transhumanizm - reportaż

O transhumanizmie słów kilka – analiza reportażu Magdy Gacyk

Reportaż Magdy Gacyk Zabawy w Boga. Ludzie o magnetycznych palcach opowiada o coraz bardziej popularnym trendzie, który rozwija się wraz z nauką i nowoczesną technologią, czyli o cyborgizacji ludzi. Podróżując po Dolinie Krzemowej, autorka poznaje cyborgów oraz tych, którzy ich stworzyli, zastanawiając się przy okazji, dokąd dąży ludzkość i czy to, co czeka nas w przyszłości, okaże się triumfem nauki, czy też pułapką postępu. W jaki sposób Gacyk opisuje transhumanizm? Jak zrealizowała gatunek reportażu oraz jak manewrowała językiem? Zapraszam do analizy reportażu!

Struktura reportażu

Na początku pytanie: co to jest reportaż? To gatunek z pogranicza literatury, określany jako dziennikarski, który przedstawia rzeczywistość w sposób szczegółowy i subiektywny, często w kontekście emocjonalnym i społecznym. Cechuje go połączenie faktów z literacką formą, wnikliwość w temat i obecność autora jako obserwatora lub uczestnika wydarzeń.

Książka Gacyk podzielona jest na jedenaście rozdziałów, a każdy z nich poprzedza strona grafiki nawiązującej do tematu rozdziału. Obok grafiki znajduje się krótka notka dotycząca marzeń cyborga oraz tego, jaka jest aktualna sytuacja związana z daną kwestią, np. odnośnie do rozdziału Przewlekła choroba zwana starością i zdjęcia czaszki naprzeciw głowy robota można przeczytać: „Z marzeń cyborga: niestarzejące się ciało i sprawny umysł. Z rzeczywistości cyborga: infuzje z krwi młodych chłopców”[1]. Autorka ukazuje w ten sposób różnicę między tym, co wciąż nieosiągalne, będące często jedynie wątkiem filmów science fiction, a tym, co jest już na wyciagnięcie ręki, oczywiście za odpowiednie pieniądze. Każdy rozdział reportażu przedstawia rzeczywistość cyborgów, która już teraz jest zaskakująca i nowa, a będzie z miesiąca na miesiąc coraz bardziej niesamowita.

Zabawy w Boga: Ludzie o magnetycznych palcach : Gacyk, Magda: Amazon.de: Books

Źródło: https://www.amazon.de/-/en/Magda-Gacyk/dp/8326836095

Dynamika rozwoju transhumanizmu

Gacyk stara się pokazać dynamikę rozwoju transhumanistycznych wizji oraz udowodnić, że cyborgi są wśród nas, ale też przedstawia wizję przyszłości rozwoju nowoczesnej technologii, którą często ukazuje w sposób negatywny. Na przestrzeni całej książki, przede wszystkim w wypowiedziach cyborgów, można dostrzec chęć pogoni za lepszym, nowszym, co podszyte jest zarówno fascynacją, jak i lękiem. W rozdziale przedstawiającym, jak określa to autorka, „maszyny do pieprzenia”, pewna dziewczyna grająca w filmach pornograficznych wypełnionych nowoczesną technologią mówi o sobie: „Boję się, że kiedyś Betty Boop 2.0 ze sztucznymi cyckami zostanie zastąpiona przez Betty Boop 3.0, która już będzie miała wszystko sztuczne”[2]. Za zachwytem nad nowoczesnością zawsze stoi kilka zagrożeń, które mogą się spełnić, jeżeli człowiek w porę się nie zorientuje, że zaszedł o krok za daleko.

Granica między fikcją a reportażem

Jak na reportaż przystało, Gacyk zalewa czytelnika wieloma różnorodnymi wypowiedziami i faktami. Rozdział drugi odbiega od tradycyjnej formy tego gatunku. Jego podtytuł brzmi: „Czas akcji: połowa drugiej dekady XXI wieku, mgnienie nieskończoności”[3]. Autorka, będąca uczestniczką wydarzeń, opisuje wybory na prezydenta w przyszłości; jeden z kandydatów to sztuczna inteligencja, a drugi to jeżdżący „Autobusem Nieśmiertelności” Zoltan, który wierzy, że ludziom uda się osiągnąć życie wieczne m.in. dzięki bionicznym częściom ciała. Choć fabuła odbiega zupełnie od realiów dzisiejszego świata, można w niej znaleźć liczne nawiązania do teraźniejszości, a zwłaszcza do dzisiejszych transhumanistów, których z każdym dniem jest coraz więcej.

