przemyślenia zza światow

Przemyślenia zza światów

Wiersze zza światów, czyli przemyślenia ducha

Poniższa seria wierszy to bezpośrednia kontynuacja Przemyśleń zza grobu. Po grobowej poezji przyszło mi zostawić cmentarz za sobą i wyruszyć duchem w świat na dalsze odkrywanie tematu życia i śmierci. Dusza w wierszach nadal jest uwikłana w dawne sprawy i problemy i pyta, gdzie ten wieczny odpoczynek, który jej obiecywano. Wiersze są dość ponure i refleksyjne, dlatego jeśli wolisz coś zabawniejszego, zajrzyj do zakładki czarny humor. A jeśli interesuje Cię podróż duszy w zaświatach, zapraszam do czytania! 

1.

Otworzyłam z wolna oczy.
Wokół mgliście i niemrawo.
Ciało moje dokądś kroczy.
Duchem jestem czy też zjawą?

Nagle stoję przy swym grobie.
Ciało sztywne – znów paraliż,
przypominam bowiem sobie
tabun bólów, łez i żali.

Ów nieznośny lęk wnet znika;
teraz brzydką jest ozdobą.
Myśl wybrzmiewa jak muzyka:
mam to wszystko już za sobą.

Wspomnień potok pozostaje –
umysł nadal to pamięta,
lecz jest gotów kroczyć dalej.
Czas opuścić już ten cmentarz.

2.

Snując się przez miejskie tłumy,
niewidzialna dla nikogo,
umysł pełen mam zadumy,
choć podszyty pewną trwogą.

Kiedy patrzę wszak na ludzi
w nieskończoność (czas nie goni),
myśl się we mnie dziwna budzi:
kto jest zjawą – ja czy oni?

Twarze puste, brak uśmiechów,
ciała garbią się, wzrok w buty,
stałe trasy, bez wydechu,
monotonia dziennych rutyn.

Żyją, lecz w ich łez padołach
nie ma miejsca już na życie.
Martwa, choć nie słyszą, wołam:
czy wy wiecie, co tracicie?

3.

Choć grób własny mam za sobą,
śmierć wciąż depcze mi po piętach.
Pyta: wiesz, że jestem obok?
Mam twe życie. Czy pamiętasz?

Przypomina się, gdy chwilę
idę i nie myślę wcale
lub gdy chcę zostawić w tyle
swoje niezmierzone żale.

Jak tu żyć ze śmiercią w zgodzie?
Choć nie żyję, muszę przyznać,
że te szepty jej na co dzień
uśmiercają jak trucizna.

Może w końcu ją zagadam,
powiem: śmierć swą akceptuję,
ale skoro trwam tu nadal,
daj mi pożyć, póki czuję!

4.

Puste były dziś ulice.
Snułam po nich się jak zmora.
Wtem pojęłam tajemnicę:
wigilijna przyszła pora.

Samotności smak poczułam.
Zaglądałam więc przez okna.
Tu gościła miłość czuła,
tam natomiast złość samotna.

Gdzieś staruszek sam jadł śledznia,
gdzieś po sobie wciąż wrzeszczeli,
gdzieś osobno każdy siedział,
gdzieś ktoś sam pił wina kielich.

Pomyślałam, że za życia
miałam obok dobrych ludzi.
Skarb to był nie do przebicia.
Cóż, że teraz mi się nudzi?

5.

Snuję się przez mglistą drogę,
krok za krokiem, w nieskończoność.
Brak mi tej pewności błogiej,
że podążam dobrą stroną.

Czuję, że mi coś umyka.
Mgła napędza myśli szare.
Zegar, ten zza światów, tyka.
Mam zawrócić czy iść dalej?

Tylko z tyłu wciąż to samo.
Nie wiem, czego się uchwycić.
Dusza ma jest kruchą tamą,
pełną życia cienkich nici.

Czy wędrówka jest dla duchów?
Może czegoś chcę stałego?
Dość mam już ciągłego ruchu
i szukania… właśnie, czego?

6.

Stoję w miejscu. Wokół cisza.
Słychać tylko drganie powiek.
Co, jeśli by ktoś usłyszał
wielki hałas w mojej głowie?

Czy ta straszna walka armat,
ślących kuli huk straszliwy
– aż od dymu głowa parna –
mogłaby ogłuszyć żywych?

Gdzie ten upragniony spokój,
który śmierć obiecywała?
Cóż, że ład panuje wokół,
skoro głowa popękała?

Może śmierć to jest za mało?
Przyszedł czas już na porządki.
Jeśli sprzątnę w końcu chaos,
to zamilkną stare wątki.

7.

Mgła oplata moje ciało.
Stoję w ciszy niczym widmo.
Bezruch mnie uczynił skałą.
To czekanie już mi zbrzydło.

Ni to stać, ni iść do przodu.
Jak  mam sprzątnąć głowę z pyłu?
Czuję dziś stagnacji odór.
Pora zrobić krok do tyłu.

Drgnęłam. Coś zaczęło pękać.
Kamień się powoli kruszył
i choć była to udręka,
płacz wydostał się z mej duszy.

Umysł rzeka łez obmyła,
w głowie zaś ustała wojna.
Kiedy w tył się odwróciłam,
dusza była już spokojna.

8.

Cofam się niepewnym krokiem.
Chociaż zwłoki mam za sobą,
wolnym chodem gram na zwłokę,
jakby w strachu przed żałobą.

Ale ona gdzieś tam czeka.
Jest cierpliwa i nieśpieszna.
Przy zamkniętych wciąż powiekach
wcześniej zgrabnie ją obeszłam.

Bez niej było chwilę łatwiej.
Dziś się sama w grobie grzebię.
Wraz z nią na życiowej tratwie
mogę płynąć znów przed siebie. 

Chociaż teraz się potykam,
idę w tył o własnych siłach.
Tam żałobna gra muzyka,
lecz dla ucha dziwnie miła.

Przeczytaj też mniej poważne serie z czarnym humorem: