Rozdział 17.
17. Gdzie on jest?
Gdy z wieży stereo zabrzmiało „Tylko jedno w głowie mam”, Kornelia zaśmiała się histerycznie, mając dziwną pewność, że poniesie dzisiaj porażkę. Czuła się wręcz absurdalnie z myślą, że musi zagadać do pana sędziego, i to w dzień urodzin jego syna, o beznadziejną sprawę swojego chciwego ojca. Zdążyła już sto razy pomyśleć, że tego nie zrobi, i sto razy upewnić samą siebie, że musi to zrobić. Teraz chciała już mieć to po prostu za sobą.
Siedziała w ekskluzywnym, oświetlonym różnokolorowymi ledami pokoju Daniela, zachwycając się stołem z przekąskami, zarówno słodkimi, jak i słonymi, które przygotowała jego mama. Chłopak zaprosił tylko dwóch najbliższych kumpli z klasy – wesołego Michała z okularami-kujonkami i dość dziecinnego, grubawego Roberta, którzy złożyli się dla niego na jakąś drogą grę na PlayStation. Od Anastazji dostał grę karcianą „Szmal”, którą zdążyli już wypróbować, a prócz tego poduszkę z ich wspólnym zdjęciem razem z Erykiem; ich miny były tak komiczne, że Daniel aż się posmarkał ze śmiechu.
Kornelii zrobiło się głupio za jej kubek z napisem: „Idę na prawo. A ja na lewo”, jakimś kryminałem prawniczym Grishama i portretem Daniela, na dodatek średnio udanym. Wszyscy zachwycali się jej rysowniczymi umiejętnościami, nawet pani Mazur mile zaskoczyła się jej „raczkującym, ale dobrze wróżącym zmysłem malarskim”, ale ona tylko kiwała głową, mając ochotę zmiąć portret i wyrzucić do kosza. Ostatni incydent z ojcem i sprawa kursu całkowicie obrzydziły jej rysowanie. Najważniejsze, że Daniel ucieszył się na prezent (jeśli nie udawał). Wciąż jednak zerkał przez okno i na telefon, zapewne wyczekując najlepszego przyjaciela.
Ale Eryk nadal się nie pojawił.
Z jednej strony Kornelia cieszyła się, że go nie będzie, bo nadal była na niego zła za tę akcję z jej bratem, ale z drugiej wreszcie chciała z nim pogadać gdzieś indziej niż zza płotu, wyjaśnić pewne sprawy, pobyć z nim trochę. Gdyby chociaż sam z siebie raczył się do niej odezwać po pościgu, ale nie! Lepiej udawać głupa i czekać na jej ruch. Daniel przynajmniej jakoś się jej od razu wytłumaczył. Jednak o Eryku nie wspomniał ani słowa. W ogóle nie był zbyt rozmowny. Aktualnie siedział na drugim końcu pokoju i śmiał się z jakiejś opowieści Michała, który był aż nadto wesoły. Pół litra skryte wcześniej pod kurtką robiło swoje.
W czasie gdy oni pili, Kornelia rozmawiała z Anastazją. Która była sam na sam z Wiktorem w jej domu. Z jej napakowanym, chamskim bratem, którego razem z mamą musiały tłumaczyć przed zawiedzioną jego nieobecnością ciotką. Ciekawe, czy oni… Ble! Wolała nie wiedzieć. Ucieszyła się, że Wiktor nie chwalił się kolejnym podrywem, a Anastazji nie miała zamiaru pytać, skoro sama z siebie milczała. Poza tym nie chciała jej stawiać w niezręcznej sytuacji, zwłaszcza że chwilę wcześniej dowiedziała się o jej babci. Ponoć lekarze nie dawali jej dużych szans. Co najgorsze, Anastazja z jakiegoś powodu winiła za to siebie. Kornelia chyba pierwszy raz miała do czynienia z przygnębioną wersją koleżanki, która na imprezę przyszła tylko przez wzgląd na prośby Daniela. No tak, chciał ją trochę rozerwać. Na początku mu wyszło, a teraz siedział sobie z kumplami na boku i śmiał się w najlepsze!
– Dobra, dość tego – powiedziała do niej Kornelia, nie mogąc już znieść jej smutnej miny i ponurych, chorobowo-SIdemowych tematów w akompaniamencie „chyba fiknę, jak w nochala nic nie psiknę”. – Weźmy w coś w końcu wszyscy zagrajmy, co ty na to? Bo patrz na nich, jacy zadowoleni z siebie. Widzisz ty ich?