Nasuwa się pytanie, dlaczego Gacyk pisze niestworzone historie w reportażu, który powinien opierać się na faktach. Zapewne jest to próba przedstawienia konsekwencji rozwijającej się z cyborgizacji, która wpłynie nie tylko na niewielkie grupki ludzi, ale na całą politykę, polityka zaś od zawsze decyduje o jakości życia oraz o nastrojach społeczeństwa, a mając do dyspozycji nowe środki, może zbudować zupełnie nowy świat.

Choć forma reportażowa teoretycznie zostaje zachowana, autorka, sytuując akcję kilkadziesiąt lat w przód, z jednej strony przedstawia naocznie zagrożenia i nadzieje związane z tematem nieśmiertelności wypływającej na politykę, ale z drugiej odbiera sobie tym samym wiarygodność. Operując fikcją, choćby opartą na faktach, może i podsuwa czytelnikowi alternatywny obraz owej tematyki, jednak w reportażu raczej nie ma miejsca na spekulacje i zmyślone dialogi. Fragment o wyborach prezydenckich odbywających się za kilkadziesiąt lat mógłby się równie dobrze znaleźć w powieści science fiction. Mimo to, abstrahując od gatunku, przyszłość przedstawiona w tym rozdziale wydaje się wiarygodna i jak najbardziej możliwa do spełnienia w przyszłości.

Postać autorki reportażu – obserwatorka czy ekspertka?

Sama Gacyk nieczęsto przedstawia swoją opinię w książce. Jest raczej obserwatorką, która z ciekawością śledzi wszystko, co związane jest z transhumanizmem, mimo że sama cyborgiem nie jest i raczej nie chce nim być. Ale za to próbuje kreować przed czytelnikiem swoją własną osobę. Momentami może się zdawać, iż stara się zapewnić czytającego o swojej obszernej wiedzy i kompetencjach. Przykładowo: kiedy znalazła się w pomieszczeniu, w którym pewien wytatuowany na całym ciele mężczyzna wykonywał zabieg wszczepienia w palce magnesów, pisze: „Wiedziałam, że patrzy na mnie jak na dziennikarską Anię z Zielonego Wzgórza: naiwną, korną, bez cienia buntu”[4]. Chwilę później sugeruje specjaliście użycie nowego znieczulania w zabiegu, posługując się, jakby celowo, trudnym słownictwem: „Tylko trochę lidokainy (…). To nic wielkiego. Przecież nie mówię o intubowaniu i serwowaniu jakiejś mocarnej anestezji”[5].

W innym miejscu, gdy ktoś pyta ją oskarżycielsko, dlaczego reklamuje cyborgi, skoro to walka z Panem Bogiem, przedstawia siebie jako tę opanowaną, która wie lepiej i choć ma mnóstwo argumentów do udowodnienia swoich racji, które zresztą wymienia dla czytelnika, nie mówi tego rozmówcy, bo twierdzi, że po prostu nie warto[6]. Zapewne ma rację, lecz wyraźnie widać, iż przedstawia siebie w opozycji do tych nieoświeconych, być może po prostu głupszych, którzy nie mają wystarczającej wiedzy, by zrozumieć sens transhumanizmu.

cyborgizacja

Autorka niejednokrotnie zaznacza też swoją niepohamowaną ciekawość, która często bywa nietaktowna, a jednak jest przez nią przedstawiona tak, by tym samym ukazać swoją osobę jako tę racjonalną, inteligentną. Przykładem może być rozmowa z pewną kobietą, która wszczepiła sobie brylancik zaręczynowy w palec. Gacyk pisze: „Nie boisz się infekcji? – dociekam. Wiem, że moją reakcją powinien być natychmiastowy zachwyt (…), ale ciekawość bierze górę. – Wiesz… zmywanie naczyń, praca w ogrodzie, że nie wspomnę o pójściu do toalety, kiedy trzeba podetrzeć sobie tylną część ciała…”[7].

