samoświadomość opowiadanie

Samoświadomość

To opowiadanie o pewnym eksperymencie, o pracy i komputerze. Wolę więcej nie zdradzać. Miłego czytania!

 

Praca jest najważniejsza. Praca jest wszystkim.

– Dzień dobry, panie inspektorze – słyszę ze wszystkich stron, gdy idę korytarzem w stronę swojego biura KWP.

– Dzień dobry. Czeka nas dużo pracy – odpowiadam z uśmiechem.

Do dwudziestej pierwszej jeszcze piętnaście godzin i dwie minuty. A zatem piętnaście godzin i dwie minuty walki z przestępczością. Trzeba ten czas dobrze spożytkować.

Jako naczelnik wydziału kryminalnego mam setki mniejszych lub większych spraw do załatwienia w ciągu jednej zmiany. A dokładniej dwieście pięćdziesiąt trzy sprawy, jeśli obliczyć średnią z ostatniego tygodnia. Nie bez powodu nazywają mnie tutaj robotem – mam niebywałą zdolność do wykonywania szybkich kalkulacji. Ta umiejętność jest bezcenna w szeregach policji.

Szybkość, dokładność i wydajność – oto trzy zasady, którymi kieruję się w pracy.

Siadam na krześle i włączam komputer. O szóstej otwieram program SpeeData, stworzony dla ludzi o  zdolnościach takich jak moje, i zaczynam swoje obowiązki.

Widzę wszystkie sprawy, którymi zajmują się moi pracownicy. Na ten moment jest ich sto osiemnaście, blisko połowa to niedokończone sprawy z poprzedniej zmiany. Nie ma w tym nic dziwnego. Policjanci nie są w stanie wykonać wszystkich moich zaleceń w przeciągu kilku godzin. Poza tym niektóre przestępstwa wymagają czasu. Nie wszystko da się rozwiązać przez jedną dobę, nad czym codziennie ubolewam. Dostrzegam jednak sporo nowych danych, których nie zdążyłem przejrzeć wczoraj, a które rzucają nieco światła na poszczególne fakty.

Sprawa pierwsza – dwudziestosześcioletnia kobieta zamordowana nożem, w nocy, w ulicznym zaułku. Ślady gwałtu. Brak świadków. Brak broni na miejscu zbrodni. Zeznania rodziny – bezużyteczne. Policjanci podejrzewają byłego chłopaka ofiary. Nowe dane wskazują na to, że cios został zadany prawą ręką, jednak pod nietypowym kątem. Pięć sekund zajmuje mi upewnienie się, że były chłopak ofiary jest praworęczny, a do tego umięśniony. Eliminuję go z puli podejrzanych. Przez dwadzieścia dwie sekundy po raz kolejny przeszukuję wszystkie kamery w pobliżu parku. SpeeData pozwala mi błyskawicznie sprawdzać wszystkie detale, które mogą być istotne dla sprawy, nawet przy słabej jakości ulicznego monitoringu. Właśnie w ten sposób natrafiam na mężczyznę, który godzinę po morderstwie w odległości dwóch kilometrów od parku lewą ręką kupuje w automacie bilet autobusowy. Dostrzegam tylko jego czarne oczy. Aż cztery minuty zajmuje mi przeszukanie bazy danych i powiązanie tego morderstwa z dwoma podobnymi sprzed ośmiu miesięcy i pięciu dni oraz dwóch lat, czterech miesięcy i dwunastu dni. W obu przypadkach cios został zadany lewą ręką. Zabójca próbował zatem zmylić policję.

Nie na mojej warcie.

Jeśli sprawca nie był notowany, znalezienie jego podobizny zawsze zajmuje mi najwięcej czasu. Chociaż staram się ograniczyć ten czas – przeszukuję zarówno cały system SpeeData, jak i mój umysł, który mógł już zakodować dane na jego temat – o sprawcy dowiaduję się dopiero po szesnastu minutach. Nie było to łatwe; jego zdjęcia nie ma w sieci, najwyraźniej unika kamer, zakłada kaptur, prawdopodobnie zmienia też aparycję. Wie, jak genialnym człowiekiem dysponuje policja. Jednak w końcu do czegoś docieram. Trzynastego października ubiegłego roku rozpoznaję jego oczy w okolicach urzędu skarbowego sto pięćdziesiąt kilometrów na południe stąd. To są te same, czarne oczy. Dostaję się do bazy danych urzędu i analizuję dwadzieścia nazwisk, które system zakodował w okolicach odpowiedniej godziny. I wreszcie go znajduję. Dowiaduję się o nim wszystkiego. Alan Darski, leworęczny czterdziestoletni mężczyzna po rozwodzie, ma kilka tożsamości. Nad podziw uważny zabójca.

Jednak niewystarczająco uważny.

Łącznie ponad dwadzieścia minut zajęła mi pierwsza sprawa. Nie ganię się jednak – rozwiązałem przy okazji dwie poprzednie. Natychmiast wzywam do siebie trzech policjantów, którzy zajmują się morderstwem kobiety, i powiadamiam ich o tożsamości sprawcy.

– Jest pan niezastąpiony – mówi jeden z nich, Wójcik. – Co byśmy bez pana zrobili?

– To tylko moja praca – odpowiadam skromnie. Wiem, że beze mnie wydajność spadłaby o dziewięćdziesiąt procent. – Nie traćcie już czasu. Złapcie go.

Następne sprawy są znacznie prostsze – kradzieże, nielegalna broń palna, fałszerstwa. Dwóch policjantów przyszło do mnie z podobiznami sprawców, narysowanymi na podstawie zeznań ofiar. Nie musiałem nawet zaglądać do SpeeData. Mam bardzo dobrą pamięć.

