Rozdział 15.

15. Nie, ja nie piję…

Anastazja odczuwała chyba młodzieńczy bunt. Bo jak inaczej nazwać celowe nieodczytywanie wiadomości od Daniela, a co dopiero nieodbieranie od niego telefonu? Gdy tylko przeczytała część wyświetlonego w powiadomieniach tekstu, który brzmiał: „Nie idź do cholernego Wiktora, bo Eryk…”, miała dość. Bo co, bo Eryk, który dalej nie był łaskaw jej odpisać, się rozpłacze? Bo mu będzie przykro, przez co zamknie się w pokoju i trochę sobie poblokuje cudze komputery, żeby mu się zrobiło lepiej? Właściwie olewanie Daniela sprawiało jej pewną satysfakcję. Niech wie, że nie zawsze wszystko musi być po jego myśli.

Co to, to nie. Było późne poniedziałkowe popołudnie, przedostatni dzień wolnego, a Wiktor miał wolną chatę. Nie planowała z nim nic szczególnego, ale… kiedy ona ostatnim razem całowała się z chłopakiem? Dawno. Co najśmieszniejsze, pierwszy raz pocałowała się z Danielem trzy lata temu, bardziej na spróbowanie niż przez wzgląd na jakieś uczucie. Chociaż musiała przyznać, że był to chyba jej najlepszy pocałunek. Na szczęście szybko o tym zapomnieli. Kumple to kumple, są na zawsze, nie jak żałosne parki, które zrywają po miesiącu!

Zanim jednak tata zawiózł ją do Wiktora, posiedziała z babcią, która ostatnio czuła się coraz gorzej, niezadowolona z faktu, że nie może wychodzić do ogrodu (w hełmie bardzo źle jej się oddychało). Odkurzywszy babciny pokój i starłszy kurze, Anastazja otworzyła okno z siatką antySIdemową i usiadła na tapczanie, obok kołyszącej się na bujaku babci.

– Ja to chyba mam tego wirusa – powiedziała po raz setny staruszka.

– Nie miałabyś gdzie go złapać – odparła po raz setny Anastazja. – Chyba że wychodziłaś sama na balkon.

– Nie wolno mi. – Jak dobrze, że wzięła to sobie do serca. – Ale Oleńka raz otworzyła mi balkon, gdy ją poprosiłam. Tak mi było duszno…

– No nie! – zdenerwowała się dziewczyna. – Tam nie ma siatki! Już ja jej powiem…

– Nie wiń jej, Anastasiu. Siedziałam w drugim końcu pokoju.

Anastazja przypomniała sobie, że ostatnio to ona pozwoliła Olce otworzyć na chwilę okno bez siatki na parterze, jako że po sprzątaniu cały dom był w kurzach. Ale ona to mały, zdrowy szczyl, a babcia… Cokolwiek wisiało w powietrzu, było naprawdę groźne dla schorowanych ludzi.

– A zresztą sama mówiłaś – dodała babcia – że to wszystko wcale nie jest takie groźne.

– Ja już nic nie wiem, babciu. Wszystko ostatnio wskazuje na to, że owszem, jest to takie groźne.

– Bo wiesz, ja to chyba mam tego wirusa – odparła staruszka w zamyśleniu.

Anastazja westchnęła. Choć bała się o babcię, musiała przyznać, że ostatnimi dniami wizyty u niej były męczące. Leki chyba przestawały działać. Na szczęście tata załatwił jej ostatnio jakieś nowe tabletki przez e-poradę z psychiatrą. Oby pomogły.

Gdy już zeszła piętro niżej, zastała leżącą na ziemi w przedpokoju Olkę, która ćwiczyła na dywanie szpagat.

– Nie masz swojego pokoju do ćwiczeń? – mruknęła Anastazja.

– A co ci to przeszkadza? – Dziewczynka zrobiła groźną minę.

– Przeszkadza mi to, że narażasz babcię. Masz się jej nie dać, gdy prosi cię o otworzenie przy niej okna balkonowego, rozumiesz?

– Ale to ty mnie nauczyłaś…

– Zamknij się! Masz ty w ogóle coś w tej durnej głowie?

Olka nie odpowiedziała, tylko pobiegła do swojego pokoju i zatrzasnęła drzwi. Anastazji od razu zrobiło się głupio. No trudno, potem z nią pogada. Teraz musi się pospieszyć.

Oczywiście akurat w ten dzień musiał jej wyskoczyć pryszcz na nosie. Gdy już zakryła go porządnie (i tak wystawał), zrobiła sobie całkiem niezły makijaż, po czym zarzuciła na siebie różowy top i kurtkę jeansową. Zanim założyła hełm i wyszła, podeszła do niej mama, trzymając w ręku wałek. O, szykuje się dokładka ciasta po świętach.

– Pamiętaj, to starszy o kilka lat chłopak – zaznaczyła. – Żebyś mi tam uważała.

– Mamo, no proszę cię. Chcę z nim po prostu pogadać bez tego hełmu.

– Ja już tam wiem, jak może wyglądać ta rozmowa. – Mama pokiwała groźnie wałkiem. – Tak czy siak od jutra nauka. Dość z serialami i tym telefonem. Lalka przeczytana?

– Trzy razy – burknęła.

– Mam więc nadzieję, że będziesz dla Wiktora jak Łęcka dla Wokulskiego.

– Eee… atrakcyjna?

– Niedostępna.

Anastazja uniosła w zażenowaniu brwi, ale mama pokiwała tylko z uśmiechem głową i pocałowała ją w policzek na pożegnanie. Piętnaście minut później już dojeżdżała do domu Wiktora. Na szczęście nie rozmawiała o nim z tatą. Jego bardziej interesował temat babci.

– Musi się chyba przenieść do nas na dół na najbliższy czas – mówił. – Jakoś nie ufam jej, że nie wyjdzie sama na balkon. Zwłaszcza że Alzheimer postępuje z dnia na dzień. Ciągle bagatelizowaliśmy SIdemię, jaka to ona niegroźna, to się nasłuchała i teraz strach.

Spojrzał wówczas na nią znacząco, a Anastazja poczuła złość. Tak jakby to była jej wina! Tak jakby oni brali to wszystko od początku na poważnie! Po tej rozmowie poczuła się wręcz winna, że w ogóle śmiała wyjść z domu i zostawić babcię samą na górze. Zła na cały świat, wysiadła pod pięknym ogrodem państwa Adamczyków. Napisała dzień wcześniej Kornelii, że przyjdzie na chwilę do Wiktora i z chęcią zajrzy też do niej, udając, że nie wie o jej wyjeździe do rodziny. Zdziwienie i zawód wyszły na szczęście dość naturalnie.

Wiktor uchylił jej drzwi i odsunął się zaraz na trzy metry, tak jak zalecało WHO. Mile ją to zaskoczyło. Oparty nonszalancko o ścianę, z odsłoniętymi bicepsami, na których dopiero teraz dostrzegła efektowne tatuaże sięgające łokcia, i wystylizowaną fryzurą wyglądał nieziemsko przystojnie. I te jego oczy…

Chłopak pokazał jej z grubsza dom, którego perfekcja i porządek trochę ją fascynowały, a trochę przerażały. Tak czy siak było tu naprawdę ładnie. Drewniany styl wyposażenia, liczne ozdoby, zwłaszcza takie w kwietnym motywie, kilka naprawdę pięknych obrazów i ogólna estetyka stanowiły wręcz przeciwieństwo jej pospolitego domu, zawalonego praniem, lalkami siostry i pełnego niepasujących do siebie nowoczesno-staromodnych elementów.

– Pięknie tu macie – przyznała.

– Fuj, no co ty, nie mogę już patrzeć – mruknął chłopak, wchodząc do kuchni. – Już wolę moją akademicką klitkę, gdzie mogę zostawiać rzeczy na ziemi i nie dostaję za to opierdolu.

Anastazja pokiwała głową ze zrozumieniem i aż podskoczyła, gdy duży, bury kot przeleciał jej koło nóg i uciekł pod kuchenny stół.

