zezwierzęcenie wiersz

Zezwierzęcenie

Wylosowany został na ubój,
on pośród wielu. Miał straszną misję.
Musiał dokonać teraz wręcz cudu,
by zadowolić wielką komisję.

Jeśli wybiorą jego, nie innych,
bliska rodzina zyska nagrodę.
Ona przeżyje, on będzie słynny.
Uciekł, by zacząć zmieniać się w trzodę.

Najpierw się wyrzekł swego imienia.
Był już po prostu sztuką, towarem.
Okaz nic nie ma do powiedzenia.
Lecz czy komisja da temu wiarę?

Zwierzę nie mówi, mięso nie krzyczy.
Może jedynie kwiczeć, wyć, piszczeć.
Odciął więc język nożem rzeźniczym.
Pozbył się twarzy. Teraz miał pyszczek.

Jak jeszcze lepiej w zwierza wejść rolę?
Jak prezentować się wyjątkowo?
Wyjąc, wypalił sobie na czole
znak, jaki dawny świat robił krowom.

Choć już zyskiwał zwierza nawyki,
to czy smakował też znakomicie?
Zjadł więc specjalne antybiotyki,
by móc zachwycać na zimnej płycie.

Miał jeszcze siedem dni do uboju.
Kupił niewielką klatkę z metalu
oraz swój przysmak – snack fingers w słoju.
Teraz gotowy był w każdym calu.

Słoik postawił gdzieś na widoku.
Zamknął się w klatce. Pozbył się klucza.
Wodził oczami czujnie wciąż wokół.
Słój też spojrzenia czasem mu rzucał.

Gdy skład komisji przyszedł po niego,
wył, warczał, syczał, drapiąc o druty.
Tkwił gdzieś pośrodku snu zwierzęcego.
Chciał ich rozszarpać. Zjeść nawet buty.

Już nie pamiętał nic o uboju.
Oczy miał dzikie, na ciele rany.
Kiedy więc zespół wszedł do pokoju,
zaczął się rzucać o wszystkie ściany.

To było istne mięso ze zwierza,
które zniknęło całkiem ze świata,
i skład komisji wręcz nie dowierzał,
że się odnowić da taka strata!

Pełni radości, sztukę wyjęli,
a gdy porwała słój i uciekła,
zapolowali, potem zarżnęli,
do rzeźniczego zawożąc piekła.

Jego rodzinie prócz garści złota
dali też mięso męża i taty.
Tamci, nie wiedząc, zjedli. Pychota!
Jak wołowina, taka sprzed laty!

Zaczął powstawać plan na hodowlę.
Snack fingers, nóżki – wszystko masowo.
Zezwierzęcenie było cudowne!
Jeść człeka? Ciężko. Zwierzę? Hurtowo!

Przeczytaj pozostałe wiersze z serii: