilka lat wcześniej i nadal nie miał łatwo, co mogło usprawiedliwiać jego cynizm. Gdyby nie Daniel, który przyjaźnił się z nim od dzieciństwa, Anastazja pewnie nigdy by się z nim nie zakumplowała. A tak to ostatnio grali nawet razem w World of Wartcraft. Do czego to doszło…
– A tak w ogóle… Jak mieliśmy po osiem-dziewięć lat, to nasi rodzice wzięli nas raz na kręgle – zagadnęła nieśmiało Kornelia. – Pamiętam, że Erykowi spadła wtedy ta najcięższa kula na stopę. Oczywiście stwierdził, że w ogóle go to nie zabolało. A na następny dzień ponoć nie ćwiczył na WF-ie.
Anastazja zaśmiała się i z jednej strony pomyślała, że chyba polubi Kornelię, a z drugiej odniosła wrażenie, być może mylne, że dziewczyna koniecznie chce podkreślić, jak to zna już Eryka od dawna. Że powinna tu być, że do nich należy.
– Daniel, a pamiętasz – zaczęła Anastazja – jak ci w Pradze gołąb narobił na marynarkę, tak że ci za kołnierz po plecach pociekło, no a dwa dni później Eryk, gdy wreszcie przestał się śmiać, sam wdepnął w gówno i jechał tak autobusem? Masakra!
Kornelia parsknęła śmiechem, a Daniel tylko uniósł brwi, kiwając przy okazji głową.
– A jak Anastazji wyleciał z torebki zużyty tampon na tej samej wycieczce przy facecie z matmy? To też pamiętacie? – dołączył się do nich Eryk, który właśnie zbił kilka kręgli.
Anastazja zaśmiała się aż za głośno; to akurat naprawdę było śmieszne, ale nie przy takiej Kornelii. Ta jednak machnęła ręką.
– Spoko, ja kiedyś wyszłam z toalety z kostką do kibla przyklejoną do torebki. Myślę o tym niemal codziennie przed snem.
– Właśnie takie historie łączą ludzi – podsumował poetyckim tonem Daniel, a Anastazja czekała tylko z zażenowaniem, aż puści Kornelii oko.
Podczas gdy Daniel zbijał kręgle, zerknęła na swojego Samsunga. Relacja z gry dodana, dwadzieścia dwie osoby obejrzały, trzy zareagowały. Nieźle. Już miała odłożyć telefon, gdy zauważyła coś w powiadomieniach z jakiejś dziennikarskiej strony. Nagłówek brzmiał: „AIVID-19 – najnowsze informacje ze środy 4 marca”. A dalej: „Naukowcy podają kolejne dowody na to, że mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją. Tymczasem minister zdrowia potwierdził pojawienie się inteligentnego wirusa w Polsce. Podczas konferencji wiceminister zdrowia oznajmił, że cała procedura została natychmiast uruchomiona. Ból głowy, krew z nosa, drgawki, gorączka i osłabienie – to zaniepokoiło rodzinę pacjenta. Mężczyzna przybył do Zielonej Góry z Niemiec – z miejsca, gdzie były potwierdzone przypadki AIVID-19. Jest izolowany i poddawany badaniom”. Czyli stało się!
– Ana i telefon, para idealna – wyrwał ją z letargu głos Eryka.
– Dotarło do Polski, słyszeliście? – powiedziała tylko.
Nic więcej tłumaczyć nie musiała. Eryk westchnął.
– No to mamy prze…
*
Mieli przejebane. Eryk śledził sytuację na temat SI od samego początku. Stał się nawet aktywniejszy na swoim starym blogu o nazwie „Koniec świata”. Bo że nadchodził koniec, był niemal całkiem pewny. Najchętniej zamknąłby się teraz w pokoju i spokojnie przyjrzał się całej sytuacji. Ale nie, musiał niańczyć Kornelię, która już od kilku dni nie dawała mu spokoju.
„Myśl sobie, co chcesz, ale po prostu muszę poznać Daniela – paplała. – Nie powiem ci czemu, bo mu wygadasz. Nie, wcale mi się nie podoba. A wiesz dobrze, że sama nigdy do niego nie zagadam!”. Tak to jest z tymi babami. Nie odzywają się miesiącami, ale gdy już coś chcą, to potrafią zrobić taki SMS-owy spam, że ma się ochotę wsadzić telefon do piekarnika. Z drugiej strony Kornelia, tak jak on, widziała przyszłość w czarnych barwach. Może przez to tak nalegała? Bo później nie miałaby okazji? Poza tym Daniel to przecież wielki porywaczłamacz? kobiecych serc. Cóż, ważne, że w przenośni.
– Nie ma opcji, to niemożliwe – zaczął zaprzeczać Daniel, gwałtownym ruchem przeczesując swoje jasnobrązowe, lśniące kosmyki. Och nie, jeszcze zniszczy sobie fryzurę i co na to powie Kornelia? – Naprawdę wierzycie w to, że to nie jakaś zmutowana grypa, tylko działający w przemyślany sposób wirus?
– Tak – odpowiedział zaraz Eryk równocześnie z Kornelią, natomiast Anastazja w tym samym momencie zaprzeczyła.
– A skąd się niby wziął? – nie dowierzała dziewczyna, która choć ledwo patrzyła na tor, zbiła aż dziewięć kręgli. – Co, może uwierzyliście temu memowi, że niby zaczęło się od nietoperza, który zjadł zawirusowany dysk twardy i potem wysrał samego wirusa SI?
– Boże, co? Dno. – Eryk przewrócił oczami. – Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Chińczycy produkują rozumujące roboty, to dlaczego nie mieliby tworzyć potajemnie takiej genialnej SI, która wymknęła im się spod kontroli?
– Właśnie, ciekawe, jaki ma cel – powiedziała Kornelia, która wyjątkowo posmutniała.
– Pewnie zapanować nad światem, a co innego – wzruszyła ramionami Anastazja.
– To dlaczego zajmuje się tym WHO? – nie dawał za wygraną Daniel. – Nic nie wiadomo. Chyba że, Eryk, zhakowałeś chińskie centrum dowodzenia i dotarłeś do tajnych informacji.
– To jeszcze niepotwierdzone, ale przecież wszystko wskazuje na SI. A póki zachowuje się jak wirus, WHO przejmuje sprawę. A ty się wściekasz, bo boisz się, że zamkną szkoły, tak jak to pewnie zrobią zaraz we Włoszech. I stracisz sens życia.
– Ale pocisk, szok. – Chłopak pokiwał głową z zażenowaniem. – Patrz , przez ciebie Kornelia nie zbiła ani jednego kręgla. W ogóle jak to było? Z ziemi włoskiej do Polski, co?
– Taa, ale jak to w końcu jest z tym zarażeniem? – mruknęła z powątpiewaniem Anastazja.
– Czy wy serio nie obserwujecie na bieżąco sytuacji? – Eryk pokiwał głową z niedowierzeniem. Miał dość ludzi na dziś. Tym razem nawet najlepszy kumpel irytował go bardziej niż zazwyczaj. – SI wchodzi przez nos albo uszy do mózgu. Są plotki, że może mieszać w głowach. Że daje jakieś silne sugestie, w sensie każe namawiać innych do wyjścia na zewnątrz. Bo ona nie może przebywać w pomieszczeniach, chyba że już siedzi w człowieku.
– Właśnie, dlaczego? – spytała Kornelia, która wróciła z toru z marnym wynikiem zero.
– Są tysiące wyjaśnień, ale właściwie to nie wiadomo. Dowiemy się chyba tylko od Chińczyków. Ale ci jak na razie wciąż udają, że nie wiedzą, o co chodzi.
– Wszystko to jest posrane – skomentowała Anastazja. – Ale przecież nie zamkną nas chyba w domach. Za miesiąc miałam jechać na weekend do Wiednia. A w wakacje do Grecji. I w ogóle zapisałam się na hiszpański. I głupi inteligentny wirus mi w tym nie przeszkodzi.
– Też bym chciała pojechać kiedyś do Grecji – oznajmiła Kornelia, ale Eryk miał wrażenie, że tylko po to, by zmienić temat. I dobrze.
Do SI wrócili jeszcze kilka razy, ale w końcu odpuścili. Nie pozostało im nic innego, jak czekać na rozwój sytuacji. Eryk natomiast przyłapał się na tym, że nieustannie obserwuje Daniela i Kornelię, co najmniej jakby chciał odkryć jakiś tajny spisek dziewczyny. Co go to w ogóle interesowało? Miał większe problemy. Ale jednak…
*
Informacja o SI w Polsce załamała Kornelię. Piętnastolatka z tajną misją od taty dołącza do grupki fajnych ludzi akurat w momencie, gdy w tle zaczyna szaleć SI?
W co ona się w ogóle pakuje?
Mama nie miała pojęcia o prośbie ojca. Chyba by zwariowała, gdyby się dowiedziała. Jej relacja z tatą była… zła. Poza tym ona żyła w innym świecie. W świecie kwiatków. I bardzo chciała, by jej córka poszła jej śladem. Najbardziej ucieszyła się z faktu, ze Kornelia przepisała się z humana na biol-chema. „Czytanie czytaniem, ale z tego nie wyżyjesz, skarbie – mówiła, przycinając kolce róży. – Flora, nawozy… Zobaczysz, jakie to wszystko ciekawe. Może jeszcze przejmiesz po mnie kwiaciarnię. Nadajesz się do tego”. Co z tego, że jedyne kwiaty, jakie dziewczyna mogła znieść, to takie na ubraniach, ewentualnie na własnych rysunkach.
Dlatego właśnie robienie czegoś poniekąd wbrew mamie, a na prośbę ojca, sprawiało jej pewną satysfakcję. Wykonała już pierwsze zadanie z misji – dostała się do Daniela. Jej plan wymagał czasu, nie mogła zacząć z grubej rury. Było jej niemożliwie głupio tak wbijać do ich trzyosobowej grupki, ale nie mogła przecież zawieść ojca.
