odwilż sonet

Odwilż

Przyszedł czas smutny, czas oziębienia.
Siedziało dziewczę samo w mieszkaniu.
Też poddawało się ochładzaniu,
nie mając komu słać zażalenia.

Tak dziewczę zmarzło, że nawet serce
w sopelki lodu się zamieniło.
Krew już stężała, oko się szkliło,
mróz zaś ozdobił pannę w sukience.

Kropelki lodu, co łzami były,
przetarło ciepło drugiej osoby.
Łzy, zamiast pęknąć, wnet się stopiły.

Wodą zalana, od piątej doby
łzy te wylewa, zbierając siły.
Bo nie jest w sercu mróz dla ozdoby.