Dziewczyna poczuła przykrość, jak zaznacza autorka, i oznajmiła, że przecież nie jest głupia i zdaje sobie sprawę z problemów, jakie wynikają z tego drogocennego implantu. I znów – łatwiej jest stanąć po stronie rozsądnej pisarki niż niemądrej dziewczyny, która może mieć problem z normalnym załatwieniem się w toalecie.

Styl autorki i sposób narracji

Co więcej, czasem zostają też wplecione osobiste fragmenty o autorce, które również zdają się mieć na celu jedynie poczucie sympatii do jej osoby. Przykładem może być rozdział o opartej na głodówkach diecie cyborgów, na końcu którego Gacyk po pogawędce o jedzeniu z pewnym rozmówcą pisze: „Uśmiecham się miło. Nie dodaję, że prawie od miesiąca jestem na poście przerywanym i czuję się fan-tas-ty-cznie”[8].

W innym miejscu, kiedy jedna z transhumanistek opowiada autorce o profesorze, który w bezpośredni i niemiły sposób mówił na wykładzie o procesie starzenia się wśród dziewczyn, Gacyk pyta: „I przejęłaś się takim dupkiem?”[9]. Kreuje zatem siebie zarówno jako osobę, która posługuje się ironią i ma do siebie dystans, jak i jako „twardą” kobietę, która nie szczędzi ostrych słów. Być może właśnie te i wcześniej wymienione cechy pozwoliły jej przemieszczać się swobodnie po kwaterach nieraz ciężkich w obyciu cyborgów oraz przeprowadzać z nimi wywiady. A jednak nie każdemu może spodobać się jej zachowanie.

O autorce mówi też trochę sam język książki. Występuje tu mnóstwo potocyzmów, zarówno w wypowiedziach cyborgów, jak i w nieraz ironicznych przemyśleniach autorki. W końcu reportaż jest jak najbardziej aktualny i nowoczesny, trudno byłoby zatem unikać potocznych wyrazów, które niejednokrotnie nadają wielu wywiadom czy przemyśleniom naturalności. Gacyk zbliża się tym samym do czytelnika, próbując mówić o niektórych kwestiach w sposób przyjazny, może zabawny, jakby dla równowagi do występujących czasem trudniejszych akapitów. Mimo to gdy w grę wchodzi temat nowoczesnej technologii czy nauki, wplatanie wyrażeń, choćby i stylizowanych, takich jak „elektroniczna duperela”[10], „spięte dupska”[11] czy „to był dopiero sztos!”[12], może sprawić, że Gacyk stanie się bardziej „koleżanką” opowiadającą o danym temacie niż ekspertem.

Reportaż a gra formą i słowem

Początki oraz końce rozdziałów i podrozdziałów często są napisane w formie jednego, krótkiego zdania, które ma szokować lub dawać do myślenia. Rozdział o seksrobotach zaczyna się wypowiedzią pracownika: „Mamy najlepsze maszyny do pieprzenia”[13], a ten o bioarcie od tajemniczego stwierdzenia: „W nocy obudził ją dziwny ból. Ręka silnie wibrowała[14]”. Na końcu rozdziału o sztucznej inteligencji można przeczytać w osobnym akapicie nietypowe zdanie: „Utopijny cyborgiczny technolibertarianizm”[15], zaś sam reportaż kończy się refleksyjnie: „A marzenia cyborgów sięgają daleko. Poza horyzont zdarzeń”[16]. Wyraźnie widać, że reportaż przepełniony jest różnymi sformułowaniami: specjalistycznymi, filozoficznymi, potocznymi, ale też sfabularyzowanymi, mającymi za zadanie wciągnąć czytelnika w historię.

Dla jednych może to być interesujące połączenie stylów, które daje wiele wrażeń, a dla innych rozczarowanie, zwłaszcza w przypadku gdy oczekiwali typowo popularnonaukowego, profesjonalnego tekstu. Można dojść do wniosku, że autorce zależy nie tyle na eksperckim, poważnym reportażu, ile na zagłębieniu się w niezwykły, różnorodny świat cyborgów, który ma wywołać zachwyt, lęk, ale i zaciekawienie w czytelniku. W końcu sam tytuł zaczyna się od słów „zabawy”. Wiele zależy zatem od oczekiwań czytającego i jego podejścia do tematu.

cyborg

Jak wypada realizacja gatunku, jakim jest reportaż?

Magda Gacyk podeszła raczej luźno do gatunku z pogranicza literackiego, jakim jest reportaż. Potoczny język pomieszany nieraz z eksperckim, kreowanie siebie jako inteligentną, często ironiczną, twardą oraz rozsądną kobietę, a także różnorodne, mające szokować lub wywołać zaintrygowanie fragmenty, niejaka mieszanka stylów – wszystko to może być zarówno ciekawym atutem, jak i irytującym mankamentem.

Nie można oczywiście odjąć autorce ogromu pracy, jaki włożyła w napisanie tego reportażu. Wiele wywiadów, przytoczonych badań i faktów łączy się w spójną całość, która ma za zadanie zapewnić nas, że cyborgi to nie tylko postacie fikcyjne jak bohater filmu RoboCop (Paul Verhoeven, 1987), ale prawdziwi ludzie, którzy ingerują we własne ciało, by jakoś je ulepszyć, a może i wyleczyć. Mieszanie teraźniejszości z tym, co może nadejść, również jest ciekawym zabiegiem, pokazującym, jak wiele jeszcze może się zmienić w kwestii transhumanizmu i jakie zagrożenia niosą za sobą te zmiany.

Podsumowanie reportażu i refleksje o cyborgach

Na koniec dodam, że choć mnie osobiście nie podobała się kreacja samej autorki w tym reportażu – Gacyk zdawała mi się ona zbyt pewna siebie, a nawet zarozumiała – to jednak sam reportaż był dla mnie dużym odkryciem. Nie oczekiwałam „naukowego bełkotu”, a jedynie chciałam się dowiedzieć więcej o cyborgach, dlatego właśnie swoboda pisarska oraz potoczność języka sprawiły, że reportaż czytało mi się bardzo dobrze. Widać też było, że Gacyk jest bardzo zaangażowana w temat, a jej fascynacją łatwo można się zarazić.

Jak mówi w wywiadzie: „Osobiście jestem „fanką nieśmiertelności”, że tak powiem, tym niemniej uważam, że za naszego życia i życia naszych dzieci, wnuków oraz prawnuków to się nie wydarzy. Jestem jednocześnie techno-optymistką, dlatego wierzę, że te starania o dłuższe życie oraz lepszą jego jakość będą ostatecznie służyć wszystkim, a nie tylko bogatym”[17]. Po przeczytaniu reportażu w pełni zgadzam się z tą wypowiedzią i liczę na to, że autorka Zabaw w Boga zaskoczy nas jeszcze niejedną książką o rozwoju cywilizacji.

Polecam też mój ironiczny wiersz o tym, jak zyskać radość dzięki staniu się cyborgiem, czyli Przepis na szczęście oraz artykuł  Co to jest dehumanizacja?. Sprawdź również recenzję reportażu Filipia Springera: Miedzianka. Historia znikania!

[1] M. Gacyk, Zabawy w Boga. Ludzie o magnetycznych palcach, Warszawa 2020, s. 127.
[2] Tamże, s. 184.
[3] Tamże, s. 55.
[4] Tamże, s. 14.
[5] Tamże, s. 16.
[6] Tamże, s. 18.
[7] Tamże, s. 76.
[8] Tamże, s. 205.
[9] Tamże, s. 36.
[10] Tamże, s. 94.
[11] Tamże, s. 83.
[12] Tamże, s. 106.
[13] Tamże, s. 169.
[14] Tamże, s. 207.
[15] Tamże, s. 167.
[16] Tamże, s. 254.
[17] Cyborgi to wcale nie science fiction. Są już wśród nas, spidersweb.pl,
https://spidersweb.pl/plus/2020/12/cyborgi-to-wcale-nie-science-fiction-wywiad-magda-gacyk-zabawy-w-boga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *