Pamiętnik zza grobu cz. 9
W okresie Wszystkich Świętych trupy dzielą się na dwie grupy: pierwszy obóz rozpacza, bo przez tydzień mamy odgórny zakaz od grabarzy, by wychodzić na zewnątrz (blokady na płytach mówią same za siebie), drugi obóz natomiast cieszy się z faktu, że bliscy będą… blisko, a przynajmniej na wyciągnięcie ucha.
Chciałam przespać cały ten okres, ale się nie da. Dlaczego? Powiem wam, śmiertelnikom uprawiającym listopadowy grobbing, jak to wygląda z perspektywy trupa.
Najpierw moją drzemkę przerwało szuranie przesuwanych zniczy. Raz w jedną, raz w drugą, w przód i w tył, trochę na ukos, na przemian, szur, szur, szur. Myślałam, że mnie szlag trafi. A do tego jeszcze ta paplanina, nawet nie wiem czyja:
– Nie tu, tu nie pasuje. Nasz daj do przodu, bo ładniejszy. Kto przyniósł ten z serduszkiem na baterie? Naznoszą badziewia i wstyd potem. A ten żółty znicz taki jakiś kiepski, chyba najtańszy z Biedronki. Pewnie od sąsiada. Patrz na te na grobie obok. Lepsze są.
Dzielnie to wytrzymałam i znów udało mi się zasnąć. Nie minęła chwila, a tu kolejne szur, szur, szur, ale tym razem do gry dołączyły doniczki. Chryzantemy złociste, astry i inne hałastry. Te podlać, te dać na środek, a tamte schować, bo już oklapły. Jedną z donic ktoś postawił z takim impetem, że musiała się rozbić. Nie wyobrażacie sobie, jakie echo przeszło przez moją ziemiankę. Byłam na skraju wrzaśnięcia.
– Zmarłego byś obudził, Stefan! – zawołała ciotka. Nawet nie wiedziała, jak prawdziwe było to stwierdzenie.
Wujostwo poszło. Mocno zacisnęłam powieki. Liczyłam na to, że zasnę snem twardym i przetrwam. Wtedy to rozpoznałam głosy starych sąsiadek. Zlały się w jeden ciąg.
– No i tak to już jest. W tak młodym wieku. Na szmaty ją ten chłop zrobił, ot co. Dobrze, że pogoda ładna. A patrz, jak się tamta ubrała. Nie wysprzątali jej jak należy, nasz Wojtuś ma czyściutką płytę. Ten grób obok zaniedbany. Dużo ma zniczy, biedaczka. Tylko ten niebieski brzydki. Kto to widział. A tych tam w kościele nie widziałam. Spójrz, kto idzie – Grażynka. To się wystroiła, jak stróż w Boże Ciało. U sąsiada nikogo nie było. Przypomnij mi, jak ona umarła? No tak, zawał serca. Tak jak dziadek Rosiek. Mnie też już niewiele zostało, ja tylko tak dobrze wyglądam…
Zatkałam uszy i modliłam się, by już sobie poszły. A jak poszły, to znów jakieś szur, szur, szur. Gdzie oni mieszczą te znicze. I kolejny raz coś o młodym wieku. Parę słów o pogodzie i o tym, że nie ma komu grobu sprzątać. I że Boguś jak zwykle zapomniał zapalniczki.
Wszystko to zapętla się w nieskończoność, w różnych konfiguracjach i natężeniach, a ja zastanawiam się, co by było, gdybym po prostu ominęła blokadę, wypełzła na zewnątrz i błagała, żeby dano mi święty spokój. Albo chociaż odważyła się na zakazane „Buuu!”.
Mimo to wolę już te irytujące odwiedziny niż ciche szlochy, zrozpaczone dialogi, z których nie potrafię wyodrębnić konkretnych głosów lub wręcz przeciwnie – wypowiedzi bliskich w stylu: „Dlaczego musiałaś umrzeć?” albo „Tak bardzo nam ciebie brakuje”, a czasem „Jak mogłaś mnie zostawić?”. Serce mi się kraje, gdy to słyszę, choć jednocześnie trochę się złoszczę i mam ochotę krzyknąć coś w stylu: „Macie rację, kopnęłam w kalendarz, żeby wam zrobić na złość, ha, ha, dobrze wam tak!”.
Mogłam zapytać przed Wszystkimi Świętymi, czy któryś z trupów nie ma jakiejś tabletki na wieczne czy tam tygodniowe odpoczywanie, bo z moim płytkim snem już teraz jestem na skraju wyczerpania, a to dopiero początek grobbingu.
Na koniec wyznam, że pozwoliłam sobie na małą przyjemność. Bo tak się składa, że usłyszałam jego głos. Jojczał, że nie wie, jak do tego doszło. Wie doskonale, tylko udaje, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. Postanowiłam więc pobawić się w złego duszka i przypadkiem kopnęłam w wieko trumny. Ups, jak do tego doszło – nie wiem. Więcej już go nie usłyszałam. Ten jeden raz z ulgą przyjęłam szur, szur, szur kolejnych grobowych gości.
Nie mogę się skupić przez te nieustanne migracje. Odezwę się do was, drodzy czytelnicy, gdy będzie już po wszystkim. I proszę, starajcie się być wyrozumiali dla swoich bliskich trupów – to też ludzie! No, mniej więcej.