Rozdział 6.
6. Lockdown i tym podobne
– To są chyba jakieś jaja – skomentował Daniel, słuchając z przyjaciółmi premiera, który właśnie ogłaszał jego mały koniec świata. – Zakaz wychodzenia z domu? Zgromadzenia do dwóch osób? Przecież to jawne ograniczenie praw człowieka!
– Tylko spokojnie, Danny, nauczanie zdalne już od jutra, zaraz wrócisz do roli – rzucił Eryk, któremu lockdown odpowiadał. – Mam nadzieję, że starczy ci papieru do jedenastego kwietnia.
– Pragnę zauważyć, że jesteśmy tu na nielegalu – oznajmiła Anastazja. – Dlatego chyba muszę wyjść na zewnątrz… Ktoś idzie ze mną?
Zaśmiała się z własnego żartu, przy okazji głaskając śpiącego u jej nóg Bruno, ale Daniel był zbyt oburzony, by odpowiednio zareagować.
– Nawet msze do pięciu osób – powiedziała nieśmiało Kornelia, czytając dolny pasek wiadomości na telewizorze. – Czyli wszystko będzie przez laptopa, niezły żal.
Daniel, zapraszając do siebie Eryka i Anastazję, czuł się wręcz zobowiązany, aby zaprosić też Kornelię. Dziewczyna na początku się wahała, ale ostatecznie napisała, że chętnie przyjdzie, skoro może to być ich ostatnie spotkanie. Co wedle pana premiera okazało się prawdą. Kto tego będzie przestrzegał? Aktualnie Kornelia, ubrana w rurki i zieloną bluzkę ładnie odsłaniającą obojczyki, siedziała z podwiniętymi nogami na skórzanej, czarnej kanapie, swoje długie, rudawe włosy zaczesując notorycznie na lewą stronę. Czym ona się denerwowała? Bo chyba nie psem, który nawet nie zaszczekał na jej widok, mimo że ponoć miała kota? Rodzice poszli piętro wyżej, żeby im nie przeszkadzać. Wyglądała pięknie, nie miała czego się wstydzić…
– Serio sądzicie, że będą to tak kontrolować? – spytała Anastazja. Ona natomiast, w dresie, rozłożona wygodnie na sofie, podjadała chrupki i wyraźnie czuła się jak u siebie, co Daniel jak najbardziej pochwalał. Mimo wszystko zdziwił się, widząc u niej nagle mocniejszy makijaż. Nie, żeby był brzydki, wręcz przeciwnie, ale…? Co się dzieje z tymi babami? Może mają okres?
– Jasne, że będą – powiedział, zastanawiając się niespodziewanie, czy jego drogie perfumy są w ogóle wyczuwalne. – Ale ja mam to gdzieś. Moja chata stoi dla was otworem.
– Halo, halo, sanepid, zgłaszam niesubordynację – zaczął udawać Eryk, ale Daniel rzucił w niego papciem. – No już, Jezu!
– Co by nie było, w środku zawsze jesteśmy bezpieczni – skomentowała Anastazja. Nie tylko makijaż, ale i jej starannie spięte włosy były nadzwyczajne. To tak w ramach pandemii?
– Tyle że jakoś do tego środka trzeba dojść, a nie każdy zakłada hełm jak trzeba – odparł Eryk. Ten jak zwykle siedział gdzieś z boku, z rękami założonymi na piersiach. Pewnie myślał tylko, kiedy wreszcie będzie mógł siąść do Warcrafta i naparzać przez całą noc.
Ostatnio Eryk zdradził mu, że znów pokłócił się z Wiktorem, gnojkiem, jakich mało. I że obawia się o Kornelię, która będzie teraz z tym gnojkiem siedzieć bez przerwy w domu.
– A najlepsze jest to, że Wiktor, w sensie mój brat, uważa, że SI to, cytuję, zajebista sprawa – powiedziała jak na zawołanie Kornelia, a Anastazja od razu chwyciła telefon do ręki i prawdopodobnie zaczęła go szukać na Fejsie.
– Psychol – pokiwał głową Eryk.
– Uuu, najs… – zamruczała pod nosem Anastazja, ale nic więcej nie powiedziała i Daniel nie bardzo wiedział, o co jej chodzi. Wzruszył tylko ramionami. Powtórzył słowa premiera:
– SI wisi w powietrzu. SI wisi w powietrzu… Serio? To brzmi wręcz śmiesznie.
– Jakoś to przeżyjemy – powiedziała uśmiechnięta Anastazja, odkładając telefon. – Co nie, Bruno? Chyba byś tu za mną tęsknił, co, ty moja mordko? Chodź no tu, słodziaku jeden.
Eryk westchnął z zażenowaniem, natomiast Daniel wstał i klasnął głośno w dłonie.
– Dobra, mam dość polityki, za dużo tego. Kto chętny na FIFĘ?
Jednak zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, stało się coś, czego nikt by się nie spodziewał. Wiadomości zostały nagle przerwane, a na ekranie pojawiła się prezenterka, która wyraźnie zestresowana i nieprzygotowana, zaczęła mówić na szybko:
– Mamy najnowsze informacje z Warszawy, gdzie właśnie udało się skontaktować z samą Sztuczną Inteligencją. Z pobieżnych informacji wiemy, że SI transmituje teraz w kilku innych stolicach Unii Europejskiej. Oddaję głos reporterce. – Wszyscy zamarli, gdy obraz ukazał zaniepokojoną, aczkolwiek pełną powagi czarnowłosą kobietę, która siedziała na fotelu w eleganckim studio i kiwała głową potwierdzająco, mimo że na wizji panowała już cisza. Daniel zaczął nerwowo podrygiwać nogą.
– Przecież to musi być fejk, niemożliwe, że wirus faktycznie może przejąć umysł – skomentował, nie mogąc nieść tego bezsensownego milczenia, ale wszyscy go uciszyli.
– Dzień dobry – odezwała się w końcu reporterka. – Właśnie mamy okazję gościć tu pana Janusza Mąciwodę, który świadomie poddał się SI w celu przekazania niezbędnych informacji i udzielenia wywiadu. Panie Januszu, czy… – Kobieta się zawahała. – Czy to pan jest teraz z nami, czy też może SI? Każdy słyszał już, że wirus może przejąć nasze głowy.
Gdy kamera ukazała mężczyznę, Daniel i Anastazja parsknęli równo śmiechem. Pan Mąciwoda siedział rozłożony wygodnie jakiś metr obok niczym król; miał na sobie staromodny garnitur z koszulą niedbale wyjętą ze spodni, włosy zaczesane żelem w tył i lekki zarost na zaczerwienionej chyba z przepicia twarzy.
– Tak się składa, prze pani, że ja sam mogę decydować, kiedy chcę oddać głos mojej kumpelce Inteligencji – powiedział z wyższością Janusz. – Bo widzi pani, ona nie przejęła mojego umysłu. Ja żem sam ją tam wpuścił. I wreszcie mam spokój! Koniec życia w strachu przed zarażeniem, koniec z durnymi hełmami. To było nieuniknione, nie? A jako że oddałem jej się w pełni jakieś kilka godzin temu, a ona potrzebowała kogoś na szybko do telewizji, no to jak mogłem odmówić, co? He, he.
– Mam zatem rozumieć – spytała z kamienną twarzą reporterka – że SI nie przejmie w pełni ludzkiego umysłu, jeśli człowiek tego nie chce?
– Jak najbardziej!
– Jednak skąd możemy mieć pewność, że SI naprawdę w panu jest?
– Chyba inaczej byście mnie tu nie wpuścili, co? – zachichotał mężczyzna, opluwając się przy tym. – Dobra, to teraz dam jej coś powiedzieć, tak jak wam wcześniej, okej?