– Koleżcy humaniści się znaleźli, poeci, kurde, w swoim kąciku historyczno-literackim – podjęła specjalnie głośniej Anastazja, sprawiając, że wszyscy trzej na nie spojrzeli. Tylko Daniel omijał Kornelię wzrokiem. – No i co się gapicie?
– Ciągle paplacie tam same i właśnie mieliśmy wam zaproponować grę w butelkę – odezwał się z uśmieszkiem Daniel.
Kornelia nienawidziła butelki. Prawda albo wyzwanie? Niezręczne pytania? I to z podpitymi kolesiami? Cóż, Anastazji to najwyraźniej odpowiadało, bo klasnęła w dłonie i z zadowoleniem zaczęła szukać „sprzętu”, dając się nawet skusić na jednego drinka.
Pięć minut później już siedzieli w kółku na białej, drewnianej podłodze. Chłopcy usiedli najbardziej nonszalancko, jak mogli, podczas gdy Kornelia złączyła ściśle nogi, żałując, że ma spódnicę, i to obcisłą. Nagle przyszło jej do głowy, że pan Mazur może sobie coś pomyśleć, gdy do niego przyjdzie…
– Nie bój się, jak ci tam… Kora, nie będzie tak strasznie. – Robert się wyszczerzył, widząc jej minę, a ona miała ochotę pokazać mu środkowy palec, a potem schować się pod łóżko.
– Jeszcze zobaczymy, czy nie będzie – odparła za nią Anastazja i zakręciła butelką.
Pierwsze kilkanaście rund było spokojne, jednak każdy kolejny łyk soczków sprawiał, że chłopcy stawali się coraz śmielsi, na czele z Danielem, który swoją drogą nieustannie ją ignorował. A to doprowadzało ją do szału. Zawsze taki był przy znajomych z klasy?
– Gdybyś miała pójść do łóżka z którymś z nas, to kogo byś wybrała? – spytał Robert Anastazji, która uniosła brwi.
– Żadnego, bo ponoć humanizm jest zaraźliwy bardziej niż SI – odparła.
– Ale pamiętaj, że według bożego rozkazu: kto nie zazna miłości ni razu, ten nigdy nie może być w niebie – zacytował z patosem Michał, trzymając się teatralnie za serce.
– Ja tam wcale polskiego nie lubię – zastrzegł Daniel. – Więc wiesz.
– Przestań, bo się porzygam – mruknęła Anastazja, a zdenerwowana Kornelia coraz bardziej chciała stąd uciec. Musiała znaleźć odpowiedni moment do zejścia na dół i…
– Prawda czy wyzwanie? – spytała ją Anastazja, kończąc drinka.
Tylko od niej odważyłaby się wybrać drugą opcję. Zaraz tego pożałowała.
– Zadzwoń do Eryka i spytaj się go, czemu tu nie przylazł.
– Serio? Pewnie wolał sobie pograć, po co jeszcze za nim wydzwaniać? – Udała obojętną.
– Zadzwoń – dołączył się do Anastazji Daniel.
Chociaż Michał i Robert nie wiedzieli, o co chodzi, zaczęli powtarzać „Zadzwoń! Zadzwoń!” i robili to tak długo, dopóki nie wybrała jego numeru. Wszyscy nachylili się nad jej telefonem, słuchając sygnałów, ale Eryk nie odebrał ani za pierwszym, ani za drugim razem.
– Mówiłam wam. – Kornelia wzruszyła ramionami, choć serce biło jej mocno. Eryk mógł odebrać i od razu napomknąć o ich kłótni, a to byłoby cholernie niezręczne. Zauważyła jednak, że zarówno Anastazja, jak i Daniel trochę się spięli. Ona automatycznie też. Ach, ten Eryk.
Kilka rund później, po zjedzeniu przez Roberta ohydnej mieszanki słodko-kwaśnej, dziesięciu męskich pompkach w wykonaniu Anastazji, udanym tańcu ze szczotką do kibla, którego zaprezentował z przejęciem Michał, stanęło wreszcie na Danielu; na cześć szesnastki kazano mu wypić porządnego kieliszka kończącej się już wódki. Akurat w momencie, gdy jego pijański stan osiągnął szczyt, musiał wylosować Kornelię, która akurat po tej serii wyzwań wolała wybrać prawdę. Chłopak po raz pierwszy skupił na niej całą swoją uwagę.
– Moja ty piękna Kornelio – zaczął, przeczesując seksownie włosy w tył głowy. Jego ciemnobrązowe, czekoladowe oczy były teraz szkliste, a źrenice naprawdę duże. – Mógłbym cię spytać o wszystko, a jednak mam jedno zasadnicze pytanie. Dlaczego Eryk kazał mi się ciebie zapytać o sprawę z twoim ojcem? Co ty znowu ukrywasz?
O nie. Tylko nie to. Wszyscy na nią patrzyli, nawet Anastazja wydała się tym zainteresowana, a Michał i Robert zrobili długie „Uuu!”. Przesada!
– Chyba sobie żartujesz, że teraz o to pytasz – oburzyła się, kiwając z niedowierzaniem głową. – Doskonale wiesz, że moi rodzice się rozwiedli i tata mieszka osobno. Skąd mam wiedzieć, o co chodziło Erykowi? Co, może chcesz teraz usłyszeć historię problemów finansowych mojej rodziny? Albo coś o wypadku samochodowym taty?
– Przypał. – Michał parsknął śmiechem.
– Daniel, niszczyciel zabawy, pogromca uśmiechów dzieci – dorzuciła Anastazja.
– Dżizas, dobra, już się nie odzywam. Eryk jak zwykle miesza – burknął Daniel, starając się ukryć zakłopotanie. Pokiwał głową, jakby utwierdzając się w przekonaniu, że ma rację. – Właśnie, Eryk jest po prostu zazdrosny. Nieważne zresztą. Sorry, to było żałosne.
Kornelia uśmiechnęła się do niego pojednawczo, choć serce ją ściskało. Oj nie, Eryk nie był zazdrosny. On po prostu dbał o przyjaciela. Jednak w Danielu jakby coś przeskoczyło – nagle większość swojej uwagi zaczął poświęcać właśnie jej. Co bardzo jej odpowiadało.
Nie spodziewała się tego, co zrobił chwilę później. Wciąż mocno podpity, dostał zadanie od Roberta, żeby odpowiednio przeprosić ją za durne pytanie. Kazał jej wstać, po czym uklęknął przed nią i zaczął błagać o przebaczenie. Gdy ona, cała czerwona, choć jednocześnie całkiem rozbawiona, „z łaską” przyjęła przeprosiny, wstał, podtrzymał jej plecy, pochylił ją mocno i… pocałował prosto w usta, krótko i intensywnie. Miał lekki posmak alkoholu na wargach, ale Kornelii wcale to nie przeszkadzało. Jej czerwoność osiągnęła szczyt swojej kariery, a żołądek przewracał się na wszystkie strony. To było… to było… Wow.
Robert i Michał wręcz oszaleli, a Anastazja zaśmiała się głośno i rzuciła kilka komentarzy na temat cwaniactwa zadowolonego z siebie Daniela. Była zła, jak nic. Ale Kornelia miała to gdzieś. Przestała nawet myśleć o swojej beznadziejnej misji.
Aż do chwili, gdy pani Mazur przyniosła im własnoręcznie zrobioną pizzę.
Gdy zjedli ostatni kawałek, wiedziała, że to ten moment. Teraz albo nigdy. Albo krótka rozmowa z sędzią i szansa na spokój, albo bankructwo, łzy mamy i wściekłość Wiktora.
– Nie ma tu miejsca. Zniosę talerze i całą resztę na dół – oznajmiła.
Oczywiście Daniel już wstawał, by sam to zrobić, podobnie Anastazja, która chciała pomóc, ale Kornelia miała jeden mocny argument: tylko od niej nie było czuć wódką. Nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, wzięła szybko stos talerzy i z mocno bijącym sercem zeszła na parter. Minęła potężnego psa, który zaszczekał na nią wrogo; pewnie wyczuł zapach kota.
Pani Mazur, elegancka i dostojna, w równie eleganckiej i dostojnej kuchni, właśnie jadła pizzę rękami. Gdy tylko ją zauważyła, natychmiast wzięła do rąk nóż i widelec. Kornelia udała, że tego nie zauważyła. Nie, żeby widziała w tym coś głupiego.
