Ludzkie zoo wiersz

Ludzkie zoo

Jola siedzi osowiała
i z Erykiem koty drze,
no bo Zosia wykrakała,
że mu jest z nią bardzo źle.

Adam węża ma w kieszeni,
Maja płacze więc jak bóbr;
gdy się Adam z nią ożeni,
to jej pożałuje dóbr.

Stefan zaraz puści pawia,
bo jak świnia brudny jest.
Ola przez to go zostawia,
no bo capem śmierdzi fest.

Sylwia ma lwią zmarszczkę dużą,
kurze łapki w sumie też.
Żadne kremy jej nie służą,
choć smaruje wzdłuż i wszerz.

Robert małpę robi z siebie –
chyba ptasi móżdżek ma.
Jak kret jakiś w ziemi grzebie
i wyciąga, co się da.

Stach zapuszcza wciąż żurawia,
odmałpować wszystko chce.
Aga zaś się zastanawia,
czy dać ściągać mu, czy nie.