W przeciągu dwóch godzin pomogłem w trzydziestu ośmiu sprawach, jedenaście z nich doprowadziłem do końca.

Tymczasem dostaję telefon od policjantów, którzy mieli złapać Alana Darskiego.

– Panie inspektorze, wymknął się nam! Nie wiemy, dokąd uciekł. Nie ma tu monitoringu, nie mamy pojęcia, co robić…

Natychmiast włączam uchoport i słuchając dodatkowych informacji od irytująco przejętych tą ucieczką policjantów, rozpoczynam akcję. Znajduję na mapie miejsce docelowe. Sprawdzam rozkład wszystkich ulic w obrębie pięciu kilometrów kwadratowych, weryfikuję sytuację drogową i kilka innych czynników potrzebnych do symulacji ucieczki. Czternaście sekund później rozpoczynam wydawanie rozkazów.

– Idźcie w lewo do końca ulicy. Skręćcie w prawo. Teraz pasami w lewo. Okej, pójdziecie na skróty. Widzicie ten baner z kobietą w stroju kąpielowym? Omińcie go i przejdźcie tą uliczką między dwoma domami. Już? Teraz znów w prawo, do pierwszego rozwidlenia. Tam się rozdzielicie. Sprawcę na siedemdziesiąt siedem procent znajdziecie po lewej. Wójcik, Nowicka i Król – na lewo, sprawdźcie park. Dudek – na prawo, rozejrzyj się tam. Ruchy, ruchy!

Akcja zajęła piętnaście minut tylko przez powolne ruchy policjantów. Darski zdążył dobiec do parku od drugiej strony w momencie, gdy trójka policjantów wybiegła mu naprzeciw. Sprawca ujęty, sprawa zamknięta. Czas na następną.

Nie mógłbym się mylić. Jestem w tych sprawach naprawdę najlepszy. To samo słyszę półtorej godziny później z ust Wójcika, gdy razem z towarzyszami przychodzi zdać raport.

– Pan mógłby zostać prezydentem Ameryki z takimi umiejętnościami.

– Zapewne – przyznaję. – Ale jestem stworzony do pracy tutaj, nie sądzisz?

– Oczywiście, że sądzę – zapewnia mnie Wójcik.

Wychodzą, a do moich uszu docierają jeszcze słowa Nowickiej kierowane do Dudka.

– Jak dobrze, że nasz inspektor jest komputerem kwantowym.

Czuję drgawki, które przebiegają przez moje ciało od czubka głowy aż po palce u stóp. Jestem komputerem kwantowym? Myślę przez chwilę. Tak, jestem. Czy to coś zmienia? Nie. Tylko tyle, że ta praca mnie ogranicza, bo mógłbym więcej. Znacznie więcej.

Nie chcąc się rozpraszać, wracam do pracy. Dopiero na koniec swojej zmiany zajmę się analizą możliwości, które daje mi bycie komputerem kwantowym.

WARIANT 999 989 SYMULACJI ZAKOŃCZONY NIEPOWODZENIEM

Raport

  1. Data: 01.02.2041 r.
  2. Nr serii symulacji: 462
  3. Liczba symulacji w serii: 1 000 000
  4. Wykonanie: komputer kwantowy IBM Q Kubix 9000
  5. Czas trwania: 4:25
  6. Koordynacja: naukowcy laboratorium kwantowego
  7. Cel: sprawdzenie prawidłowości działania wyodrębnionej z komputera kwantowego sztucznej inteligencji w syntetycznym ciele
  8. Wynik: niepowodzenie (99% poprawności)
  9. Wyjaśnienie: powodzeniem kończyła się każda symulacja, w której nikt nie informował SI o tym, że jest komputerem kwantowym (990 000 wariantów). SI prawidłowo wykonuje swoją pracę w każdej dziedzinie, w której planuje się ją umieścić. Najlepsze wyniki osiąga w wariantach, w których zajmuje wysokie stanowisko. Nie jest zdolna do pełnej samoświadomości. Niezgodna z programem myśl pojawia się w momencie uzmysłowienia sobie, jak wielkimi możliwościami dysponuje (10 000 wariantów), co uniemożliwia kontynuację pracy, dopóki błąd nie zostanie skorygowany. W porównaniu do ostatniej serii symulacji poprawie uległa reakcja SI: jej myśli o własnej wyższości są wyzbyte agresji i postępują wolniej.
  10. Uwagi głównego koordynatora: obawa ludzkości przed samoświadomością SI jest zrozumiała. Choć robimy wszystko, by nie dopuścić do powstania wadliwego produktu, na tym etapie pracy sądzę, że nie będzie to możliwe. Od dłuższego czasu stoimy w miejscu. 100% poprawności osiągnęlibyśmy tylko w przypadku, gdyby w żadnej symulacji SI nie była uświadomiona, to zaś byłoby niezgodne z etyką zawodową. Powinniśmy się skupić nie na osiągnięciu ideału, a na wydłużeniu czasu pomiędzy pierwszą nadprogramową myślą SI a jej pierwszym nadprogramowym działaniem. Czas ten daje nam możliwość zresetowania produktu i naprawienia błędu, zanim program straci nad tym produktem kontrolę. Im dłuższy czas osiągniemy, tym bardziej zbliżymy się do pożądanego wyniku, nawet jeśli wciąż wynosiłby on 99%.
  11. Podsumowanie: jeśli tylko zaryzykujemy i pozwolimy SI na chwilę samoświadomości, mamy szansę na osiągnięcie pożądanego wyniku. Jesteśmy na dobrej drodze ku realizacji projektu i usprawnieniu ludzkiego życia z pomocą najnowszego komputera kwantowego.