pamiętnik zza grobu 8

Pamiętnik zza grobu cz. 8

Dziś o tak zwanym overthinking słów kilka.

Nic tak nie sprzyja nadmiernemu myśleniu jak ciemna trumna. Leży w niej taki zewłok, ni to żywe, ni martwe, nie ma nic do roboty, nie oddycha nawet, nie pompuje krwi, nie je, nie pije, tylko leży, leży, leży, a sen nie nadchodzi. To co ma innego robić, jak nie myśleć? (Powiecie: wyjść na zewnątrz, ale cicho tam: leży i już). Tu bolesne wspomnienie z przeszłości, tam kontemplacja o larwach, pomiędzy tym przemyślenia na temat życia i nieżycia, a na dokładkę rozważania o tym, czy dałoby się uniknąć własnej śmierci. Nawet jeżeli ów zewłok rozłoży sobie to myślenie – we współpracy z ciałem – decydując, że ten tydzień pomyśli o przeszłości, kolejny o teraźniejszości, a następny o przyszłości, to wciąż będzie nadmiernie myślał, tylko w sposób poukładany.

Co się dzieje w takiej sytuacji, gdy umysł nie ma nawet chwili spokoju, choćby sekundki? Wówczas dzieje się źle. Zewłok męczy się, choć przecież tylko leży. Potrzebuje odpocząć, a nawet się nie ruszył. Marzy o świętym spokoju, a przecież zgodnie z epitafium w spokoju spoczywa. Trupi jad sączy się nieustannie, trując najpierw mózg, a potem całą resztę.

A gdyby tak przestać i nie myśleć o niczym? Tylko jak? Zewłok nie wie. Próbuje czasem skierować myśli na słodkie kotki lub błękitne niebo, a kończy się to płaczem, bo nie jest mu dane cieszyć się z takich przyjemności.
Rozkładanie każdego aspektu życia i śmierci na czynniki pierwsze potrafi być równie męczące co maraton. Jak się od tego uchronić? Cóż, w ciemnej trumnie jest to raczej niemożliwe. Zewłok boi się jednak, że każde wyjście da mu tylko kolejne preteksty do nadmiernego myślenia, zmartwień, niepewności. Czy nie palnął jakiejś głupoty? Co inne trupy o nim myślą, tak naprawdę? Czy nadaje się w ogóle do społeczeństwa cmentarnego po tym, co przeszedł? I tu właśnie zewłok wpada w pętlę, którą musi przerwać, inaczej przegrzeje dość już martwy mózg.

Czasem tak sobie myślę: dlaczego kultywuję pamiętnikowy overthinking? Zamiast zająć się wiecznym odpoczynkiem, skłaniam się ku wiecznemu rozmyślaniu o wieczności, przeszłości i trupowatości, a że zdaje mi się to ciekawe, spisuję te myśli dla was, moich żywych czytelników, którym na pewno nie w głowie śmierć (oby, bo nie polecam). Ktokolwiek dotrwał aż tutaj – moje gratulacje, bohaterze, otrzymujesz order cierpliwego czytelnika.
Zabawne – pamiętnik powinien być odzwierciedleniem myśli i przeżyć, a jednak przyznaję sama przed sobą, że kreuję rzeczywistość i piszę o tym, co uznaję za stosowne. Gdybym wiedziała, że nikt tego nie przeczyta (w głębi duszy nadal liczę, że ktoś ten notesik odnajdzie), jestem pewna, że pamiętnik ten wyglądałby zgoła inaczej. Co jeszcze zabawniejsze – przecież nie żyję, to co za różnica? Nawet gdybym zdradziła wam najgorsze myśli, to cóż, najwyżej umrę ze wstydu i zapadnę się pod ziemię, dzień jak co dzień.

Dość tych przemyśleń, nawet mnie już znudziły. Może jednak namówię swój zewłok, by wyszedł znów na zewnątrz. Mózg podpowiada, że powinnam, a wręcz muszę, bo zaczyna z niego parować, a taka para skropli się i z wieka trumny zacznie padać dziwaczny deszcz myślowy, który utopi mnie, i będę pływać w tych myślach, nie mogąc wydostać się na zewnątrz, a że nie potrzebuję oddychać, to zostanę w tej refleksyjnej wodzie na zawsze.

Uff, wystarczy.

Dla wytrwałych czytelników – obiecuję, że następny wpis będzie pełen zwrotów akcji, żywych trupów i zaskakujących zgonów, a nastrój iście grobowy! No, a przynajmniej obiecuję, że postaram się przeżyć coś na tyle ciekawego, by o tym opowiedzieć. Do następnego zatem, i nie myślcie zbyt dużo!

Czytaj dalej –> cz. 9.