
Grill z Mickiewiczem
Jedzą, piją, węgiel palą,
tańce, kiełbasa, swawola;
ledwie grilla nie rozwalą,
mniam, mniam! Mlask, mlask!
Hejże, hola!
Kowalski siadł w końcu stoła,
podparł się w boki i czeka.
„Grilluj, kurła, grilluj!” – woła,
śmieszy, podjada i beka.
Nowakowi, co grał zucha,
podjadając już kiełbasę,
świsnął flaszką koło ucha.
Nowak już ucieka lasem.
Na Janusza, węglowego,
który lenił się przy piwie,
huknął: „Janusz!”. Dopiął swego.
Węgiel żarzy się żarliwie.
Wtem, gdy śląską wziął już z grilla,
talerz mocno się usmalił.
Patrzy na dno: „Chwila, chwila.
Kto kiełbasę śmiał mi spalić?!”.
To Grażyna wyszła z cienia.
Istna Polska, sztuka kusa.
„Masz mi coś do powiedzenia?”.
Cóż, Kowalski wnet dał susa.*
*na podstawie Pani Twardowskiej Adama Mickiewicza