
Świnia
Wyszła świnia z chlewu z rana.
Obserwuje ludzi, cwana.
Oni chodzą na dwóch nogach.
Czemu ona nie, na Boga?
Czy to przez to żyje w brudzie:
bo dwunożni są ci ludzie?
Przystanęła na racicach.
Stoi tak i się zachwyca.
Czy już stała się człowiekiem?
Coś nie bardzo. Kwiczy z bekiem.
Bliżej zatem wnet podchodzi.
Słucha, zerka, wzrokiem wodzi.
Oni mówią, a ja kwiczę!
Może mowę swą wyćwiczę?
Spróbowała świnia gadać.
Łatwo się językiem włada!
Trochę tam chrumka przy tym, ale
coś tam mówi Jest wspaniale!
Gada, stoi… Czy to tyle?
Świnia patrzy znów przez chwilę.
Dokonała odkryć wielu.
Teraz dążyć chce do celu.
W dzień następny się wymyka
i za drzwiami domu znika.
Wkłada majtki, potem spodnie,
bluzkę, buty. Jest wygodnie.
Teraz idzie po pistolet.
Czas, by przejąć już kontrolę.
Napotyka właściciela.
„Świnia się tu poniewiera!” –
krzyczy, ale ona mierzy
z pistoletu. On nie wierzy.
„Won do chlewu, ty bezwstydzie!”.
On jest w szoku. W końcu idzie.
Ludzie pomóc mu się boją.
Tylko patrzą. Tylko stoją.
Wpada prosto do koryta.
„Kwicz, ty wieprzu! Chlewek wita!
Na czworakach żryj pomyje!”.
Świnia kopie go i bije.
Potem się opija winem.
Je przy stole wieprzowinę.
Czy się stała już człowiekiem,
czy też przyjdzie to jej z wiekiem?
Nie wiedziała, co czyniła.
ona tylko odgapiła.
Wtem emocji pękła linia.
Świnia czuje się jak świnia!
Dokonała zła, przemocy!
Biegnie prędko do pomocy
i wypuszcza właściciela.
Ten natychmiast do niej strzela.
Koniec buntu. Dość zabawy.
Za to wiele do poprawy.