pies też człowiek wiersz

Pies też człowiek

Janusz Nowak miał Azora.
Pies to jednak był niezwykły.
Zamiast biegać gdzieś po polach,
czekał. Cechy psie zanikły.
Czegóż zatem wyczekiwał?
Janusz wiedział doskonale,
lecz Azora ciągle zbywał,
chyba w złości lub za karę.
Sprawa była bowiem dziwna.
Głowa pieska pracowała:
mądra, sprytna, kreatywna,
własnych praw oczekiwała.
Azor tuż po narodzeniu
dostał zastrzyk w łepek bury.
Choć poddany był cierpieniu,
miał być cudem wręcz natury:
superpsina – wraz z Nowakiem!
Mina pana była błoga.
Azor w wieku lat dwóch z hakiem
umiał chodzić na dwóch nogach.
Już rok później zaczął gadać
i zarabiał na stand-upach.
Miał garnitur marki Prada.
W pysku banknot, wino w łapach.
Chodził nawet też do szkoły,
takiej ludzkiej – to nie żarty!
Czasem smutny był, wesoły,
czasem wściekły i uparty.
Przestał szczekać – nie wypada –
uczył też się moralności.
Janusz ciągle nad nim władał,
wciąż mu podrzucając kości.
– Dobry piesek, przynieś kasę! –
rozkazywał. Azor działał.
Lecz gdy zaczął czytać prasę,
myśl mu w głowie zajaśniała.
Skoro pan go uczłowieczył,
czemu nie ma praw człowieka?
Janusz machał ręką, przeczył,
Azor zaś cierpliwie czekał.
W końcu, gdy już bunt nadchodził,
Nowak przystał na błagania.
Poszli do urzędu w Łodzi.
Po tygodniu załatwiania
ożył człowiek, zniknął piesek.
Azor wreszcie zyskał prawa.
Dostał dowód oraz PESEL.
Janusz tonął wręcz w obawach.
– Masz być wdzięczny za me chęci! –
wołał. – Dam ci propozycję…
Ty: pięć procent, ja… Gdzie pędzisz?!
Azor pobiegł na policję.
– Pan nieludzki jest! – wyszczekał. –
Poddał kiedyś mnie cierpieniu,
wykorzystał jak człowieka…
Wszystko wyjdzie w dochodzeniu!
Nowak po niedługim sporze
siedzi w celi za kratkami.
Azor sobą zaś być może!
Teraz żyje w szczęściu z psami.