– O to właśnie miałam pana prosić. Słuchamy – zachęciła go reporterka, która mrugała kilka razy na sekundę.
– A zatem uwaga… – Mężczyzna zakrył twarz dłońmi i garbiąc się, rozpoczął odliczanie. – Pięć, cztery, trzy… – Zaczął jakoś dziwnie się trząść, jakby przechodził jakiś atak. Co to miało być? – Dwa, jeden i… BU!
Janusz oderwał dłonie od twarzy i spojrzał prosto w kamerę. Owszem, trząsł się, ale ze śmiechu, jakby to wszystko było naprawdę świetnym żartem. Czwórka przyjaciół patrzyła w ekran z szeroko otwartymi ustami i oczami, gdy mężczyzna w przerwach od śmiechu mówił do wyraźnie załamanej, choć starającej się trzymać fason reporterki:
– Jezus Maria, co jest z wami, ludzie? Serio wierzycie w tę całą SI? Bo co, bo tak wam powiedziało WHO? Bo zaczyna się tym interesować ONZ, to musi być poważnie? – Jego źrenice powiększyły się niepokojąco. Reporterka próbowała mu przerwać, ale ten zdawał się jej nie słyszeć. – Robią z was idiotów dla własnych ukrytych celów, a mnie, tak jak pozostałym, dali kilka stówek, żebym udawał, że SI przeze mnie przemawia! Wiecie, jaki mają ubaw z tych waszych antySRIdemowych hełmów? – Zza kulis wyszło już dwóch ochroniarzy. – Wystarczyło, że kilku światowych naukowców „potwierdziło” obecność obcego ciała w mózgu i połączyło to z objawami, a wy już robicie z siebie posłuszne rybki akwariowe. Jak myślicie, dlaczego dalej nie ogłosili stanu wyjątkowego? Bo sami w to gówno nie wierzą! – Ochroniarze postawili go na nogi i zaczęli odciągać z wizji, ale dało się jeszcze usłyszeć jego ostatnie słowa: – Widzimy się za tydzień, cebulaki jeba…
Obraz urwał się, a na ekranie z powrotem pojawiła się zapowiadająca wywiad prezenterka, która nerwowo wyrównując o biurko plik kartek, powiedziała tylko:
– Zapraszamy po krótkiej przerwie.
Eryk przeklął głośno, Anastazja, wydając z siebie dziwne odgłosy zdziwienia i śmiechu, już pisząc post na Twitterze, Kornelia chwyciła się za głowę i tak już została, a Daniel, który wcześniej był rozbawiony, teraz nagle poczuł złość.
– Nie wierzę, po prostu nie wierzę! – zawołał. – Jak telewizja mogła dopuścić takiego debila do programu? Przerwali nawet przemówienie premiera, żeby odstawić taki teatrzyk?
– To się wydaje aż zbyt ustawione – kiwała głową z niedowierzaniem Kornelia.
– Z tego, co widzę, podobnie było w innych krajach – powiedziała Anastazja, patrząc w telefon. – Jakiś, nie wiem, zmasowany atak, czy coś. Będzie z tego przypał.
– Przecież to ewidentnie jest działanie SI – oburzył się Eryk. – W życiu by tego gościa nie wpuścili do studia, gdyby wcześniej nie udowodnił im, że ma ją w sobie!
– Co? Przecież on sam mówił, że mu za ten występ zapłacili – zaoponował Daniel.
Przegadywali się tak przez chwilę, zwłaszcza na temat tego, czy wirus może bądź nie może wpływać na zachowanie człowieka, dopóki do salonu nie wkroczyli jego rodzice. Kornelia, która widziała ich po raz pierwszy, natychmiast się wyprostowała i powiedziała dzień dobry, zestresowana co najmniej tak, jakby właśnie poznawała swoich teściów.
