3 przerażające książki, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie
Są takie książki, które uderzają bardziej niż inne. Które sprawiają, że jeszcze długo o nich myślimy. Które skłaniają nas do refleksji nad naszym życiem. Choć w moim przypadku książek, które naprawdę mocno na mnie wpłynęły, jest bardzo niewiele, te trzy, które przedstawiam poniżej, zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
1. Wyborny trup – Agustina Bazterrica
Sięgnęłam po tę książkę przypadkiem, szukając czegoś związanego z, no cóż, trupami (w tym czasie zaczynałam pisać czarną komedię o życiu cmentarnym). Opis trochę nie odpowiadał moim wymaganiom, ale uznałam, że przeczytam, trup to trup (wiem, brzmi strasznie). Z każdą jedną stroną moje lekkie podejście zmieniało się diametralnie. O czym bowiem jest ta dystopijna książka? Tak, dobrze myślicie – o kanibalizmie. Opowiada o niedalekiej przyszłości, w której to mięso zwierzęce zostaje skażone, a że ludzie mięsa potrzebują, postanawiają zalegalizować kanibalizm. W tym świetle sklep mięsny z nóżkami w galarecie nabiera nowego znaczenia. Rozpoczyna się hodowla ludzi, którzy z ludźmi mają coraz mniej wspólnego. Granice człowieczeństwa zostają przekroczone.
Zezwierzęcenie i okrucieństwo
Nie mówi się o nich jak o ludziach, jest to wręcz zabronione; to samce i samice, ogiery, sztuki, słowem: zwykły towar. Izoluje się je od małego w inkubatorach, a potem trzyma nagie w klatkach i rozmnaża pod ścisłym nadzorem. Nie ma szans, by zostały pomylone ze zwykłym człowiekiem, gdyż wypala się im na czole wielkie litery wskazujące na to, że są przeznaczone do zjedzenia. Utrata człowieczeństwa, czyli dehumanizacja, polega też na tym, że „sztukom” usuwa się struny głosowe – w końcu zwierzęta nie wrzeszczą przy mordowaniu.
Nie tylko mięso jest do spożytkowania – z „towaru” pozyskuje się też tłuszcz, skórę czy krew, by wykorzystywać do różnych celów. „Samicom” w ciąży obcina się ręce i nogi, jako że mają w zwyczaju rzucać się brzuchem o ściany, by zabić dziecko i przez to nie dopuścić, by trafiło na ubój. Spojrzenia więzionych ludzi są dzikie, a nawet szalone, w końcu cóż z tego, że wyglądają jak przedstawiciele gatunku Homo sapiens, skoro od początku traktuje się ich niczym zwierzęta; nie znają innego życia i nie mają pojęcia, że cierpią niesprawiedliwie przez straszny wymysł swych żarłocznych braci.
To tylko namiastka tego, o czym można przeczytać w Wybornym trupie, pewne tło do wydarzeń fabularnych, które się tam rozgrywają. Ale nie będę o nich mówić, w końcu ktoś odważny, kto przeczyta powyższy opis, być może zechce sięgnąć po książkę, ale uprzedzam: na własną odpowiedzialność!
Zainspirowana tą książką, napisałam wiersz fabularny Zezwierzęcenie – polecam!

