
Trupie rozmowy
– Coś mnie w krzyżach łupie…
Pomasujesz w kostkach?
– Co? Po moim trupie!
– Dzięki, uff…
– Drobnostka!
– Powiedz, Sztywny, przyjacielu:
jak przez cmentarz dojść do Żabki?
– Prosto po trupach do celu.
– Ty geniuszu! Tak bez mapki?
– Cosik gniję tuż przy głowie.
Jakieś rady? Trup w potrzebie.
– Powiem jedno: grunt to zdrowie.
– Super. Wracam więc do siebie.
– Ależ pani trupioblada…
Chyba panią zaraz schrupię!
I koścista też nie lada…
– Oj, bo pana ukatrupię!
– Niby panuje tutaj martwica,
a jednak Sztywną podrywał trup…?!
– Ciszej bądź, Graża, to tajemnica!
– Jess, wiesz, że będę milczeć po grób.
– Ale się staczam! Weź, daj mi w dziób,
bo się znów, stary, zalałem w trupa.
– Sam sobie, Grzesiu, kopiesz swój grób.
– Mój kopał Marcin. Znów zgrywasz głupa…
– Więc los wypadł dziś na Grzecha.
– Błagam, serio, nie! Litości!
– Już, nadstawiaj się. Masz pecha!
– Proszę, nie chcę dziś grać w kości…
– Seba, tyle mam radochy!
Tylko z tobą tak co rano
mogę wciągać sobie prochy.
Fajnie, że cię skremowano.
– Ależ ta nasza trupa jest zgrana!
Ty wciąż wydajesz pośmiertne jęki,
ja danse macabre tańczę od rana.
Rzekłbym, że całkiem żywe te dźwięki!
– Trzech pościeli aż do spania
nie spotyka się zbyt często…
– Lubię dużo mieć posłania.
W końcu trup się ściele gęsto.
– Ciągle na mnie sapiesz, dmuchasz.
Przy tym nigdy się nie kimnę!
– Lecz się boję, trumna krucha…
Wolę dmuchać więc na zimne.
– Dzisiaj: plaża w te upały.
Gdzie się, Piotruś, rozkładamy?
– Czekajże, bo kłopot mamy.
Dzieci znów się pochowały.
– Jesteś jakiś dziś bez życia.
Czemu tak straciłeś rezon?
– Handel zamarł. Sprzedaż – tycia.
Chyba mamy martwy sezon.
– Trochę skostniałem. Trochę mnie dusi.
Trudno utrzymać prostą posturę…
– Skończ gadać, Stefan! Cisza być musi,
kiedy maluję martwą naturę.
– Muszę wyznać coś, Olafie…
Pewnie nie podejrzewałeś…
– Czyli że masz trupa w szafie?
– Więc Stefana już poznałeś?
– Tak, jestem leniem, ale i dumnym.
Nie dam się, Graża, zmusić do… Ała!
– O proszę! To był gwóźdź do twej trumny.
– I tak nie sprzątnę, choćbyś błagała!
– Chcę już nareszcie wyłożyć nogi!
– Nie jęcz! Już kończę. Włosy pokręcę…
– Boże… Nic, tylko rozkładać ręce…
– To po pikniku przecież, mój drogi!
– Co się tam tak grzebiesz? Dół nie jest głęboki.
Czyżbyś wczoraj, Staszku, znów zaliczył zgona?!
Chryste! Przecież wiesz, że szef nie cierpi zwłoki.
Masz wyglądać żywo! Staszek? Chyba skonał…
– Idziesz kupić dziś organy?
– Nie, bo gdzieś zgubiłem doga.
– Tu leży pies pogrzebany…
– Więc znalazłeś! Kostek, noga!
– Wiem, Rex, że na kość masz chcicę,
lecz już nie dam. Nie namawiaj.
– JAAAANEK! Podaj mi miednicę!
– ZAAAARAZ! Boże, Rex, oddawaj!
Żarty o szkieletach – żywe trupy też się martwią
Martwi się martwią, a żywi się żywią. Żywe trupy martwią się, ale się nie żywią. Martwe trupy się nie martwią, ale żywią się nimi larwy. Żywi ludzie żywią się i martwią. Już od samych tych zawiłości boli głowa… Ale to nie koniec! Żywi mogą być żywi i bez życia jednocześnie, a martwi nie mogą być żywi, mogą być tylko bez życia. Czy zatem żywe trupy mogą być bez życia? Albo raczej czy mogą nie być bez życia? Poczytajcie wierszyki o trupach, może w ten sposób znajdziecie jakaś odpowiedź, bo ja się poddaję…
Poezja z czarnym humorem o trupach
Trupy to bardzo wdzięczny temat na wierszyki z czarnym humorem. Czasem są one trochę sztywne, no ale co zrobić. Grunt to zdrowie, zatem jeśli chcesz sobie poprawić nastrój, zakop się w… to znaczy poczytaj moje z gruntu zabawne czterowersowe żarty o szkieletach! A jeśli wciąż Ci mało czarnego humoru, zapraszam do pozostałych serii: