Lament trupa i trupicy

Lament trupa i trupicy

Lament trupicy

Kiedyś nocą się martwiłam,
że nie zgnieciesz moich pierzy.
Teraz martwi mnie mogiła:
tylko martwa w niej wyleży.

Kiedyś rozkładałam nogi,
ty zaś byłeś w siódmym niebie.
Teraz rozkład nóg, mój drogi,
mógłby strwożyć nawet ciebie.

Kiedyś wciąż ci gotowałam
pyszne dania, pełne barwy.
Teraz dieta zeszczuplała,
żywię bowiem tylko larwy.

Póki śmierć nas nie rozłączy –
obiecałeś treść tak znaną.
Dziś, gdy jad się ze mnie sączy,
mam swą ziemię obiecaną.

Lament trupa

Kiedyś złość się we mnie rwała,
bo dmuchałam wciąż na zimne.
Dzisiaj marzę, byś zechciała
chuchnąć w ciało me bezczynne.

Kiedyś uwielbiałaś stale
kryć się w lekkich pierza złogach.
Teraz ja się pochowałem.
Czemu mnie nie szukasz, droga?

Kiedyś rzekła, pewna racji:
grunt to zdrowie. Dobre sobie,
czemu w ramach więc kuracji
nie odwiedzisz mnie w mym grobie?

Kiedyś zło ci wybaczyłem,
miałaś bowiem trupa w szafie.
Teraz myślę w swej mogile:
kiedy ja do szafy trafię?