– Nie musiałaś tego znosić – powiedziała pani Mazur, gdy tylko przełknęła kawałek pizzy. – Że Danielowi nie wstyd… Połóż na blacie. Dziękuję.
– To ja dziękuję, było przepyszne – zapewniła ją dziewczyna. – Zwłaszcza te grillowane warzywa. To był ocet balsamiczny, tak? Muszę do niego przekonać moją mamę.
– To akurat był ten tradycyjny, Aceto Balsamico, dość drogi, ale na pewno są w sklepach tańsze zamienniki – uśmiechnęła się kobieta, a Kornelia poczuła się jak jakiś wieśniak w wielkim dworze. Z drugiej strony nie sądziła, by pani Mazur umyślnie tak ujęła te słowa.
– Pewnie. No nic, wracam na górę… – zaczęła z wolna.
– Przekaż mojemu synowi, żeby już więcej nie pił. Jutro ma zajęcia. O tych jego dwóch kolegach nawet nie wspomnę. Nie chcę się tłumaczyć przed ich rodzicami.
– Eche, eche, no tak, dopsz… – Kornelia odkaszlnęła niewyraźnie, nie udając nawet, że nie wie, o co chodzi. Już zaczęła się odwracać, gdy nagle udała, że coś jej się przypomniało. – A właśnie… Jest może pani mąż? Już ostatnio chciałam go o coś spytać, ale jakoś nie było okazji… Jeśli oczywiście nie jest zajęty. Nie chcę przeszkadzać. To nic takiego.
– Chyba siedzi w salonie – odparła pani Mazur. – Nie krępuj się, zajrzyj tam do niego.
Jeśli kobiecie wydało się to dziwne, to w żaden sposób tego nie okazała. Może była przyzwyczajona, że znajomi Daniela podpytywali jej męża o sprawy prawne? Może Kornelia wcale nie robiła niczego głupiego? Skinęła głową i przeszła przez jadalnię prosto do przestrzennego salonu, zastając pana Mazura na jego drugim końcu; siedział przy kamiennym kominku z laptopem na kolanach i w bezprzewodowych słuchawkach na uszach. To był dopiero gość – bogaty, na wysokim stanowisku, bezkarny, z urodą jak z filmu hollywoodzkiego… Wydawał się jej teraz całkiem łagodny, a to sprawiło, że poczuła się nieco pewniej. W końcu co by mu szkodziło wstawić się za jej tatą?
– Proszę pana? – zagaiła, a gdy jej nie usłyszał, stanęła tuż przed nim i zamachała ręką.
Mężczyzna zamknął szybko laptopa i zdjął słuchawki.
– O, Kornelia, nie słyszałem cię… – Wstał, omiatając ją krótko wzrokiem z góry. – Coś się stało? Czy mój syn już zdążył coś narobić, czy jeszcze wystarczająco dużo nie wypił?
– Nie, nie, ja… Chciałam zapytać… – Pewność siebie! – Wie pan co, mam sprawę. Pan jest mistrzem, jeśli chodzi o prawo, więc nie wiem, kto mógłby mi poradzić lepiej.
– Pochlebstwa przyjęte, przejdź dalej – uśmiechnął się półgębkiem pan przewodniczący.
– Cóż, może od razu wyjaśnię sytuację. To tak: był wypadek samochodowy, ale nikt nie przyznał się do winy, a policja próbuje od dłuższego czasu ustalić, kto zawinił. No i ten, który ma zniszczone auto, chce się ubiegać o duże ubezpieczenie, tyle że mu go nie przyznano, więc idzie z tym do sądu. Jakie ma szanse na zdobycie tego ubezpieczenia?
Pan Mazur patrzył na nią tak uważnie, że miała wrażenie, jakby czytał jej w myślach. Poczuła ścisk w żołądku. Niedobrze! Musiała to powiedzieć.
– Ogólnie to chodzi o mojego tatę.
Mężczyzna obserwował ją w milczeniu, które stawało się nie do zniesienia.
– Chyba już coś o tym raz wspominałaś… Chodź do mojego gabinetu, zobaczę, jak sprawa wygląda – powiedział w końcu bardzo miłym tonem, gestem wskazując jej, by ruszyła za nim.