– Cześć. Kornelia, tak? – zagadnął do niej na wstępie tata, po czym, jak to miał w zwyczaju, gdy Daniel zapraszał kogoś nowego, przeszedł do ataku. – Widziałaś to, Kornelio? Czy wy wszyscy to widzieliście? Skandal, że na coś takiego pozwolono. To mnie tylko zaczyna utwierdzać w przekonaniu, że władza sobie z nami pogrywa. Co ty na to, Kornelio?
– Oj, nie wiem sama… – Dziewczyna znów zaczęła nerwowo zaczesywać włosy w jedną stronę. – Jak na razie dalej nie mogę w to uwierzyć.
– Wreszcie ktoś miał jaja, żeby olać łapówkę i powiedzieć o tym szajsie na głos – odezwała się stanowczo Anastazja, a Daniel miał wrażenie, że trochę się podlizuje.
– No sorry, ale to definitywnie było działanie SI – powtórzył śmiało Eryk. – To pewne, że potrafi wpływać na nasze zachowanie. Nie sądzi pan, panie Mazur, że wzięliby raczej bardziej profesjonalnego aktora?
– Jeśli chodzi o nasz rząd, nic mnie już nie zdziwi, Eryku.
– Zobaczymy, co powiedzą po przerwie – powiedziała mama, na powrót elegancko ubrana. – Idę zrobić coś do jedzenia. Kornelio, mam nadzieję, że lubisz krokiety z mięsem?
– Eee, pewnie, chętnie zjem – odpowiedziała zaraz dziewczyna z miłym uśmiechem, ale Daniel nie mógł się powstrzymać, by nie powiedzieć:
– A ostatnio mówiłaś, że jesteś wegetarianką, czyż nie?
– No cóż, wystarczyło powiedzieć. Zrobię coś innego.
Mama wzruszyła ramionami i poszła do kuchni, a Kornelia tak się zaczerwieniła, że Danielowi zrobiło jej się żal.
– Kornelia się po prostu wstydzi – powiedział jak gdyby nigdy nic ojciec, poprawiając swoją czarną, drogą koszulę i podchodząc bliżej. – Będzie wam teraz trudniej się spotykać przy tych ograniczeniach, chociaż może po tym, co się stało, ludzie zdejmą wreszcie te hełmy. Ale nie martw się, w dwójkę można, poza tym Daniel zawsze znajdzie sposób na spotkanie z dziewczynami…
– Boże, tato, przestań! – wściekł się chłopak. Kornelia zachichotała niezręcznie.
– Dobra, dobra, już spadam, ale jeszcze tylko jedno pytanie… Lewica czy prawica?
Eryk i Anastazja parsknęli śmiechem, Daniel natomiast zmarszczył brwi.
– Szczerze mówiąc w ogóle nie interesuję się polityką – bąknęła po chwili Kornelia.
– No tak, wymijająca stwierdzenie, czyli najgorsza możliwa odpowiedź. – Sędzia wzruszył ramionami, po czym wyszedł z salonu. Dziewczyna od razu spojrzała ze skrzywioną miną na Daniela, jakby oczekując potwierdzenia, że zrobiła coś głupiego.
– Masz przerąbane, Kora – uprzedził go Eryk. – Już cię tu nigdy nie wpuszczą. Tak spieprzyć pierwsze wrażenie… Wstyd.
– Daj jej spokój – powiedziała Anastazja. – Nawet go nie słuchaj. Tak między nami – tu ściszyła głos – nie jest łatwo przypodobać się rodzicom Daniela. Mnie chyba dalej nie lubią.
Kornelia zrobiła się jeszcze bardziej czerwona i poirytowany całą sytuacją Daniel zaczął zaprzeczać, mimo że niestety wiedział, że to prawda; jego rodzice byli krytyczni, łagodnie rzecz ujmując. Ale zanim zdążył jakoś z tego wybrnąć, reklama się skończyła i na ekranie telewizora znów pojawiła się prezenterka. Tym razem już pewniejsza siebie i spokojna, zaczęła tłumaczyć, że SI przemówiła nie tylko w Warszawie, ale i w każdym państwie, w którym odnotowano jej obecność. Podczas gdy wyświetlały się nagrania z innych krajów – większość osób z potencjalną SI w środku zachowywała się w stylu Janusza i podobnie też wyglądała – kobieta wyjaśniała, jakoby przez pana Mąciwodę przemówiła wcześniej Inteligencja w sposób bardzo wiarygodny, dający niezbite dowody na swoją prawdziwość. Ponadto SI obiecała odpowiedzieć na pytania jedynie na wizji, bez zwłoki, co potwierdzają dziennikarze z innych państw. Trwają analizy i porównania wszystkich przypadków masowego działania SI oraz zachowań dziennikarzy, którzy brali w tym udział. Na koniec kobieta powiedziała z powagą:
– Drodzy państwo, nie dajmy się sprowokować nieprawdziwym nawoływaniom osoby udzielającej wywiadu. Hełmy będą konieczne tak długo, dopóki nie znajdziemy sposobu na zwalczenie SI. Tymczasem wracamy do przemówienia premiera.
Daniel miał już tego serdecznie dość. Może i to była SI, ale równie dobrze mogła za tym stać jakaś grupa antySIdemowców, którzy dobrze zaplanowali to wystąpienie i jakimś cudem zdołali przekonać dziennikarzy, że mają w sobie wirusa. Nikt już nie chciał tego go słuchać; wszyscy w czwórkę przenieśli się do jego pokoju i pograli w zapowiadaną wcześniej FIFĘ. Co chwila jednak padał komentarz na temat narodowej kwarantanny oraz wywiadu. Po dwóch godzinach wszyscy się rozeszli. Daniel, zły na cały świat i zmęczony tym wszystkim, wbrew sobie poszedł jeszcze do salonu, by sprawdzić, czy wiadomo coś nowego.
– Robili wywiad z tym całym Januszem – streścił mu ojciec. – Facet zostaje przy swoim. Dwóch dziennikarzy twierdzi, że zapłacono im za zorganizowanie tego teatrzyku, ale ponoć jeden z nich mówi zupełnie co innego. Że na własne oczy widział, jak gość przemawia dziwnym głosem nakazującym udzielenia wywiadu i że SI zrobiła jakiś pokaz władzy nad ciałem faceta. Same kłamstwa, półprawdy i próby dezorientacji. To jest jakiś spisek, synu. Mówię ci.
– Już mnie głowa zaczyna od tego boleć. – Mama westchnęła, piłując paznokcie. – Lockdown może dobrze nam zrobić. Zwłaszcza tobie, Danielu. Będziesz mieć więcej czasu na naukę.
– Chyba że zacznie zajmować się tą Kornelią. – Ojciec mrugnął wesoło, popijając whisky.
– Wydała mi się taka… nijaka – zmarszczyła nos matka. – Jakaś… nieszczera? Sztuczna? Nie wiem. Ale przynajmniej ma poczucie stylu.
– Pamiętaj, że panienka może lecieć na twój portfel, synu, a nie na ciebie.
– Serio? – Daniel zrobił groźną minę. – Zawsze musicie doszukiwać się drugiego dna? Z Anastazją było to samo i jakoś wam nie wyszło. Kornelia jest ostatnią osobą, którą mógłbym nazwać dwulicową. Zresztą bez przesady, to tylko koleżanka.
– Ależ dobrze, ja nic nie mówię – uniósł ręce w obronnym geście ojciec.
Daniel przeklął pod nosem, a upomniany zaraz przez matkę, odwrócił się na pięcie i zaszedł ciężkim krokiem do swojego pokoju, trzaskając wściekle drzwiami.
Zrozumiał, że zapowiadają się cudowne trzy tygodnie kwarantanny.