Miedzianka. Historia znikania – recenzja reportażu Filipa Springera
Filip Springer, znany polski reportażysta i fotoreporter, ma już na koncie niejedno dzieło, które zostało powszechnie uznane i docenione. Mimo młodego wieku może pochwalić się współpracą z największymi dziennikami w kraju i publikacjami w licznych tygodnikach, takich jak „Polityka” czy „Przekrój”.
Miedzianka. Historia znikania – jego debiut literacki, pierwszy dłuższy reportaż po kilku wcześniejszych fotoreportażach, szybko został dostrzeżony przez krytyków. Wydany w 2011, został wyróżniony wieloma nominacjami do prestiżowych nagród, takimi jak finał Literackiej Nagrody Nike 2012 oraz finał Literackiej Nagrody Gdynia 2012. Czy słusznie? Czy historia dolnośląskiego, rdzennie niemieckiego miasta Kupferbergu, którego już nie ma, faktycznie może być tak interesująca i cenna?
Miasto, którego nie ma
Miedzianka, mała mieścina położona między Jelenią Górą a Kamienną Górą, właściwie niczym nie różniła się od innych wiosek. Mająca na koncie kilkuwieczną, burzliwą historię, tętniła życiem, posiadała własny browar, gospodę, warsztaty rzemieślnicze i wszystko inne to, co normalne miasta zazwyczaj posiadają. A jednak w przeciągu kilkudziesięciu ostatnich lat to właśnie ona zmieniła się w ruinę i zniknęła, nie pozostawiając za sobą prawie śladu.
Nasuwa się więc pytanie: jak mogło do tego dojść? Springer przez dwa lata próbował na to pytanie odpowiedzieć, śledząc losy niemieckich i polskich rodzin, zamieszkujących ową miejscowość.

Źródło: Wydawnictwo Czarne
Z pozoru nudny temat, który… wciąga
Po oględnym przeczytaniu opisu reportażu niecierpliwemu czytelnikowi łatwo dojść do wniosku, że to temat niebywale nudny. Bo w końcu ileż można pisać o jakimś mieście, którego nawet już nie ma? Springer jednak potrafi zaskoczyć. Pozornie nieciekawy temat zamienił w niezwykle intrygującą opowieść. Miedzianka staje się miejscem, nad którym warto się pochylić i sięgnąć nieco głębiej, wczytać się w jej historię już od samego początku powstania i towarzyszyć jej aż do końca, wśród wielu tragedii i nieszczęść.
Springer popisał się w utworze przede wszystkim warsztatem historycznym, przedstawiając przeszłość miasta już od początku XIV wieku i skupiając się przede wszystkim na wieku XX. Szczegółowe opisy, dokładne daty, staranne odtwarzanie faktów – wszystko to sprawia, że opowieść jest wiarygodna i tym bardziej interesująca. Nie ma wątpliwości co do ogromnego wkładu, który autor włożył w przygotowanie i opracowanie materiałów o Miedziance.
Dramat jednostek w cieniu historii
Nie tylko o Miedziance można się tu dowiedzieć. Opisy wojny, okrucieństwa Niemców i Sowietów, przesiedleń, pożarów i innych tragedii mówią też o ogólnych realiach, panujących w polskich miasteczkach podczas burzliwych lat dwudziestego wieku. Na uwagę zasługują jednostkowe historie poszczególnych mieszkańców, które także miały wpływ na powolne znikanie miasta. Reportażysta próbuje wczuć się w dramat pojedynczych osób, które umieszczone przez siłę wyższą w takim a nie innym miejscu, o takim a nie innym czasie, musiały jakoś radzić sobie w tej pełnej przemocy, strachu i bólu rzeczywistości. Autor osiąga zamierzony efekt, pozwalając czytelnikowi lepiej zrozumieć, co tak naprawdę się wówczas wydarzyło, i to nie tylko z perspektywy wszechwiedzącego autora.
Uran, strach i milczenie
Jednymi z istotniejszych fragmentów reportażu są opisy rabunkowego wydobycia uranu przez Rosjan w latach 1948–1952. Teoretycznie to właśnie przez powstałe wówczas zniszczenia miasto powoli zaczęło zapadać się i znikać, choć cały reportaż podsuwa czytelnikowi pomniejsze czynniki, które również składały się na ostateczny upadek Miedzianki.
Autor nie szczędzi tutaj szczegółów dotyczących nieludzkich warunków pracy górników na kopalni i niebezpieczeństwa napromieniowania. Wystarczyło pracownikom szepnąć o jedno słowo za dużo, by na następny dzień po prostu zniknąć. Okrutne pobicia przez Sowietów, strzały w tył głowy, znęcanie się zarówno psychiczne, jak i fizyczne – wszystko to było na porządku dziennym, jednak bano się o tym mówić. Aż do teraz.
Co ciekawe, Springer nie przedstawia tu Polaków jedynie jako ofiary. Wprowadza też opisy sytuacji, w których górnicy w pewien sposób wykorzystywali swoją pracę; mścili się przykładowo na niczego nieświadomych kolegach i wydawali ich Rosjanom, co zazwyczaj kończyło się ich zniknięciem. Autor analizuje fakty, przedstawia dowody, ale w żadnym razie nie narzuca swojej własnej interpretacji, a to bez dwóch zdań działa na korzyść utworu. Czytelnik może dzięki temu wyrobić sobie własne zdanie na poszczególne tematy.
Przystępny język i… pewne wątpliwości
I język reportażu zdaje się przystępny i przyjemny w odbiorze. Czy jest zatem w ogóle coś, co można by skrytykować? Owszem. Można zastanawiać się nad celowością wybrania takiego a nie innego tematu. Bo choć historia jest ciekawa, przykre fakty nie do zaprzeczenia, a odpowiedź na pytanie, dlaczego miasto zniknęło, ostatecznie zostaje udzielona, to czy warto poświęcić tyle czasu na przeczytanie o czymś, czego nawet nie ma? Dla jednych będzie to wspaniała przygoda, dla drugich nudne doświadczenie, niewiele wnoszące do ich życia. Wszystko zależy zatem od gustu czytelnika.
Jak mogę podsumować dzieło Springera? Miedzianka. Historia znikania to starannie napisany, pełen interesujących faktów historycznych reportaż, który dokładnie i przejrzyście opisuje proces powolnego zatracania się bogatego w wielowiekową tradycję miasta. Osobiście uważam, że warto poznać tragedię Miedzianki, ale czy znów sięgnęłabym po podobny utwór, tyle że na temat innego miasta? Niekoniecznie.
Zapraszam też do przeczytania reportażu Magdy Gacyk: O transhumanizmie słów kilka!