2. Wielki marsz – Stephen King
Nie sądziłam, że ta książka może wzbudzić we mnie tyle emocji. Zwłaszcza że niemal cała fabuła opiera się na tytułowym wielkim marszu. Akcja również ma miejsce w przyszłości, w której to organizowane są co roku zawody; to wielkie show, oglądane przez tysięcy ludzi, w którym wygrywa ten, kto przejdzie najdalej i jako jedyny nie odpadnie. Nie ma czegoś takiego jak meta – jest ona tam, gdzie dojdzie ostatni z zawodników, a raczej gdzie padnie przedostatni z nich. Na zwycięzcę czeka wielka nagroda. Brzmi względnie normalnie. Ale tylko pozornie. W tej książce nie ma nic normalnego.
Nieustanny marsz, który nie ma końca
W zawodach bierze udział stu młodych chłopców, którzy od startu muszą maszerować bez przerwy, nie wolniej niż 6 km/h. Jedzą w drodze, spełniają potrzeby fizjologiczne w drodze, podsypiają w drodze. Jeśli któryś z nich zwolni lub się zatrzyma, otrzymuje ostrzeżenie, które zeruje się dopiero po godzinie. Trzy ostrzeżenia, które nie zdążyły zostać usunięte, oznaczają… strzał i śmierć na oczach wygłodniałych widzów. Już sama logika morderczego marszu brzmi przerażająco, ale to tylko przedsmak tego, co dzieje się w książce.
Bohaterowie wędrujący amerykańskimi drogami zaczynają nawiązywać relacje między sobą, jednak zostają one spychane na drugi plan tym bardziej, im dalej uczestnicy przejdą. To nie kwestia kilkudziesięciu kilometrów, tylko wręcz setek nieustannego maszerowania. W grę zaczyna wchodzić nie tyle rywalizacja, co nieludzkie zmęczenie i ból, które szybko prowadzą do zezwierzęcenia. Śmierć nowych przyjaciół kilka metrów obok i brak możliwości zatrzymania się w ramach pożegnania to normalne zjawisko na drodze.
Co zrobić ze świadomością, że lada moment można umrzeć? Wystarczy okazać słabość, zatrzymać się na chwilę, by rozmasować pełne pęcherzów i skurczów nogi, a dostanie się ostrzeżenie, a potem drugie i trzecie. King zagląda do najmroczniejszych zakamarków ludzkiego umysłu. Im dalej bohaterowie przejdą, tym jest gorzej. Mimo nieustannego marszu i właściwie jednowątkowej fabuły powieść ta długo nie dawała mi spokoju i do dziś często wracam do niej myślami.

3. Droga – Cormac McCarthy
Ostatnia powieść do właściwie połączenie dwóch poprzednich. Jest ona zdecydowanie najpopularniejsza z mojej listy, także możliwe, że ją czytaliście lub chociaż o niej słyszeliście. Jeśli tak, to pewnie wiecie, dlaczego się tutaj znalazła. I tu akcja ma miejsce w przyszłości (tak, lubię dystopię i sci-fi), kiedy to ziemia została zniszczona, a apokaliptyczny świat może przyprawiać o ciarki.
Apokaliptyczna rzeczywistość
Ciemność, głód, kanibalizm, morderstwa, zezwierzęcenie – to tylko kilka słów, które opisują nową rzeczywistość. Pół biedy, gdy staramy się przeżyć w nowym świecie, mając u boku kogoś, kto potrafi w razie czego się o siebie zatroszczyć. W Drodze jednak jest zgoła inaczej: ojciec wędruje ze swoim młodym synkiem, szukając dla niego lepszego miejsca. Musi patrzyć, jak cierpi z głodu i przemęczenia, jak jego dorastanie zmienia się w koszmar, jak obserwuje okropny świat, nie znając innego, bezpiecznego. W końcu nawet dorosły popłakałby się na widok niemowlęcia smażonego nad ogniem, a co dopiero dziecko.
To, co tak bardzo wzrusza w tej książce, to starania chłopca o bycie dobrym. Chce on pomagać innym, oddawać im swoje jedzenie, mimo że to może wiązać się ze śmiercią. Ojciec nie ma zamiaru na to pozwolić – w końcu zależy mu, by syn przetrwał. Bywa brutalnie obojętny na ludzkie cierpienie, popełnia straszne czyny, a wszystko po to, by zapewnić chłopcu choć namiastkę dobrego życia. Niestety powoduje to między nimi różne napięcia, które wcale nie pomagają w przetrwaniu w tym apokaliptycznym świecie.
To naprawdę przykry obraz. Tak okrutna rzeczywistość wręcz zabrania miłości, a jednak ta wciąż się tli w dwóch wędrujących po opustoszałych drogach postaciach. To też historia o dehumanizacji i o tym, jak głód potrafi odbierać ludziom zmysły. Ciągły strach czyni z nas potwory, które zrobią wszystko, by przetrwać. Czy da się jeszcze odnaleźć piękno w apokaliptycznych realiach? Czy nieustanny brak poczucia bezpieczeństwa wypłukuje wszelkie ludzkie odruchy? Na te pytania próbuje odpowiedzieć ta poruszająca opowieść.

Brutalność i istota człowieczeństwa
Uprzedzam: wszystkie te książki są ciężkie, przygnębiające i smutne. Jednak nie tyle ta realistyczna brutalność świata zrobiła na mnie tak duże wrażenie, jak refleksje nad istotą człowieczeństwa, która od zawsze mnie ciekawiła. Mimo to książki polecam tym nieco mniej wrażliwym osobom. A jeśli chcecie poczytać u mnie coś w tym stylu, zapraszam do lektury opowiadania science fiction Bez ograniczeń.