Ścisk w żołądku Kornelii powiększył się dwukrotnie. Starając się nie okazywać stresu, poszła zanim prosto do znajdujących się na końcu długiego korytarza czarnych drzwi. Otworzył je i przepuścił ją pierwszą, a potem wszedł i z powrotem je zamknął.
Znalazła się w gabinecie wypełnionym stosami papierów i grubymi książkami. Na środku stało duże biurko z kolejnym laptopem, zaś z boku znajdowała się spora komoda z pełnym barkiem. Kornelii to miejsce skojarzyło się od razu z serialem Riverdale i biurem Hirama Lodge, czy jak mu tam było. I znów ta filmowa akcja!
Pan Mazur usiadł w luzackiej pozie na fotelu przy biurku i zaczął zamaszyście przeglądać leżącą obok stertę papierów.
– To nie to, to nie to… – mówił, rozrzucając niedbale na bok kolejne akta. Niektóre spadały z rozmachem na ziemię. – Przypomnij mi, jak ma na nazwisko twój tato?
– Adamczyk – bąknęła Kornelia. – Nie musi pan szukać tej sprawy, chciałam tylko…
– Ależ czego się nie robi dla przyjaciół mojego syna. – Mężczyzna machnął ręką. Nagle wziął do ręki jakiś plik i uniósł go wysoko. – No i mamy!
Zanim dziewczyna zdążyła zerknąć na tę kartkę i zastanowić się, jak ważne informacje są na niej zapisane oraz dlaczego znajdują się tu, a nie w sądzie, pan Mazur położył dokument przed sobą na biurku i zakrył ostentacyjnie całym ramieniem.
– Ściśle tajne, do wglądu tylko przez szychy sądu okręgowego.
„On się świetnie bawi” – pomyślała załamana Kornelia.
– No dobrze, dobrze… – zaczął mruczeć pod nosem. – Ubezpieczyciel odmówił… Próbował udowodnić winę tatuśka… Rzecznik proponował denną ugodę… Tatusiek idzie do sądu… Sprawa dalej w toku… Pierwsza rozprawa nic nie wniosła, no tak, moja wina… O, a co to, policja ma nowe dane, ściśle tajne dane, tajne przez poufne? Ojojoj.
– Coś wiadomo? – nie wytrzymała Kornelia, oddychając ciężko.
– Przykro mi, pani Adamczyk. – Pan Mazur westchnął ciężko. – Niezmiernie mi przykro.
– Czyli…
– Nic więcej nie mogę powiedzieć.
– I nic nie może pan w tej sprawie zrobić? – odważyła się jeszcze dodać Kornelia.
– Nic a nic. – Cmoknął z niezadowoleniem. – Sprawa jest jasna.
To był koniec. Jej rodzina przegrała, choć jeszcze o tym nie wiedziała. Było źle, a miało być jeszcze gorzej. Teraz Kornelia chciała już tylko jak najszybciej wyjść z tego gabinetu. Wzrok pana przewodniczącego był nie do wytrzymania.
– Przepraszam, że zajęłam panu czas. Nie chciałam robić kłopotu – powiedziała, nie mogąc nawet spojrzeć mu w oczy. – To ja już pójdę…
Pan Mazur wstał zza biurka. Zanim sięgnęła po klamkę, zastąpił jej drogę, zbliżając się do niej. Był tak wysoki, że jej głowa była zaledwie na wysokości jego torsu. Pachniał drogimi perfumami. Poczuła się nagle mała i bezwartościowa. Co ona tu w ogóle robiła?
– Idź, idź – rzekł spokojnie. – I wspomnij swojemu tacie, moja ślicznotko, żeby więcej nie wysyłał córeczki do osoby, która prowadzi jego sprawę, bo mógłbym to podciągnąć pod odpowiedni paragraf. Ale to tak tylko. Przy okazji. No, baw się dobrze tam na górze!
Kornelia wyszła przez otwarte przez niego drzwi, orientując się, że cały czas wstrzymywała powietrze. Nie odwracając się za siebie, szybkim krokiem ruszyła w stronę schodów, a potem na pierwsze piętro. Co się tam właśnie odwaliło? Najchętniej postałaby trochę przed drzwiami i odreagowała w spokoju, ale i tak już za długo była na dole.
Wyprostowała się, poprawiła włosy i przybierając maskę normalności, weszła do pokoju Daniela. Była pewna, że chłopak zarzuci ją stertą pytań, ale zamiast tego zastała go i Anastazję patrzących się w powagą w ekrany swoich telefonów. Michał i Robert siedzieli gdzieś z boku.