Tyle że nagle SI zawitała do Polski. I co teraz? Na co te wszystkie plany? Czuła się, jakby była bohaterką książki science fiction. Albo raczej science non-fiction.
– Idziemy do Maca na lody? Czy boicie się, że po drodze SI zawładnie waszym umysłem? – zagadnęła Anastazja, gdy już ograła wszystkich w kręgle.
– W środku i tak nic nam nie zrobi – wziął to na poważnie Eryk, zakładając kaptur swojej ciasnawej bluzy na czuprynę bardzo ciemnych, gęstych fal przechodzących w loki. Kornelia pamiętała tę bluzę jeszcze sprzed trzech lat. Nie mówiąc już o nieco zniszczonej kurtce.
Galeria handlowa, w której się znajdowali w ten środowy wieczór, była pełna ludzi, co jak zwykle przytłaczało dziewczynę. Największy problem miała z ich wymijaniem. Zawsze wybierała tę złą stronę, niechcący stykając się z kimś ramieniem.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, że już niedługo nie będzie musiała się tym martwić.
Tymczasem Anastazja zaczęła mówić coś o tym, że nauczycielka z angielskiego zadaje im kilkaset słówek do nauczenia się w ciągu kilku dni i gdyby nie to, że nie ma problemu z językami, chyba podcięłaby sobie żyły.
– Ostatnio znajomy mojego ojca podciął sobie żyły – wtrącił dość beztrosko Eryk.
– Kurde, stary, ty to umiesz rozluźnić atmosferę – mruknął Daniel. – Lepiej ty powiedz, Kornelia, coś o sobie, bo nie było okazji. Jak tam na biol-chemie?
Kornelia usłyszała, jak Anastazja cicho wzdycha. Laska jej nie polubiła, to było pewne. Ale i do przewidzenia. Też by siebie nie polubiła. Poczuła się jak jakiś egoistyczny intruz. Misja ojca? Pierdzielić to. Nie będzie wykorzystywać Daniela. Nigdy już się im na oczy nie pokaże.
– Spoko, chociaż dużo nauki – odparła, chcąc nie chcąc. – Ale przez pierwszy miesiąc też byłam na humanie.
– Serio? – zdziwił się chłopak. – To czemu się przepisałaś? Pani z historii cię przeraziła?
– Nie… Myślałam, że filozoficzne przemyślenia, artystyczne zamiłowanie i miłość do książek wystarczą, żeby być humanistką – zaśmiała się dość niezręcznie. – Mniejsza o to…
– To co byś chciała w takim razie robić po liceum? – spytała Anastazja.
Kornelia uśmiechnęła się sztucznie. Nienawidziła odpowiadać na to pytanie.
– Nie wiem jeszcze na pewno. Coś z medycyną. Albo raczej z psychologią. Ewentualnie skończę jako kosmetyczka czy tam rysowniczka. Albo designerka. Żartuję, nie wiem…
– Jak się ma same szóstki, to można przebierać w zawodach – odezwał się zgryźliwie Eryk. – Jeszcze tylko maturka na sto procent i jedziesz z tym koksem.
– Jeszcze jej będziesz tworzyć oficjalne strony internetowe, zobaczysz – powiedział Daniel, a Kornelia zauważyła, że w przeciwieństwie do jej dość okrągłej twarzy chłopak ma bardzo mocno zarysowaną szczękę. Kwadratową, szlachecką, jak to się mówi. Fajnie.
Piętnaście minut później jedli już lody, tylko Eryk nie kupił sobie żadnych. I choć Daniel usilnie chciał mu postawić choćby McFlurry, ten, zły jak osa, stanowczo odmówił. Spojrzeli wtedy na siebie jakimś porozumiewawczym, chłodnym spojrzeniem i obaj umilkli.
Atmosfera nieco się pogorszyła, a Kornelia odnosiła wrażenie, że to przez nią.
– Dzięki za ten wypad, że mnie wzięliście – palnęła, żeby tylko coś powiedzieć. – Moi znajomi nie lubią kręgli. I w ogóle… Spoko było was poznać.
Eryk udał, że ociera łzę spod swoich długich rzęs, których swoją drogą trochę mu zazdrościła, ale Daniel i Anastazja uśmiechnęli się całkiem szczerze.
– Możesz z nami wychodzić, kiedy chcesz – powiedział od razu chłopak.
– Kto wie, może następnym razem spotkamy się w tych całych hełmach antywirusowych – dodała z udawaną powagą Anastazja.
– Albo już się w ogóle nie spotkamy – skomentował Eryk.
Kornelia poczuła nagle, że bardzo ich lubi. I że chciałaby ich lepiej poznać. Nawet Eryka, z którym jakieś osiem lat wcześniej codziennie grała w piłkę, a teraz nie miałaby pojęcia, że idzie w informatykę i programowanie, gdyby nie plotki powtrarzane przez jej mamę. Uznała też w przypływie chwilowego entuzjazmu, że jej tajna misja się uda i że to wcale nie jest wykorzystywanie Daniela, tylko chęć przyjaźni i po prostu skorzystanie z okazji.
Może wszystko się jakoś ułoży i żadna SI nie zniszczy jej planów.
A może i nie.