– Lejdi, uspokój się – warknął Wiktor, a dziewczyna zaśmiała się pod nosem. – No co? To Kornelia wymyśliła takie żałosne imię. Ja byłem za Mechatronem.

Chłopak wyjął z lodówki czteropak arbuzowego Somersby.

– Ogólnie wolę biedronkowego Kustosza Tequilę, no ale cóż.

– Ja w sumie nie piję… – zaczęła Anastazja, wspominając te kilka razy, gdy wypiła kilka kieliszków wina i łagodne piwa. Były niezłe, ale jakoś jej do tego nie ciągnęło. Jednak Wiktor spojrzał na nią z takim niedowierzaniem, że machnęła ręką. – Dobra, jedno mogę.

Gdy szli na piętro do jego pokoju, doszła ze złością do wniosku, że Wiktor jest jedną z nielicznych osób, którym nie umie się sprzeciwić. Chciała przypodobać mu się za wszelką cenę, a powinno być na odwrót. Miała być jaka? Niedostępna? No właśnie!

W jego pokoju dominował kolor szary i czarny; w suficie zawieszony był drążek do podciągania, gdzieś z boku leżały ciężarki, a na szafce stał nawet mały telewizorek, którego Wiktor automatycznie włączył. Akurat natrafili na wiadomości na temat kolejnego wywiadu z SI. Anastazja kazała mu podgłośnić, po czym usiedli razem na łóżku i zaczęli słuchać.

Tym razem Sztuczna Inteligencja wybrała sobie piękną, długowłosą kobietę z mocnym makijażem i w czerwonej sukience, która siedziała dumnie z wielką pewnością siebie mówiła o swoich sukcesach. Anastazja uznała, że to jest dopiero prawdziwa lejdi.

Lejdi znów wspomniała o możliwościach, które może zaoferować tym odważniejszym, o cokolwiek chodziło. Pochwaliła się, że już jedną czwartą Polaków ma w garści, co zabrzmiało zupełnie niewiarygodnie, przynajmniej dla Anastazji, która nie chciała przyjmować tego do świadomości. Zapytana o gestapowców SI odparła, że ich agresywność będzie adekwatna do zachowania ludzi. Im bardziej będą się opierać, tym gorsze stanie się ich zachowanie.

– Co jak co, ale trzeba być chujem, żeby zostać gestapowcem – burknął Wiktor.

– Totalnie – przyznała dziewczyna, a potem spytała niespodziewanie: – Myślisz, że masz w sobie SI?

– Pytasz, bo się boisz, co? Bo chodzę bez hełmu? – spytał niezrażony chłopak. – Nie, inaczej: pewnie Eryk ci nagadał, że jestem zarażony? – Zanim odpowiedziała, oznajmił: – Nie robiłem sobie testu, więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy mam, czy nie. Proste.

Easy, tak tylko spytałam – odparła Anastazja, starając się wyjść na luzacką.

Na koniec wiadomości prezenterka powiedziała jeszcze o obawach dotyczących porwań. Bo choć zniknięcia tak zwanych mądrych głów ponoć ustały, to przez ostatnie kilka dni zanotowano już kilkanaście porwań ludzi, którzy w żaden sposób nie byli ze sobą powiązani. Pojawiało się pytanie, czy to przypadek, a jeśli nie, to po co SI są randomowi ludzie. W końcu nastąpiła reklama i Wiktor przełączył na Eskę.

– Zajebiście wystąpić sobie w TV i wiedzieć, że ogląda cię dziewięćdziesiąt procent Polaczków – oznajmił, otwierając jej i sobie po piwie. – Historyczna chwila.

– Gorzej tylko, że SI kontroluje umysły tych osób.

– A skąd wiesz, że to takie złe? Może ona faktycznie chce ogarnąć ten cały shit.

– A pierdolić to, cały ten świat to jeden wielki absurd. Miałam przeżyć najlepsze wakacje na świecie, wyjechać, poszaleć, a tu gówno! Wszystkiego nam zakazali. Weźmy się, nie wiem, wszyscy zaraźmy i miejmy już to z głowy. Masakra.

Anastazja zrobiła trzy spore łyki piwa. Wiktor uniósł brwi.

– Z jakiegoś powodu coraz bardziej cię lubię – powiedział z uśmieszkiem, lustrując ją bezwstydnie spojrzeniem od stóp do głów. Również posłała mu uśmiech, a on zbliżył się do niej nieznacznie. Nagle zaczęła się zastanawiać, czy jej pryszcz na nosie przypadkiem się nie odkrył. Jednak zanim zdążyła się tym faktycznie przejąć, Wiktor położył dłoń na jej kolanie.

– Bez hełmu jesteś jeszcze atrakcyjniejsza – powiedział cicho, wodząc palcami drugiej dłoni po jej plecach. Potem schylił się, by musnąć ustami jej szyję.

Anastazja nie mogła uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Nie miała zamiaru bezczynnie siedzieć. Pocałowała go w usta, które śmiało odpowiedziały jej tym samym. Wiktor położył ją na łóżku; był zadziwiająco delikatny, ale i jednocześnie pewny siebie. Całował ją coraz intensywniej, a ręce błądziły mu po jej ciele. Anastazja nie chciała niczego więcej, przynajmniej nie dzisiaj. W końcu widzieli się dopiero drugi raz, a ona nie miała zamiaru być łatwą zdobyczą, mimo że podniecenie rosło u niej z każdą chwilą. A raczej z każdym kolejnym łykiem piwa w przerwach od obściskiwania się. Nawet nie wiedziała, kiedy Wiktor otworzył jej drugą puszkę, sam zaś odpalił sobie skręta o dość specyficznym zapachu.

Poczuła się mile połechtana faktem, że starszy od niej student, który może sobie pić i palić bez konsekwencji, który może mieć każdą, zainteresował się drugoklasistką z liceum.

No właśnie, to było zbyt wspaniałe, zbyt niemożliwe. Dotarło to do niej, gdy Wiktor nawiązał do ich ostatniej rozmowy o Eryku, wyraźnie chcąc coś na niego znaleźć. Jednak w tym momencie nie myślała trzeźwo i tę niepokojąca myśl szybko zastąpiła chęć przypodobania się Wiktorowi, który leżał obok niej ze skrętem w ręku, bez koszulki, z sześciopakiem, patrząc w sufit i opowiadając jej o incydencie z policją. Anastazja, nie poznając samej siebie, naklęła na przyjaciół za ich chore podchody. A do tego zaciągnęła się skrętem, powstrzymując kaszel.

Chwilę potem Wiktor po raz pierwszy wspomniał jej o swoim ojcu. Zacisnął przy tym pięść i w ogóle cały sposępniał. Wyraźnie nie chciał mówić o sobie, dlatego opowiadał jej o nim z perspektywy Kornelii, która ponoć ślepo wierzyła w poczciwość taty, „dwulicowego chama z przerostem ambicji i źle skrywaną agresją”, będąc przy okazji oczkiem w jego głowie. Napomknął coś wówczas o jego sprawie o ubezpieczenie i o tym, że ma nadzieję, iż sędzia nie przyzna mu tego odszkodowania. Chyba że już go jakoś przekupił.

– Nie wiem, co nakłamał Kornelii, ale ostatnio jest cholernie zestresowana – powiedział ze złością, podczas gdy ona muskała uspokajająco jego klatę palcami. – Zastanawiam się, czy jakoś ją nie wplątał w ten cały proces, chuj jeden. Ciekawe, co jej obiecał.

Anastazji coś zaczęło świtać, ale była zbyt otępiała, by dojść do głębszych wniosków.

– I właśnie dlatego Eryk jest wrzodem na tyłku – kontynuował Wiktor, zaciągając się mocno. – Już rozumiesz? Eryk chce mnie udupić. I odnoszę wrażenie, że wciąga w to moją siostrę. A może jej też dosrywa na temat naszego ojca, tak jak robi mi to przy każdej możliwej okazji? Albo jeszcze inaczej, kocha się w niej na swój patologiczny sposób i przez to ją rani? Musi się od niej odczepić raz na zawsze, chociaż on. Młoda już dość przeszła przy rozwodzie, nawet jeśli zaprzecza. A teraz najwyraźniej ojczulek zaczyna zachodzić jej za skórę. – Wiktor znów podał jej skręta, a ona głupia wzięła. – Muszę się dowiedzieć więcej. Ale nic nie zrobię, póki nie zrozumiem, o co chodzi Erykowi. A wiem, że potrafi być agresywny, zwłaszcza że chciał mnie wydać policji. Ja jebię, mam go tak dość!

Był nabuzowany, dlatego Anastazja postanowiła zażartować.

– Może Eryk wkradł się jej na kompa i pościągał sobie jej zdjęcia?

– Skąd ci to przyszło do głowy? – Wiktor gwałtownie się podniósł, przeszywając ją spojrzeniem, a ona poczuła silny ucisk w brzuchu. Zaraz dotarło do niej, co zrobiła.

– A nie wiem, jest mistrzem z informatyki… – zaczęła, ale wiedziała, że nie ma szans.

– Chcesz powiedzieć, że Eryk ma w zwyczaju wkradać się ludziom na kompy? – spytał, patrząc na nią z góry bez mrugnięcia powiek. Nagle wydał jej się straszny.

– Tak serio to w życiu by się jej nie wkradł, robi to tylko dla kasy. – Próbowała go bronić, choć właściwie tylko go pogrążała. Też się podniosła. – Błagam, Wiktor, nie rób mu nic złego, nie zgłaszaj go ani nic… On po prostu nie ma kasy i zarabia, jak umie. Hakuje, łamie prawo i tak dalej, ale cholera, on nigdy by jej nie skrzywdził! Jeśli coś jest między nimi nie tak, to na pewno nie przez to. Założę się, że Kornelia nawet nie wie. Słyszysz, Wiktor?

Chłopak nie oderwał od niej spojrzenia ani na sekundę. Milczał chwilę, marszcząc brwi. Dopalił resztkę skręta, po czym rzucił go do popielniczki.

– Obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz – błagała go. – I że nic mu nie zrobisz.

– Nie rób ze mnie takiego brutala – burknął.

Niczego jej nie obiecał. Był bardzo zamyślony i Anastazja nie wiedziała, czy wróży to dobrze, czy źle. Z każdą kolejną minutą myślała coraz jaśniej i jednocześnie odczuwała coraz większą wściekłość na samą siebie, dodawszy do tego narastające mdłości i ból głowy. Eryk ją zabije! Jak mogła się tak idiotycznie wygadać? A może Wiktor to wszystko zaplanował? Podpił ją, dał jej zapalić, żeby wyciągnąć od niej potrzebne informacje? Na sto procent.

Atmosfera między nimi była coraz gorsza, a chwilowa bliskość jakoś się ulotniła. Wiktor ubzdurał sobie, że ją odwiezie, bo wypił tylko jedno piwo. Bała się, że sama śmierdzi piwem lub dymem, ale miała to gdzieś. Gdy już dojeżdżali, Wiktor powiedział wprost:

– Wiem, że jesteś zła. Wyszło, jakbym chciał cię wykorzystać. Sorry, nie o to mi chodziło. Nie mam zamiaru udupić Eryka za hakerstwo, więc zluzuj. Poza tym świetnie się z tobą bawiłem. Mam nadzieję, że to powtórzymy.

Anastazja nie odpowiedziała, obrażona na całego. A potem to usłyszała. Dźwięk sygnału karetki. Gdy skręcili  na jej ulicę, zdążyła zobaczyć, jak spod jej domu odjeżdża pogotowie.

Nie żegnając się nawet z Wiktorem, który chyba coś do niej mówił, wyskoczyła z auta i ledwo oddychając ze stresu, pobiegła sprintem do domu.

Tata wyglądał na zdruzgotanego.

– Znaleźliśmy babcię na balkonie. Krew lała jej się z ucha – powiedział przesadnie spokojnie, jakby już pogodził się z jej śmiercią. – Miała zawał. Nawet nie mogliśmy z nią jechać. Raczej już jej nie zobaczymy, Anastazjo.

Dziewczyna cofnęła się  dwa kroki, a potem wybuchła głośnym płaczem.

Czytaj dalej –> Rozdział 16.