– Co się stało? – spytała od razu.
– Eryk też do ciebie napisał?
Daniel spojrzał na nią już trzeźwiejszym wzrokiem. Odpaliła od razu Messengera.
Przepraszam, że byłem ostatnio takim dupkiem.
Wszyscy dostali tę samą wiadomość w niemal tym samym czasie. To było zupełnie niepodobne do Eryka. Kornelia miała złe przeczucia. Co on kombinował?
– Próbowaliście do niego dzwonić?
– Tak, numer niedostępny – odparła poirytowana Anastazja. Była jeszcze bardziej zaniepokojona niż Daniel. – Kiedyś mnie szlag trafi przy tym idiocie.
Kornelii od razu udzielił się ich nastrój. Uznali po cichu, że pogadają więcej, gdy Michał i Robert już pójdą. Impreza zrobiła się dość sztywna. Posiedzieli jeszcze razem godzinę, aż w końcu koledzy Daniela uznali taktownie, że już czas na nich, zwłaszcza że względnie wytrzeźwieli. Pan Mazur zaoferował się, że ich odwiezie; Daniel miał im z grzeczności towarzyszyć, ale chłopcy tylko machnęli na to ręką, rzucając jakieś komentarze w stylu: „Takich kobiet nie zostawia się samych”. Kornelia uznała ostatecznie, że spoko z nich goście.
Gdy tylko zostali w trójkę w pokoju, Anastazja nie wytrzymała.
– Muszę wam coś powiedzieć. Zjebałam. Zjebałam na całego!
– Jeśli chodzi o twoją babcię, to przecież wiesz, że… – zaczął Daniel, ale Anastazja przerwała mu jednym zdaniem, które kompletnie zagięło Kornelię.
– Powiedziałam wczoraj przez przypadek Wiktorowi, że Eryk jest hakerem.
– Że co? Hakerem? – Kornelia parsknęła śmiechem, ale widząc ich miny, zaraz spoważniała. – Czy tylko ja nie wiem, o co chodzi? W sensie że co, że Eryk włamuje się ludziom na kompy? Żal, ale to chyba nie jest jakiś szok w dzisiejszych czasach? I co to ma do jego wiadomości?
Kornelia nie umiała sobie tego poukładać w głowie. Nie potrafiła też ocenić wagi tego, co powiedziała Anastazja. Jednak reakcja Daniela szybko zmieniła jej nastawienie.
– Nie rozumiesz? O hakerach ciągle się teraz gada, ale to nie zmienia faktu, że to jest przestępstwo. Wystarczy, że go nakryją. Nie wiemy zresztą, czym dokładnie się zajmuje. Właściwie to niczego nie wiemy! – Chłopak przeniósł wzrok na Anastazję i zmrużył oczy. – Czy ciebie, za przeproszeniem, pojebało? Nie rozumiesz, że Wiktor chciał się zemścić za to, że ten ma go za gestapowca? Eryk był kompletnie przerażony! Zaczął świrować. To chyba jasne, że Wiktor chciał znaleźć na niego jakiegoś haka. Ja pierdolę… Zniszczyłaś mu życie! Wiktor pewnie już go zgłosił policji! Albo może go zaraził, jego i pana Gajdę… Kurwa mać!
Kornelia nigdy jeszcze nie widziała go w takim stanie. Było bardzo źle.
– Skoro tak ci go było szkoda, to czemu tak się z nim pokłóciłeś? – rzuciła wściekle Anastazja. – Ja przynajmniej spróbowałam pogadać z nim o tym całym hakowaniu, a ty co?
– Ja nie poleciałem od razu do jego wroga i nie wygadałem mu tego!
– Wiktor mnie podszedł, opił i podszedł, przecież nie zrobiłam tego celowo! Poza tym skąd wiesz, że coś mu zrobił? Powiedział mi, że zostawi go w spokoju.
– A Eryk akurat dzisiaj odwala coś takiego, normalna akcja!
– Skończcie! Mój brat nigdy by go nie wydał policji. Gadałam z nim wczoraj i tak, był zły, ale bez przesady. – Kornelia czuła ogarniającą ją złość. Spojrzała na Anastazję. – Poza tym mówisz o takich rzeczach Wiktorowi, dla którego, no sorry, ale nic nie znaczysz, a mi nie raczyłaś wspomnieć ani słowa?
– A dlaczego miałabym ci cokolwiek mówić, co? – prychnęła Anastazja. – Dołączyłaś się do naszej trójki totalnie z dupy, a teraz chcesz, żebyśmy dzielili się z tobą wszystkim?
– W takim razie przepraszam, że zżera cię zazdrość o Daniela – palnęła Kornelia.
– No chyba sobie żartujesz…!
– Teraz to wy skończcie – wtrącił się Daniel, przewracając niecierpliwie oczami. – Serio, Nastka, wystarczy. Zawaliłaś na całego. Kornelia przynajmniej nie działa za naszymi plecami. Teraz trzeba dowiedzieć się, co z Erykiem.
Anastazja zmrużyła oczy ze złości, obdarzając ją naprawdę nieprzyjemnym spojrzeniem. Kornelia miała ochotę się po prostu rozpłakać – wyrzuty sumienia uderzyły ją ze zdwojoną siłą. Chciała już tylko upewnić się, że z Erykiem wszystko w porządku, że jej brat nie zrobił nic głupiego, że jej tata daruje sobie zniszczenie im życia, a pan Mazur nie wspomni nikomu o dzisiejszym incydencie. Wszystko było porąbane.
Starając się opanować nerwy, ustalili w trójkę, że muszą poprosić ojca Daniela o to, by przedzwonił do pana Gajdy i spytał, czy wszystko w porządku. Kornelia bała się ponownego spotkania z sędzią, ale ten udawał na szczęście, że nic się nie stało. Jednak nie zareagował na ich prośbę tak, jak by chcieli.
– Chyba musiałbym być nienormalny, żeby dzwonić do niego przed dwudziestą drugą i pytać, czy z jego synem wszystko w porządku. – Pokiwał głową. – I to tylko dlatego, że wydaje wam się, że coś mogło się stać. Mogę co najwyżej zadzwonić z rana.
– Daj mi chociaż do niego numer – prosił Daniel, ale jego tata pokiwał stanowczo głową.
– Nie ma nawet takiej opcji. Ile wy wypiliście? Jeśli miałoby się stać coś strasznego, to dowiemy się o tym, gdy będę odwoził Kornelię. Pasuje wam?
Nikomu to nie pasowało, ale musieli się zgodzić.
Jazda tak nowoczesnym samochodem byłaby dla Kornelii większą radochą, gdyby nie okoliczności, w których odbywała się przejażdżka. Pan Mazur próbował do nich zagadywać, ale nie byli niezbyt rozmowni, tylko Anastazja starała się podtrzymać pogawędkę. Wreszcie dojechali pod dom Eryka. Opel pana Gajdy stał za bramą, a w kuchennym oknie świeciło się światło. Tylko u chłopaka w pokoju było ciemno.
– Nie ma go – oznajmił Daniel. – Świeciłoby się u niego. On chodzi spać o trzeciej w nocy. Coś musiało się stać.
– To najgorsza dedukcja, jaką kiedykolwiek słyszałem – powiedział pan Mazur. – Skończ już, synu. Dajże im święty spokój. Obiecuję, że rano zadzwonię.
Kornelii nie pozostało nic innego, jak tylko podziękować za podwózkę i wrócić do domu. Daniel wysiadł i przytulił ją mocno na pożegnanie, co dodało jej sporo otuchy. Anastazja tylko jej pomachała, nie bardzo na nią patrząc. Co za beznadzieja.
W końcu Kornelia zamknęła się w swoim pokoju. Chciała jeszcze porozmawiać z bratem, ale już spał.
Po ciężkiej nocy wstała z rana i pół godziny przed zajęciami zadzwoniła do drzwi pana Gajdy. Otworzył jej wciąż zaspany, choć na jej widok nieco się ożywił. Gdy spytała, czy jest Eryk, powiedział, że pewnie jeszcze leży w łóżku, ale skoro to coś ważnego, to go obudzi. Kornelia czekała z bólem brzucha w przedpokoju, marząc już tylko o tym, by zobaczyć Eryka całego i zdrowego.
Po chwili wrócił pan Gajda, trzymając jakąś kartkę w ręce. Jego wzrok wyrażał wszystko.
– Nie ma go. Nie ma mojego syna.