
O wilku mowa
„Nie siedź na zimnym, bo dostaniesz wilka” – mawiała mama. Więc ona nie siadała, bo bała się tego całego wilka. Zawsze zanim przycupnęła na jakimś kamieniu czy betonie, sprawdzała, na ile zimna jest powierzchnia. Gdy nie była pewna, czy to już ten poziom chłodu, wolała stać.
Przyszedł jednak dzień, kiedy to z nieuwagi, zmęczona po całym dniu zakupów, usiadła na schodach, czekając, aż mama znajdzie w samochodzie klucz od domu, który zawsze gubiła.
Zimno osiągnęło punkt docelowy.
Natychmiast wstała, ale wiedziała, że jest już za późno. Z płaczem pobiegła do mamy, która powtarzała tylko: „Dziecko, co ty zrobiłaś…”.
Przez kolejne dwa dni udawała, że się wcale nie martwi i wszystko jest w porządku. Że może jednak klątwa jej nie dosięgnie. Właśnie mówiła mamie, że te schody nie były przecież takie zimne i ostatecznie nic się tak właściwie nie stało, gdy zadzwonił dzwonek.
Podeszły do drzwi. Kryła się za nogami mamy, kiedy ta zaglądała przez judasza.
– O wilku mowa – powiedziała mama słabo.
Otworzyła drzwi i wpuściła do środka obwiązanego wstążką prezentową szarobiałego wilka. Warczał groźnie i patrzył wilkiem to na mamę, to na nią. A potem wszedł do salonu i jak gdyby nigdy nic wyłożył się przed kominkiem.
– I co teraz? – spytała mamę drżącym głosem.
– Dostałaś wilka, więc musisz się nim zająć. Nic już nie poradzimy.
Mama zamknęła się w pokoju, a ona została sam na sam z nowym prezentem. Wilk spoglądał na nią nieufnie znad łap .
– Przepraszam, że wywołałam cię z lasu – pisnęła. – Mama mnie znienawidzi, jeśli tu zostaniesz. Możesz sobie pójść?
Wilk obnażył kły, a ona zaczęła płakać. Chciała zawołać mamę, ale za bardzo bała się jej reakcji. Stała więc sparaliżowana strachem.
Wilk wstał i powoli do niej podszedł. Była pewna, że zaraz zostanie rozdarta na strzępy. Tymczasem on otarł się o jej nogi, jakby chciał ją pocieszyć.
Chwilę trwało, zanim zdołała się poruszyć. Sięgnęła do lodówki po resztki mięsa z obiadu i rzuciła mu na ziemię. Zjadł ze smakiem.
Nawet nie wiedziała, kiedy zaczęła się do niego przytulać. Och, jak bezpiecznie czuła się z głową w jego futerku.
Tkwili tak w uścisku kilka minut, aż w końcu wilk spojrzał jej w oczy, skinął łbem i wyszedł.
Nie rozumiała, co się właśnie stało. Było jej jakoś dziwnie przykro. Wiedziała jednak, że mama będzie zadowolona.
Jeszcze tego samego dnia wszystko wróciło do normy. Mama nawet dała jej buziaka w czubek głowy w nagrodę. Było to bardzo miłe z jej strony.
Coś się jednak zmieniło: teraz codziennie chodziła na skraj lasu. Przynosiła wilkowi jedzenie, a ten dawał się jej przytulać.
W ten sposób i wilk był syty, i owca cała. Cała, bo udało jej się nie rozpaść na kawałeczki.