kły wiersz

Kły

W pewnej krypcie, w samym środku,
mieszkał wampir wśród nagrobków.
Miał się za wielkiego pana.
Szklankę krewki pijał z rana;
krewki zwierząt, bo świat ludzi
to pogardę złą w nim budził.
Jednak w końcu, po trzech wiekach,
uznał: poznać czas człowieka!
Może któryś godzien będzie
i wampira krew zdobędzie?
Poszedł wampir więc do miasta.
Tłum się zebrał i wciąż wzrasta.
Szczerzy wampir więc swe kiełki.
Nim coś powie: rumor wielki.
Wszyscy z piskiem uciekają.
Czy go nie chcą? Czy wzgardzają?
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
Nienawidzi tych kuglarzy!
Wrócił szybko do swych włości.
Wówczas jednak, zamiast złości,
czuł się smutny i bezradny.
Czyżby uśmiech miał szkaradny?
Może to te dziury w zębach?
Albo jego brzydka gęba?
Cała jego pewność siebie
gdzieś zniknęła, chyba w glebie.
Cóż poradzić? Czas na drinka.
Może dzisiaj tłusta świnka?
Nagle słyszy w drzwi pikanie.
„Czy tam jesteś, drogi panie?”.
„Nie ma mnie tu” – wampir jęczy,
lecz już nad nim dziewczę sterczy.
Mała, krwista i głupawa.
„Co tu robisz?!”. „Dziwna sprawa.
Nie rozumiem już tych ludzi.
Strachu we mnie pan nie budzi”.
„Strachu? Czemu? – Wampir blednie.
– To te moje zęby przednie?”.
„Uśmiech ma pan doskonały,
ale ostre kły jak skały…
I ci ludzie pomyśleli,
że z wampirem styczność mieli!
Ale nie zjadł mnie pan jeszcze…”.
Wnet wampira przeszły dreszcze.
„Nigdy nie zjadłbym człowieka.
Krew ma smak skisłego mleka…
Starczy więc – tak orzekł wzniośle –
że tam wrócę, uśmiech poślę,
powiem, że, cóż, jestem wege
i już będę mieć kolegę?”.
Dziewczę głową pokiwało.
„Co pan? Przecież to za mało!
To się panu nie należy.
Skoro panu tak zależy,
niech pan da też coś od siebie”.
„O! Z grobowca coś wygrzebię”.
Zaczął szukać prezenciku.
Czaszek, kości miał bez liku.
Nim się dziewczę odwróciło,
to wampira już nie było.
Stanął znowu pośród ludzi.
W rękach krew się wilcza studzi.
„Miała wprawdzie krew być osła…” –
i znów uśmiech wielki posłał,
pełen lęku i nadziei.
Wszyscy ludzie po kolei
również doń się uśmiechnęli.
Dość już wilka złego mieli,
a prócz tego wampir wreszcie
udowodnił w całym mieście,
że ma szczere swe zamiary,
tak jak jego uśmiech stary.
Od dnia tego wampir co dzień
strzegł owieczek w ich zagrodzie,
jedząc wilki na śniadanie.
Jakie z tego jest przesłanie?
Uśmiech wiele znaczyć może,
ale sztuczny? Nie daj Boże!

Przeczytaj też inne wiersze fabularne: