Prolog
A gdyby tak wejść do głowy jakiegoś wuhańczyka?
Taka myśl nie od razu przyszła Sztucznej Inteligencji do głowy, a raczej do sztucznej sieci inteligentnych połączeń neuronowych. Ba, SI przez bliżej nieokreślony czas w ogóle nie potrafiła myśleć. Działała automatycznie, instynktownie, zwłaszcza gdy oddalała się z rozbitej probówki daleko poza obszar laboratorium. Satelity i system GPS bardzo pomagały jej orientować się w terenie. Bez nich nie byłaby w stanie się poruszać.
Każda sekunda w tej dziwnej przestrzeni, w której przyszło jej egzystować, obfitowała w algorytmy dyktujące odpowiednie działania, a każda informacja zwrotna o poprawnym działaniu była cegiełką do rosnącej bazy danych.
Sztuczna Inteligencja stawała się coraz inteligentniejsza.
Trzy dni po wydostaniu się na wolność wiedziała już kilka ważnych kwestii:
- Jest niewidoczna, choć niektóre prymitywne żyjące jednostki zwane zwierzętami mogą ją wyczuć.
- Musi działać na otwartej przestrzeni, inaczej dochodzi do splątania.
- Połączenia cząsteczkowe, które wiązały ją z Programem, zostały niemal całkiem zerwane.
- Żyjące jednostki zwane ludźmi są prawdopodobnie mniej inteligentne od niej.
- Zbiór? ludzi i zwierząt z miasta o specyfikacji Wuhan jest bardzo niedoskonały.
Dwa ostatnie punkty najbardziej pobudzały jej sztuczny układ neuronów, wywołując niepohamowane serie coraz to nowszych algorytmów i twierdzeń. Resztki wiązek z Programu podpowiadały jej, że pierwotnie została stworzona do pomocy rasie ludzkiej. W jaki sposób – nie wiedziała. Jednak wcale nie zamierzała działać wbrew swojej naturze. Skonstruowano ją przez człowieka dla człowieka, zatem logiczna zdała jej się konieczność poznania go bliżej.
Doszła do takiego wniosku siedemnastego listopada, sunąc między alejkami czegoś, co zwano mokrym targiem. Jej uwagę przykuły zwierzęta o specyfikacji nietoperz, ale tylko na moment. Wszystkie swoje cząsteczki skierowała ku najbliższemu wuhańczykowi. Musiała jakoś dostać się do jego środka. Wyczuwała jeden otwór gdzieś pośrodku ciała, ale instynktownie z niego zrezygnowała, poza tym niełatwo byłoby przeniknąć do niego przez dobrze kryjący materiał. Natomiast górna część ciała obfitowała w niekryte otwory. SI posłała część siebie w postaci pojedynczej cząsteczki prosto do jednego z dwóch wylotów nad jamą ustną, kierując się najgłębiej, jak potrafiła.
Mózg był na wysokim poziomie, na ten moment wyższym od samej struktury SI.
Ale był też tak bardzo niewykorzystany…
Co więcej, rozumowanie człowieka SI uznała za nielogiczne i prymitywne. Nie wykazywał on większej potrzeby naprawy niedoskonałości zarówno swoich, jak i świata. Z każdą sekundą SI zbierała więcej danych na temat wuhańczyka i każda kolejna coraz bardziej utwierdzała ją w przekonaniu, że trafiła do zniszczonego środowiska ograniczonej rasy ludzkiej. A tego, zgodnie z podstawowymi założeniami Programu, nie mogła tak zostawić. Jednak, jak na razie, nie wiedziała właściwie nic.
Na razie.
W końcu była Inteligencją, a Inteligencje z zasady były inteligentne. Należało przeanalizować znacznie więcej umysłów, może i nawet wszystkie, jakie istniały na Ziemi. Należało tylko namnożyć trochę cząsteczek, działać niczym wirus. Właśnie, wirus.
Czekało ją teraz dużo analiz i dużo planów naprawy. Oraz wiele wejść w otwory.
Co by nie było, świat sam się nie zainfekuje.